Archiwum prasowe
(2007)
Na tej stronie można przeczytać publikacje w prasie o mojej działalności publicznej w 2007 roku.
Tomasz Kacprzak
Przewodniczący Rady Miejskiej bez służbowego auta
Pierwszą konferencję prasową zwołał wczoraj Tomasz Kacprzak, nowy przewodniczący łódzkiej Rady Miejskiej. Jednym z nielicznych konkretów, jakie podał polityk Platformy Obywatelskiej, była jego rezygnacja z przysługującego mu samochodu służbowego.
- Bardzo lubię prowadzić swojego peugeota 307 - wyjaśnia przewodniczący, który potrafi także jeździć motocyklem.
Jego motoryzacyjnym zamiłowaniom nie można się dziwić, jest on bowiem z-cą dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.
Zapewnił jednak, że nie oblewał kursantów i nie ma nawet uprawnień egzaminatora. 29-letni Tomasz Kacprzak jest najmłodszym z ośmiu dotychczasowych przewodniczących łódzkiej Rady Miejskiej.
Express Ilustrowany, 8 grudnia 2007
Szybkie i częste sesje rady
Przyspieszenie prac Rady Miejskiej w Łodzi zapowiedział nowy przewodniczący łódzkiego samorządu Tomasz Kacprzak (PO). Przewodniczący obiecał także, że zostanie rozbudowana strona internetowa Rady Miejskiej.
POLSKA Dziennik Łódzki, 8 grudnia 2007
Kacprzak szefem samorządu
Rada miejska ma nowego przewodniczącego. Został nim Tomasz Kacprzak (PO), dotychczasowy wiceprzewodniczący. Na jego miejsce w prezydium wybrano prof. Grzegorza Matuszaka (LiD)
Kacprzak zajął w prezydium miejsce po Macieju Grubskim, który został wybrany na senatora. Miejsce długo czekało na przewodniczącego, ale wczoraj radni Platformy Obywatelskiej porozumieli się z klubem Lewicy i Demokratów i poparli kandydaturę Tomasza Kacprzaka. Nowy przewodniczący ma 29 lat i jest najmłodszym szefem w historii samorządu. Absolwent I LO im. Kopernika i prawa na UŁ. - Mam nadzieję, że będę człowiekiem dialogu, z którym wszyscy radni będą mogli normalnie współpracować. Chciałbym, żeby jak najwięcej informacji o pracach rady miejskiej znalazło się w internecie, tak by mogli korzystać z nich wszyscy łodzianie - mówił Kacprzak tuż po wyborze.
Tuż po głosowaniu Kacprzak dostał kwiaty i dziękując powiedział, że wręczy je swojej ukochanej żonie, która jest na sali. A potem już było jak w kinie: Kacprzak przeszedł przez całą salę do żony, wręczył kwiaty i pocałował ją w usta.
Wczoraj radni wybrali też nowego wiceprzewodniczącego rady miejskiej. Został nim prof. Grzegorz Matuszak z LiD, były senator, przewodniczący rady miejskiej w II kadencji i przez połowę III kadencji.
A teraz trochę kulis. Kluby rady miejskiej nie mogły się dogadać, co do wyboru przewodniczącego. PO forsowała na to stanowisko Kacprzaka, PiS - Krzysztofa Piątkowskiego. Żaden nie mógł zdobyć wymaganej większości 22 głosów (w 43-osobowej radzie miejskiej). Wszystko zależało od tego, na którego z kandydatów zagłosuje klub LiD. Wreszcie we wtorkowy wieczór LiD i PO porozumiały się. LiD zgodził się zagłosować na Tomasza Kacprzaka, za to klub PO miał odwdzięczyć się dwoma miejscami w prezydium dla przedstawicieli lewicy. Wczoraj wybrano na wiceprzewodniczącego Grzegorza Matuszaka z LiD. Za dwa tygodnie kluby PO i LiD mają odwołać z prezydium przedstawiciela PiS Czesława Telatyckiego, a powołać na jego miejsce Witolda Rosseta z klubu Lewicy i Demokratów.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 6 grudnia 2007
Kacprzak przewodniczącym łódzkiej Rady Miejskiej
Radni Platformy Obywatelskiej dopięli swego. Nadal będą rządzić w Łodzi, a Tomasz Kacprzak został przewodniczącym Rady Miejskiej. Nowym współkoalicjantem PO jest Lewica i Demokraci, która dostała co chciała, czyli miejsce w prezydium rady. Fotel wiceprzewodniczącego zajął prof. Grzegorz Matuszak. Prawo i Sprawiedliwość zostało z niczym, choć dzielnie udaje, że nic się nie stało.
- Zawarliśmy porozumienie z lewicą, by usprawnić pracę rady. Wybór przewodniczącego nie jest najważniejszy, ale dłużej tego przeciągać nie można - tłumaczył Mateusz Walasek, szef klubu PO.
Dariusz Joński, przewodniczący klubu radnych LiD, powtórzył to samo. Zastrzegł jednak, że lewica nie "skusiła się" na stanowiska. - Prawo i Sprawiedliwość nie chciało z nami rozmawiać, a Platforma tak - mówił Joński. - Owszem, mówiliśmy, że nie będziemy spełniać ich żądań i podtrzymuję to. Bo nie żądali, a negocjowali.
Porozumienie PO i LiD zostało zawarte w tempie ekspresowym, choć obie strony twierdzą, że negocjowały od dwóch tygodni.
Tyle że koalicję albo - jak wolą radni obu opcji - porozumienie "przyklepano" we wtorek wieczorem. Już po opuszczeniu klubu radnych PO przez Witolda Skrzydlewskiego i Tadeusza Gapińskiego. To tak naprawdę zaważyło na tym, że koalicję zawiązano. Dlaczego? Po odejściu dwóch radnych Platforma straciła pozycję największego klubu radnych i nie mogła dyktować PiS warunków z pozycji silniejszego. Oba kluby miały już po 14 radnych, a więc stały się równorzędnymi partnerami, a PiS twardo bronił swego i mówił: koalicja z Platformą tak, ale bez Tomasza Kacprzaka w fotelu przewodniczącego. Radni PiS wielokrotnie podkreślali, że do Kacprzaka "nic nie mają", ale nie gwarantuje on dobrych relacji na linii radni - prezydent Łodzi. Nie będzie też umiał łagodzić konfliktów między PO i PiS. Platforma nie chciała wystawić innego kandydata i - skoro straciła przewagę liczebną - dogadała się z LiD.
Wybory odbyły się błyskawicznie. Oprócz Kacprzaka nie było innego kandydata. W tajnym głosowaniu dostał 28 głosów poparcia. Przeciw było 13 radnych, jeden wstrzymał się od głosu. Kwiaty, które dostał od kolegów z PO Tomasz Kacprzak, natychmiast podarował swojej żonie - Annie, która przyjechała na sesję oklaskiwać triumf męża.
Lewica poszła za ciosem i zgłosiła wniosek, by wybrać wiceprzewodniczącego. Prof. Grzegorz Matuszak dostał 33 głosy poparcia, 9 radnych było przeciw.
Co na to Prawo i Sprawiedliwość? Sławomir Worach, szef klubu radnych PiS, miał nadspodziewanie dobry humor. Mimo że jego ugrupowanie zostało z niczym i teraz grozi mu polityczny niebyt. - Nadal będziemy popierać prezydenta miasta i poczekamy, co dalej- mówił Worach.
Tłumaczył jeszcze, że na koalicję z lewicą zgodzić się nie mógł. Z powodów oczywistych czyli rażących różnic ideologicznych. Zapewniał, że z Platformą rozmawiał, ale ta odrzuciła warunki PiS.
Jerzy Kropiwnicki, prezydent Łodzi, zamieszanie wokół wyborów przewodniczącego obserwował z dystansu. Wczoraj zapewnił, że zaakceptuje każdego szefa rady i podkreślił, że liczy na dobrą współpracę. Przypomniał, że od początku obecnej kadencji był za tym, by LiD miał swojego przedstawiciela w prezydium.
- Tak nakazywały dobre obyczaje łódzkiego samorządu - mówił prezydent Łodzi.
W sprawie ewentualnej koalicji PO i LiD prezydent był sceptyczny. Argumentował, że naturalna wydaje mu się współpraca PO i PiS, innej raczej sobie nie wyobraża. Dodał także, że czeka na ruch Platformy, która ma wyznaczyć kandydata na wiceprezydenta. Na tym stanowisku jest wakat, bo dotychczasowa wiceprezydent Hanna Zdanowska uzyskała mandat posła.
Sprawdzianem koalicji będzie sesja absolutoryjna. Jak zagłosuje lewica? Radni LiD mają być "wyraziści", ale na razie nie mówią: za czy przeciw.
POLSKA Dziennik Łódzki, 6 grudnia 2007
Nowa koalicja w łódzkim samorządzie
Tomasz Kacprzak z Platformy Obywatelskiej został nowym przewodniczącym Rady Miejskiej w Łodzi. Stanowisko wiceprzewodniczącego objął Grzegorz Matuszak z Lewicy i Demokratów.
Tak zdecydowali wczoraj łódzcy radni. Oznacza to, że rozpadła się rządząca dotychczas w radzie koalicja PO - Prawo i Sprawiedliwość, a powstała nowa PO - LiD.
Stanowisko przewodniczącego od miesiąca było nieobsadzone po tym, jak radny Maciej Grubski z PO został senatorem. Radni PO i PiS nie potrafili się porozumieć, kto ma go zastąpić - Platforma chciała, by przewodniczącym został Tomasz Kacprzak (dotychczasowy wiceprzewodniczący). Na to nie zgadzał się PiS, który liczył, że PO przedstawi innego kandydata. Platforma postanowiła jednak porozumieć się z LiD-em. Kandydaturę Kacprzaka na przewodniczącego poparło 28 radnych (13 było przeciw, jeden się wstrzymał), a kandydata LiD Grzegorza Matuszaka na wiceprzewodniczącego, aż 33 (9 przeciw). To jednak nie koniec zmian w prezydium Rady Miejskiej. Nowa koalicja ma zamiar odwołać na kolejnej sesji co najmniej jednego z dwóch dotychczasowych wiceprzewodniczących z PiS.
Wczoraj odbyło się także ślubowanie nowej radnej Ilony Orczykowskiej, która zajęła w radzie miejsce Macieja Grubskiego. Jest socjologiem, wcześniej startowała z list PO do europarlamentu.
Express Ilustrowany, 6 grudnia 2007
Radni dostaną asystę!?
Już wkrótce łódzcy radni mają mieć do pomocy asystentów i asystentki. Tak przynajmniej chce Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, który opracował projekt uchwały w tej sprawie.
Asystenci mieliby pełnić swoje funkcje bezpłatnie, a doświadczenie zdobyte przy pomaganiu radnym ma im pomóc we własnej karierze. Projektodawca liczy bowiem, że na asystentów będą zgłaszać się głównie członkowie Młodzieżowej Rady Miasta.
Express Ilustrowany, 4 grudnia 2007
Asystenci pomogą radnym?
Łódzcy radni najprawdopodobniej będą mieli społecznych asystentów. Radni będą dla nich mentorami, a asystenci będą pomagać im w pracy.
Na najbliższej sesji (środa-czwartek) samorządowcy będą głosować nad uchwałą w sprawie powołania asystentów.
Asystent lub asystentka ma pomagać radnemu w pracy na rzecz samorządu. Może - na przykład - pomóc w przygotowaniach do sesji, komisji, pisać interpelacje i spotykać się w imieniu radnego z łodzianami na dyżurach. Może też ściągać dla radnego informacje z internetu lub prowadzić ich stronę www. Asystent nie dostaje pieniędzy za swoją pracę, ale za to ma możliwość nauczenia się czegoś od radnego.
Posiadanie społecznego asystenta nie jest obowiązkowe. Każdy radny, który zdecyduje się na pomoc, może zatrudnić tylu asystentów, ilu tylko chce. Musi tylko zgłosić ich nazwiska do biura Rady Miejskiej, a biuro - wpisać je na stronę internetową. Asystentami mogą zostać członkowie Młodzieżowej Rady Miasta lub "młodzieżówek" partyjnych.
Sławomir Worach, szef klubu PiS, już wczoraj pojawił się w urzędzie ze swoim przyszłym asystentem-członkiem "młodzieżówki" PiS. Asystenta lub asystentkę chce mieć Czesław Telatycki (PiS), wiceprzewodniczący Rady Miejskiej. Jarosław Wojcieszek (PO) także: - Jasne, że chcę. Im więcej ludzi zaangażowanych w pracę samorządu, tym lepiej - mówi.
Krzysztof Piątkowski, wiceprzewodniczący z PiS, zrezygnuje z tej formy pomocy: - Nie jest mi potrzebna. Radzę sobie sam - powiedział.
Z pomocy nie skorzysta Tomasz Kacprzak (PO), autor uchwały o społecznych asystentach: - Nie mam takiej potrzeby - powiedział.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 4 grudnia 2007
Ławnik żoną Cezara
Zakończyła się w łódzkich sądach selekcja kandydatów na ławników na nową czteroletnią kadencję. Z ponad 900 kandydatów negatywne opinie wystawiono kilkunastu osobom. Okazało się, że ławnikiem chce zostać nawet znany policji awanturnik. Tymczasem ławnik musi być jak żona Cezara - na jego wizerunku nie może być żadnej rysy.
Kandydatów na ławników przez cztery miesiące prześwietlał kilkunastoosobowy zespół, składający się z radnych, przedstawicieli sądów i urzędników magistratu.
- Zbadaliśmy każdą kandydaturę. W wielu sprawach kontaktowaliśmy się z policjantami - zaznacza szef zespołu, radny Tomasz Kacprzak. - Okazało się na przykład, że ławnikiem ponownie chciał zostać mężczyzna, którego zachowanie w poprzedniej kadencji nie licowało z powagą tej funkcji. Inny kandydat wszczął po pijanemu rodzinną awanturę.
- Wśród kandydatów nie ma osób karanych ani takich, przeciwko którym toczy się postępowanie karne - zapewnia Tomasz Kacprzak. - Jeśli jednak ktoś dostał od policji mandat karny w wysokości 100 zł, czyli za pojedyncze i niegroźne przewinienie - przekroczenie prędkości czy niezapięte pasy bezpieczeństwa - takiej osoby nie dyskwalifikowaliśmy.
Oczywiście radni mogą mieć inny pogląd w tej sprawie i podczas głosowania odrzucić takie kandydatury.
Spośród kandydatów jedna trzecia to dotychczasowi ławnicy. Wśród nich jest Krystyna Balsam, przewodnicząca Rady Ławniczej przy Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia. - Wielu moich kolegów i koleżanek zrezygnowało w tym roku z ponownego ubiegania się o funkcję ławnika. Przyczyną jest nie tylko mniejsze zapotrzebowanie, ale nowe przepisy, według których trzeba było zapłacić za potwierdzenie niekaralności, za fotografie załączane do podania itp. Dlatego ludzie rezygnowali, wychodząc z założenia, że wydadzą pieniądze i je stracš, bo nie zostaną wybrani - wyjaśnia pani Krystyna.
Diety dla ławników pozostały takie same: 53 zł (brutto) za sesję jednodniową. Wśród kandydatów przeważają osoby starsze, w tym renciści i emeryci, mający więcej czasu na udział w sesjach. Dominują nauczyciele, urzędnicy, przedsiębiorcy i osoby o wykształceniu prawniczym. Wśród kandydatów jest m.in. emerytowana śpiewaczka operowa.
* * * * *
Matura i chęć szczera...
W łódzkich sądach pracowało w mijającej kadencji 3 tys. ławników. W nowej kadencji, od 2008 do 2011 roku, będzie ich tylko 626. Ich wyboru dokona Rada Miasta na sesji 24 października. Wcześniej radni będą mogli poznać dossier każdego kandydata. Chęć zostania ławnikiem zgłosiło 918 łodzian, negatywne opinie wydano 19 osobom. W większości przypadków kandydaci nie mieli minimum średniego wykształcenia lub nie mieścili się w przedziale wiekowym od 30 do 70 lat. Jedna z kandydatek 30 lat skończy... 22 października, czyli dwa dni przed sesją Rady Miasta.
Dziennik Łódzki, 9 października 2007
Prezydent Kropiwnicki nie kandyduje...
Radni Platformy Obywatelskiej zarzucają prezydentowi Łodzi Jerzemu Kropiwnickiemu podwójną moralność. Chodzi o samochód służbowy, którym w minioną sobotę pojechał na konwencję wyborczą PiS. Jerzy Kropiwnicki nie startuje w wyborach - ripostuje jego rzecznik.
- Pan prezydent zabronił swoim zastępcom, kandydującym w wyborach, używania samochodów służbowych i prowadzenia kampanii w godzinach pracy. Tymczasem sam na partyjną imprezę pojechał autem prezydenckim - mówi Tomasz Kacprzak, radny PO. - To podwójna moralność, bo zastępcom nie wolno, a prezydentowi tak? Konwencja PiS ze sprawami miasta nie miała nic wspólnego.
Według radnych PO, zakup samochodów dla Jerzego Kropiwnickiego i jego zastępców można uznać za niegospodarność. Argumentują, że w styczniu, kiedy akceptowali kwotę na zakup nowych aut, była mowa tylko o samochodach dla straży miejskiej, urzędów pracy, drogowców. O fordach prezydenckich - ani słowa.
- Czujemy się oszukani - twierdzi T. Kacprzak. - Od początku było wiadomo, że trzeba władzy wymienić samochody, dlaczego nam o tym nie powiedziano?
Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta Łodzi, wyjaśnił, że na konwencję PiS prezydent jechał prosto ze sprawdzianu dla strażników miejskich. A był tam w ramach wykonywania obowiązków służbowych.
- Trudno, żeby po drodze prezydent przesiadał się do tramwaju czy taksówki, by dojechać na konwencję. Nie popadajmy w absurdy - mówi K. Augustyniak. - Nie ma mowy o podwójnej moralności, przecież prezydent nie bierze udziału w wyborach, więc nie łamie własnych zakazów.
A kupno nowych samochodów? Rzecznik zapewnia, że nikt nikogo nie oszukiwał. Samochody, z których korzystają prezydent i jego zastępcy zostały kupione dla urzędu. Poza tym ekspertyza techniczna wykazała, że peugeoty miały już 75-proc. zużycia i dalsze ich utrzymywanie byłoby droższe niż kupno nowych.
- Zakup wymusiła prosta ekonomia, nie uwielbienie luksusu - ripostuje rzecznik.
Miasto kupiło 9 fordów i 2 skody octavie. Samochody trafiły do prezydenta, jego zastępców, przewodniczącego rady miejskiej, a także drogowców i urzędów pracy. Łącznie kosztowały 880 tys. zł.
Dziennik Łódzki, 9 października 2007
Samochody prezydentów
Radni Platformy Obywatelskiej oskarżają władze Łodzi o wprowadzenie radnych w błąd w sprawie zakupu samochodów dla urzędu. Zarzucają również prezydentowi wykorzystywanie służbowego auta do celów prywatnych
Chodzi o przyjazd Jerzego Kropiwnickiego służbowym samochodem na sobotnią konwencję PiS. - Jeśli informacje z mediów są prawdziwe prezydent Jerzy Kropiwnicki powinien przeprosić łodzian, że wykorzystuje auto i publiczne pieniądze na paliwo do celów prywatnych - mówi Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej. - Jest to tym bardziej bulwersujące, że wcześniej prezydent zakazał swoim zastępcom wykorzystywanie aut w kampanii wyborczej, a teraz sam to zrobił.
Radni PO zarzucają także wiceprezydentowi Włodzimierzowi Tomaszewskiemu wprowadzenie w błąd Rady Miejskiej w sprawie zakupu nowych samochodów dla urzędu miasta. Na dowód dezinformacji przedstawili protokół z posiedzenia Komisji Finansów, Budżetu i Polityki Podatkowej ze stycznia tego roku. Na pytanie radnego Bartosza Domaszewicza, do jakich jednostek trafią nowe samochody Włodzimierz Tomaszewski odpowiedział: - "Nie dla prezydenta i wiceprezydentów. Zakup będzie dla jednostek Urzędu Miasta Łodzi i straży miejskiej".
- Gdy okazało się, że prezydenci wymienili swoje służbowe auta byliśmy zdziwieni. Zostaliśmy wprowadzeniu w błąd. Jest to ignorowanie Rady Miejskiej. Jakie zasady obowiązują pana prezydenta? Czy takie same jak jego politycznego patrona? - pyta Domaszewicz. - Pieniądze zostały wydane niezgodnie z intencją - dodaje Mateusz Walasek, radny PO.
Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta: - Zakaz korzystania z aut w kampanii wyborczej mają wiceprezydenci startujący do parlamentu. Prezydent Kropiwnicki nie startuje w tych wyborach. Ponadto prezydent pojechał na konwencję PiS prosto ze służbowego spotkania i byłoby dziwne, gdyby wysiadł w połowie drogi i poszedł pieszo.
Rzecznik nie widzi w protokole, by Rada Miejska została wprowadzona w błąd: - Prawnie wszystko się zgadza. Samochody nie zostały kupione prezydentowi, ani wiceprezydentom tylko do urzędu miasta - mówi Augustyniak.
Portal Gazeta.pl (Łódź), 8 października 2007
Radni dyskutowali o jednorazowych torbach
Na razie można jeszcze nosić zakupy w foliowych reklamówkach. Radni, którzy wczoraj dyskutowali o całkowitym zakazie używania w Łodzi tych toreb postanowili, że projekt uchwały trzeba jeszcze raz dokładnie przemyśleć.
Dyskusję na temat torebek foliowych wywołał radny Krzysztof Piątkowski (PiS). Przygotował projekt uchwały wprowadzający zakaz używania w sklepach foliowych jednorazówek. Piątkowski przekonywał: - Ja to robię tak: przy kasie wykładam zakupy z wózka, potem wkładam je z powrotem do wózka. Jadę na parking, otwieram bagażnik i wykładam artykuły do skrzyneczek z tworzywa sztucznego. Odkryłem, że przyniesienie skrzyneczek z zakupami do domu to sama radość w porównaniu do biegania z reklamówkami.
Projekt uchwały zakłada, że w całej Łodzi będzie obowiązywał zakaz korzystania z jednorazowych i bezpłatnych toreb. A jeśli jakiś sklep będzie dawał klientom "reklamówki" wówczas sprzedawca i kierownik sklepu dostaną karę grzywny od 20 zł do 5 tys. zł.
Radny policzył, że w łódzkich hipermarketach zużywa się dziennie 100 tysięcy toreb. A kiedy doliczyć do tego małe sklepy i targowiska w sumie wyjdzie ok. 600 tysięcy w całym mieście. Torebki nie ulegają biodegradacji, roznosi je wiatr, zanieczyszczają ulice, trawniki, drzewa, zatykają kanalizację przeciwdeszczową. Opinię prawną w sprawie uchwały przygotował prof. Michał Kulesza, który uważa, że samorząd ma prawo wprowadzić taki zakaz.
Wszyscy radni byli zgodni co do idei: powinno się ograniczyć używanie reklamówek ze względu na dobro środowiska naturalnego. Reklamówka - jak policzyli naukowcy - rozkłada się w ciągu 400 lat. Uchwała wzbudziła jednak sporo wątpliwości.
- Co to jest w ogóle torebka jednorazowa? Ktoś przecież może powiedzieć, że używa ją wielokrotnie, a ostatnim użyciem jest wyłożenie kubła na śmieci - przekonywał Mateusz Walasek, szef klubu radnych PO. - Kto będzie kontrolował sklepikarzy? Strażników miejskich mamy 350. Na Teofilowie jest dwóch i muszą odwiedzić szkoły, sprawdzić, czy nie ma narkotyków, sprawdzić czy nie są pomazane ściany, czy się nie pali na przystankach, a potem jeszcze sprawdzić sklepy, czy nie wydaje się jednorazowych toreb. To niewykonalne. Najważniejsza jest edukacja.
Tomasz Kacprzak z PO twierdził, że zakaz będzie omijany. Jak? -Sklep może zaoferować klientowi jedną lub kilka reklamówek w cenie jednego grosza. I już torba nie jest bezpłatna - udowadniał Kacprzak. Bo "zakazana" torba musi spełniać trzy warunki: jednorazowa, bezpłatna i niezbędna.
- Radni PiS zaśmiecają Radę Miejską takimi projektami uchwał, bo o ile ważne jest, żeby budować świadomość ekologiczną i żeby toreb było mniej, to wprowadzanie zakazów wydaje się nieracjonalne. Niedługo PiS będzie wsadzać do więzienia za to, że wynosi się zakupy w reklamówce. Nie ma przeszkód, aby "reklamówki" produkować z materiałów ekologicznych. Ten przepis będzie tylko utrudniał ludziom życie - mówi Witold Rosset, radny Lewicy i Demokratów.
Dariusz Joński, szef klubu LiD dworował sobie, że PiS powinien zmienić nazwę na GreenPiS. Zwrócił uwagę, że z reklamówką chodzi nawet prezydentowa Maria Kaczyńska (chodziło o słynne ujęcie z początku kadencji, gdy wchodzi po schodkach do samolotu z reklamówką Galerii Centrum).
Radni PiS - poza projektodawcą - głosu nie zabierali. Tylko jeden rozdał kolegom zielone płócienne torby, by zachowania proekologiczne radni zaczęli od siebie. - Wyglądamy jak teletubisie - śmiali się niektórzy radni.
Wątpliwości było tak dużo, jak chyba jeszcze nigdy przy żadnej uchwale. Dlatego radni zdecydowali się odesłać projekt do komisji.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 13 września 2007
Łódź klubowa sama na morzu
Puby i kluby w naszym mieście potrzebują wsparcia urzędników! Ale - jak twierdzą właściciele lokali - rzadko je znajdują. Zapytaliśmy radnych i organizatorów imprez miejskich jak to zmienić
* Sławomir Worach, przewodniczący klubu radnych Prawo i Sprawiedliwość
- Musimy stawiać na kulturę i wydarzenia kulturalne, bo one będą stymulowały rozwój Łodzi klubowej. W Łodzi jest miejsce na imprezy klubowe, tylko musimy określić, co przez to rozumiemy. Jeśli jest to wizyta w lokalu z przyjaciółmi, to w Łodzi musi się rozwinąć duża sieć klubów i pubów z klimatem. Jeśli mówimy o otwartych imprezach masowych, to należy wygospodarować na nie odpowiednie miejsce. Mam nadzieję, że niebawem powołamy komisję promocji w Radzie Miejskiej. Będziemy na nią zapraszali właścicieli lokali, społeczników i organizatorów imprez kulturalnych. Myślę, że uda nam się nawiązać współpracę i znaleźć rozwiązania problemów, z którymi się zmagają.
* Marcin Durys, menadżer Cafe Foto Club
- Łódź klubowa spoczęła na laurach. Bardzo trudno zorganizować tu jakiekolwiek imprezy. Bo tych, którym chce się je robić, jest niewielu. Mnóstwo kreatywnych ludzi już wyjechało za granicę i co chwila decydują się na to kolejni. Mam nadzieję, że gdy wrócą, to coś się zmieni. O ile wrócą. Organizowanie imprez w rezultacie stało się bezsensowne. Bo po co to robić, skoro dobre kluby i tak mają klientów, a kiepskie i tak ich nie zdobędą. Szkoda tylko, że miasto nie pomaga bardziej klubom. W końcu Łódź klubowa to jeden z najlepszych pomysłów na promocję Łodzi.
* Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, Platforma Obywatelska
- Nie widzę kryzysu. Regularnie chodzę do klubów przy ul. Piotrkowskiej, jest w czym wybierać i każdy znajdzie coś dla siebie. Brakuje mi jednak w centrum klubu tylko dla studentów, do którego można wejść jedynie z legitymacją. Dzisiaj studenci mają swoje lokale na osiedlach akademickich, a nie wszyscy na nich mieszkają i chcą tam jeździć się bawić. Trzeba ich przyciągnąć na Piotrkowską. Ale aby przyciągnąć do centrum ludzi, miasto musi zadbać o dostęp do toalet, o ogródki i zwiększyć liczbę patroli policji i straży miejskiej. Należy poprawić monitoring. Musi być czysto i bezpiecznie. Bez tego mało kto będzie chciał przyjść wieczorem na Piotrkowską.
Wiele zależy też od właścicieli lokali. Muszą dbać o nie, remontować, bo ludzie zniechęcają się starymi i brakuje im nowych atrakcji.
* Aleksandra Knychalska, właścicielka Jazzgi
- Mieszkańcy Łodzi chcą się bawić. Widzę to na każdej imprezie, którą organizuję. Niestety miasto w ogóle nie wspiera tego, co dla promocji Łodzi robią kluby. Przykład? Złożyłam do UMŁ kilka projektów rozwoju Łodzi klubowej. Chciałam na przykład, żeby w podwórku Jazzgi zorganizować coś w rodzaju "bramy muzycznej". Byłyby koncerty muzyki od poważnej do jazzowej, a także pokazy filmów. Wszystko na świeżym powietrzu. Niby zainteresowanie urzędników było, ale szybko się skończyło. Kontakt się urwał. Miasto nie potrafi patrzeć na Łódź klubową i koncertową przez cały rok, a tylko przy okazji pojedynczych wielkich imprez i koncertów. To błąd.
* Dariusz Joński, przewodniczący klubu Lewica i Demokraci
- Bez wątpienia Łódź klubowa sama nie będzie się rozwijać. Coś trzeba ludziom zagwarantować. Duża w tym rola wydziału promocji urzędu miasta, a ten nic nie robi. Nie ma choćby cotygodniowego kalendarza wydarzeń, nie ma współpracy z organizatorami imprez. Trzeba się z nimi oraz właścicielami lokali spotykać co miesiąc, a nie raz w roku przy tworzeniu budżetu. Trzeba im dać nie tylko dobrą radę, ale i pomóc finansową.
Nie możemy też być na ostatnim miejscu w statystykach bezpieczeństwa. Ulica Piotrkowska jest jedną z najniebezpieczniejszych. W pasażu Schillera czy Rubinsteina łatwiej dostać po głowie niż trafić na jakąś imprezę.
Ale to można zmienić, czego przykładem jest Manufaktura. Jest dobrze wypromowana i bezpieczna. Mieszkańcy innych miast nie mówią, że przyjeżdżają do Łodzi, ale właśnie do Manufaktury. Skoro tam się udało, uda się też z Piotrkowską.
Dokąd odpłynęłaś, Łodzi klubowa?
Na początku lipca opisaliśmy w "Gazecie" jeden z piątkowych wieczorów spędzonych w łódzkich lokalach. Przyznaliśmy wtedy, że w naszym mieście jest gdzie posiedzieć, napić się i porozmawiać, ale nie ma gdzie się bawić. Co tydzień zamiast chodzić do kilku innych lokali, ląduje się w kółko w kilku tych samych. Nie ma z czego wybierać.
Jak to zmienić? Czego Łodzi brakuje: wsparcia urzędników czy kreatywności właścicieli lokali? Co konkretnie trzeba zrobić? Czekamy na wasze propozycje - przekażemy je łódzkim urzędnikom! Piszcie na adres: lodzklubowa@lodz.agora.pl
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 11 sierpnia 2007
Wybory młodych radnych
Wczoraj elektorzy z łódzkich gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych wybierali przedstawicieli do Młodzieżowej Rady Miasta.
58 elektorów wytypowanych przez szkoły wybierało radnych spośród 126 kandydatów. W Młodzieżowej Radzie Miasta, która zacznie działać w ciągu dwóch tygodni, zasiądą 43 osoby, czyli tyle samo, ile w dorosłej radzie miejskiej.
Młodzi radni będą spotykać się przy ul. Piotrkowskiej 104 i zastanawiać się nad projektami dorosłych radnych. Będą mogli wyrażać swoją opinię na temat projektów uchwał dotyczących edukacji, rekreacji, imprez kulturalnych. - Nikt ze starszych nie będzie wam mówił, jak macie głosować, czym macie się zajmować. To wasza lekcja samorządności - mówił do młodzieży Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący rady miejskiej w oficjalnej części spotkania rozpoczynającej wybory.
Po przemówieniach młodzież podzieliła się na pięć grup. W każdej zasiadali elektorzy i kandydaci z jednej dzielnicy. Kandydaci prezentowali się elektorom. Opowiadali o sobie, o tym, co chcieliby zrobić dla łódzkiej młodzieży. Chwalili się pracowitością, odpowiedzialnością, szalonymi pomysłami i zdolnościami przywódczymi.
Jedni reklamowali się sloganami usłyszanymi od dorosłych polityków, inni czytali z kartki przygotowany tekst o sobie, a jeszcze inni sypali pomysłami jak z rękawa. Jedna z kandydatek mówiła, że natchnął ją duch Józefa Piłsudskiego spod Wawelu, do tego, by stanąć w obronie patriotyzmu. Uczeń gimnazjum z Bałut cytował lidera Samoobrony Andrzeja Leppera: "Pokażmy kulturę polityczną, której innym brak".
Po prezentacji elektorzy decydowali, kto wejdzie do MRM, wrzucając głosy do urny. Wyniki miały być podane już wczoraj, ale okazało się, że kilku kandydatów otrzymało tę samą liczbę głosów i trzeba przeprowadzić losowanie.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 2 czerwca 2007
Las Vegas nad Łódką, czyli zabawa na cztery fajerki
Czy hasło: Łódź - Las Vegas Europy, które co pewien czas się pojawia, ma szansę się urzeczywistnić. Czy to tylko mrzonki wizjonerów?
Hasło: Łódź - Las Vegas Europy pojawiło się dwa lata temu, podczas Forum Komunikacji Marketingowej, gdy prezentowano kampanie promocyjne polskich miast.
Niedawno nawiązał do tego łódzki radny Tomasz Kacprzak.
Piotrkowska jak Boulevard?
-Polskie centrum rozrywki to może być szansa na przyszlość Łodzi. Na razie mówią o nas jako o "stolicy pubów", ale dobre i to na początek-mówi Tomasz Kacprzak.
Słynne Las Vegas to nie same kasyna. Na znajdujacym się w jego centrum Las Vegas Boulevard o długości prawie 7 km, przy kasynach położone są restauracje, hotele, galerie sztuki, parki rozrywki
oraz obiekty sportowe, które umożliwiają całym rodzinom spędzenie wolnego czasu. To taka tamtejsza ul. Piotrkowska, która już za pięć lat może łączyć trzy centra handlowo - kulturalno - rozrywkowe.
Pierwsze to oczywiście Manufaktura, z niej dojdzimy ul. Piotrkowską do skrzyżowania z al.Piłsudskiego, gdzie są banki, multipleks, kasyno, hotele i sklepy. Z al. Mickiewicza jest doskonały dojazd
do parku na Zdrowiu, który ma szansę stać się olbrzymim centrum sportowo - rekreacyjnym. Po realizacji planów dotyczących budowy nowego centrum Łodzi wokół Dworca Łódź - Fabryczna powstanie trzecie
miejsce, w którym będzie handel, kultura, rozrywka oraz kasyno znajdujące się w hotelu Centrum.
(...)
Echo Miasta, 26 kwietnia 2007 (skrót - T.K.)
Radni postawili prezydenta pod ścianą
Na środowej sesji Rady Miejskiej dyskutowano o przyczynach utraconej szansy Łodzi na organizacje finałów Euro 2012. Radni PO domagali się, by prezydent pokazał im wniosek akcesyjny wypełniony przez miasto.
Był on podobno tak fatalny, że pogrzebał szanse Łodzi na Euro 2012. Wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski nie kwapił się z pokazaniem wniosku radnym. A to tłumaczył, że nie ma takiej potrzeby, a to, że trzeba by go powielić dla każdego radnego, co zajmie dużo czasu. Tomasz Kacprzak z PO upierał się, że wystarczy po jednym wniosku na klub i namawiał prezydenta, żeby jego służby powieliły go natychmiast, by jeszcze na tej sesji radni mogli o nim dyskutować.
Gdy osiem godzin później radni nadal nie dostali wniosku, zarządzili coś w rodzaju strajku. Przerwali obrady i zapowiedzieli, że wznowią je, kiedy dostaną wnioski. - Czuliśmy się traktowani niepoważnie przez prezydenta, dlatego nasz klub zgłosił wniosek o przerwę - mówi Mateusz Walasek, szef klubu radnych PO.
Po 45 minutach radni dostali trzy komplety wniosków - jeden dostał klub PO, drugi PiS, trzeci LiD. Po wstępnym przekartkowaniu radni znaleźli kilka istotnych błędów.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka (wydanie internetowe), 25 kwietnia 2007
Dawidek wyjdzie ze szpitala
Ciężko chory Dawidek prawdopodobnie już na początku maja zamieszka w nowym domu. Po naszej publikacji radni komisji finansów zdecydowali wczoraj o przekazaniu pieniędzy na rzecz chłopca
Dawid od urodzenia mieszka w szpitalu przy ul. Spornej. Choruje na niedorozwój płuca, zwężenie tchawicy i wadę serca. Tuż po urodzeniu lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Chłopcu się jednak udało. Z miesiąca na miesiąc robi coraz większe postępy. Wiecznie uśmiechnięty rozkochał w sobie nie tylko pracowników szpitala i Fundację "Gajusz", która pomaga mu od urodzenia, ale także Jolantę Bobińskš. Kobieta dla niego i innych ciężko chorych maluchów założyła Fundację "Dom w Łodzi". Kilka miesięcy temu stworzyła pierwszy w województwie niepubliczny dom dziecka. Magistrat znalazł dwupoziomowe mieszkanie, w którym będzie się mieścił dom dziecka. Dzięki wsparciu sponsorów udało się je wyremontować i kupić sprzęt medyczny dla Dawida. W styczniu wszystko było gotowe. Żeby przenieść chłopca do nowego domu, brakowało tylko pieniędzy na opłacenie specjalistycznej opieki. - Po dofinansowanie zgłosiliśmy się już w zeszłym roku do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Czekamy już od stycznia i nic! Wszystko przez formalności - mówi Tisa Żawrocka, szefowa Fundacji "Gajusz".
W efekcie Dawid spędził święta w szpitalu. Rzeczniczka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej przyznała, że zrobiono wszystko co było możliwe, a sprawa czeka, aż zajmą się nią radni. Radni opóźnienia tłumaczyli długimi procedurami. Wczoraj niespodziewanie okazało się, że procedury można przyspieszyć.
- Radni komisji finansów większością głosów zdecydowali przyznać pieniądze na opiekę dla Dawidka z rezerwy budżetowej. Ponad 280 tys. zł, czyli pełną kwotę, jaka jest potrzebna. Dziś ostatecznie sprawę przegłosujemy na sesji rady miejskiej i zaraz po niej przekażemy pieniądze MOPS-owi - wyjaśnia Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący RM.
A kiedy MOPS przekaże je fundacji? - Jeśli wszystko dobrze pójdzie to pod koniec maja. To dlatego, że najpierw musimy ogłosić konkurs na te pieniądze. Właściwie to formalność, ale taka jest procedura według ustawy o pomocy społecznej - wyjaśnia Aleksandra Mysiakowska, rzeczniczka MOPS-u. Tisa Żawrocka: - Bardzo się cieszymy. Gdyby szło tak sprawnie od samego początku, na pewno więcej dzieci znalazłoby prawdziwy dom. Liczymy, że teraz już tak będzie.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 11 kwietnia 2007
Spędzi święta w szpitalu przez urzędników?
Na stoliku w sali ciężko chorego Dawidka leżą kolorowe jajka i cukrowy baranek. To jedyne, co przypomina chłopcu święta. Bo spędzi je sam w szpitalu. I to przez urzędnicze formalności.
Historię Dawida opisaliśmy pod koniec zeszłego roku. Dziecko choruje na niedorozwój płuca, zwężenie tchawicy i wadę serca. Tuż po urodzeniu lekarze nie dawali mu wielkich szans na przeżycie. Ale udało się. Nie tylko z miesiąca na miesišc zdrowieje, ale zaraża lekarzy i pielęgniarki ze szpitala przy ul. Spornej dobrym humorem. - W szpitalu mieszka od urodzenia, już prawie dwa lata. Zdążył w tym czasie rozkochać w sobie wszystkich. Jedna z pielęgniarek bierze urlopy w pracy, żeby jeździć z nim na badania poza miasto - wyjaśnia Tisa Żawrocka, szefowa Fundacji "Gajusz".
Chłopiec robi niesamowite postępy. Ostatnio nauczył się pstrykać długopisem. Uwielbia spacery. - Wtedy swoimi dużymi oczami wpatruje się w jeżdżące tramwaje. Poza tym to najmodniejszy dzieciak na całym OIOM-e. Wszyscy jego przyjaciele kupują mu nowe ubrania - śmieje się Żawrocka.
Dawidek przekonał do siebie nie tylko pracowników szpitala i "Gajusza", ale także Jolantę Bobińską. Kobieta dla niego i innych ciężko chorych maluchów założyła Fundację "Dom w Łodzi", która stworzyła pierwszy w województwie niepubliczny dom dziecka. Magistrat przeznaczył na niego dwupoziomowe mieszkanie w centrum miasta. Odezwali się też sponsorzy. Dzięki nim w błyskawicznym tempie Jolancie Bobińskiej udało się wyremontować pomieszczenia i kupić sprzęt medyczny dla Dawida i innych chorych dzieci. W styczniu wszystko było gotowe. Żeby przenieść chłopca do nowego domu, brakowało tylko pieniędzy na opłacenie specjalistycznej opieki. - Po dofinansowanie zgłosiliśmy się już w zeszłym roku do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Czekamy już od stycznia i nic... A Dawidek zajmuje niepotrzebnie miejsce na intensywnej terapii, mimo że od dawna może wyjść ze szpitala - mówi Żawrocka.
Od kilku miesięcy wszyscy stawali na głowie, żeby chłopiec mógł spędzić święta w nowym domu. Niestety, dziś wiadomo, że to niemożliwe. - Bo ciągle nie ma pieniędzy na opłacenie opieki medycznej. A chodzi nie tylko o Dawida. Na przeprowadzkę czekają ciężko chore dzieci z innych miast. Za każdym razem musimy im odmawiać - wyjaśnia Jolanta Bobińska.
Co na to Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej? - Panie zgłosiły się do nas, a my pozytywnie zaopiniowaliśmy ich ofertę. Ale pieniądze możemy im przekazać dopiero, jak uzyskamy je od miasta. Najpierw radni muszą przegłosować, że przekazują tę kwotę z tegorocznej rezerwy budżetowej. Zrobiliśmy, co mogliśmy - wyjaśnia Aleksandra Mysiakowska, rzeczniczka prasowa łódzkiego MOPS-u.
Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący rady miejskiej, też tłumaczy się długimi formalnościami. - Najpierw sprawą musi zająć się komisja zdrowia i pomocy społecznej. Dopiero wtedy głosować będą radni. Obiecuję jednak, że zajmę się tym osobiście zaraz po świętach. Będziemy też walczyć, żeby fundacja dostała taką sumę, jaka jest jej potrzebna.
Wczoraj Dawidek dostał baranka z cukru. Znów się uśmiechnął. Następni goście zapowiedzieli się na dziś - ze święconką. - Urzędnicy zawiedli, ale my nie zostawimy go samego w te święta - obiecują przyjaciele chłopca.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 7 kwietnia 2007
Młodzi mają głos
"Dorosła" rada miejska powołała radę młodzieżową. Reprezentacja uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych zbierze się na pierwszą sesję w czerwcu
Od co najmniej dwóch miesięcy było pewne, że młodzieżowa rada powstanie. Nie wiadomo było tylko, jak będzie wyglądać, bo zgłoszono aż trzy projekty: prezydenta, Platformy Obywatelskiej oraz Lewicy i Demokratów. Po kilku tygodniach PO porozumiało się jednak z prezydentem i przedstawiło wspólną propozycję. To właśnie ona zwyciężyła na wczorajszej sesji.
Młodzieżowa Rada Miejska będzie liczyć 43 osoby. Znajdą się w niej tylko ci uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, którzy nie ukończyli 18 roku życia. - Zależało nam na tym, by rada była naprawdę młodzieżowa. W ten sposób dajemy możliwość wypowiedzenia się osobom, które dotąd nie miały swojego forum - mówił Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący rady miejskiej z PO. Młodzi radni będą wybierani w wyborach dwustopniowych. Wpierw uczniowie każdej szkoły wskażą elektorów. Dopiero oni wybiorą, kto z ich okręgu (Bałuty, Górna, Polesie, Śródmieście i Widzew) zasiądzie w młodzieżowej radzie.
Młodzi radni będą mogli, m.in. spotykać się z władzami, czy opiniować projekty "dorosłej" Rady Miejskiej. Będą też mogli zostać społecznymi asystentami radnych. - To świetna wiadomość. Wreszcie rada miejska będzie prawnie umocowana - cieszyła się Ewelina Koper. Do wakacji ubiegłego roku przewodniczyła obradom mniej formalnej młodzieżowej reprezentacji przy prezydencie. Wtedy nie udało się uchwalić statutu.
W porównaniu z projektem Platformy, LiD proponował radę liczniejszą, wybieraną bezpośrednio, ale także starszą. Wybierani mogliby być tylko uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, choć wnioskodawcy dopuszczali możliwość stworzenia kolejnego ciała doradczego składającego się z gimnazjalistów.
Władze chcą by młodzieżowa rada miejska ruszyła jak najszybciej. - Plan jest taki, by wybory odbyły się w maju. W czerwcu rada mogłaby zacząć pracę - mówi Kacprzak.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka (wydanie internetowe), 28 marca 2007
Radny w markecie
To strzał w dziesiątkę! - uważają radni, którzy wzięli wczoraj udział w pierwszych spotkaniach z wyborcami w hipermarketach, w Furtkach Miejskich - boksach informacyjnych
Urzędu Miasta Łodzi. - Dyżury w delegaturach czasami spędzałem samotnie - mówił Tomasz Kacprzak.- Dziś rozmawiałem z czterema osobami, kolejnych kilka zaglądało, obiecywało, że przyjdą następnym razem.
Szef klubu radnych PO Mateusz Walasek, już wcześniej rozpoczął dyżurowanie "bliżej ludzi" - w siedzibie rady osiedla. Wczoraj także był w hipermarkecie,
w Carrefourze na Teofilowie. Najbliższy marketowy dyżur - 8 marca w Tesco przy ul. Pojezierskiej. W godz. 15 - 17 można spotkać się z radnym Bartoszem Domaszewiczem.
Dziennik Łódzki, 2 marca 2007
Radni w furtkach
Dziś łódzcy radni rozpoczną dyżury w tzw. furtkach miejskich, stojących w łódzkich hipermarketach.
Jako pierwsi na spotkanie z łodzianami na terenie centrów handlowych zdecydowali się radni Platformy Obywatelskiej.
W godz. 15 - 17 dyżurować będzie Bartosz Domaszewicz w Tesco przy ul. Pojezierskiej, a w godz. 17 - 19 dyżurować mają:
Tomasz Kacprzak w M1 przy ul. Brzezińskiej i Mateusz Walasek w Carrefour przy ul. Szparagowej.
Express Ilustrowany, 1 marca 2007
Radni w hipermarketach
Chcesz porozmawiać z radnym? Wybierz się do Carrefoura lub do M1. Od dziś radni rozpoczynają regularne dyżury w hipermarketach.
Dziś od godz. 17 do 19 Tomasz Kacprzak czeka na łodzian w M1 przy ul. Brzezińskiej, a Mateusz Walasek - w Carrefourze przy ul. Szparagowej.
Radnych należy szukać w furtkach miejskich, czyli punktach informacyjno-usługowych, w których można załatwić część spraw urzędowych (pobrać druki, zasięgnąć informacji). Łatwo znaleźć te stoiska, bo są dobrze oznakowane m.in. herbem Łodzi.
To nowy pomysł na spotkania radnych z mieszkańcami. Zwyczajowo samorządowcy pełnią dyżury w delegaturach lub siedzibach swoich partii.
Łodzianie, którzy chcą przyjść z interwencjami, muszą wykonać pewien wysiłek, żeby odnaleźć radnego. Młodzi radni Platformy Obywatelskiej, którzy niedawno objęli mandaty, też zaczęli przykładnie dyżurować w delegaturach. Zauważyli jednak, że na dyżury czasem przychodzi kilka osób, a bywa, że przez kilka godzin
w ogóle nikt nie zagląda.
Hipermarket jest miejscem, gdzie i tak łodzianie bywają, dlatego radni PO wymyślili, że tam właśnie będą czekać na spotkanie z mieszkańcami w dodatku
w dogodnych dla wszystkich godzinach.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 1 marca 2007
Miecznikowski - tak, Józefiak - nie
Ulica Roosevelta zmieni nazwę na Ojca Stefana Miecznikowskiego. Być może to będzie jedyna ulica, która zmieni nazwę. Łódzcy radni nie godzą się, by przemianowywać istniejące już ulice.
Na jutrzejszą sesję wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski przygotował projekt uchwały, by fragment ulicy Polskiej Organizacji Wojskowej, czyli POW, zmienić na ul. Cezarego Józefiaka. Zmarły niedawno profesor, znany opozycjonista, członek Rady Polityki Pieniężnej, miał patronować odcinkowi POW, przy którym stoi budynek wydziału ekonomiczno-socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego, czyli tego wydziału, w którym prof. Józefiak wykładał.
Radni Platformy Obywatelskiej już zapowiedzieli, że nie zgodzą się na wprowadzenie tego punktu na sesję. - Nie mamy nic przeciwko profesorowi Cezaremu Józefiakowi. Uważamy, że powinien mieć swoją ulicę, ale nie zgadzamy się, by zmieniać obecne nazwy - mówi Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący rady miejskiej. Radny dodaje, że ulice są na mapach, w atlasach, GPS, łodzianie są do nich przyzwyczajeni, poza tym każda taka zmiana zmusza mieszkańców
i instytucje do wymiany dokumentów.
Wyjątkiem jest ul. Roosevelta. Sami jej mieszkańcy zwrócili się do rady miejskiej o zmianę patrona z amerykańskiego prezydenta na Ojca Stefana Miecznikowskiego, duszpasterza "Solidarności". Ulica prowadzi do kościoła oo. Jezuitów, a więc do tego, w którym ojciec Miecznikowski pełnił kapłańską posługę. Pod prośbą podpisało się ponad stu mieszkańców, co jest ważnym argumentem do przegłosowania zmiany na forum rady miejskiej.
Wśród nazw, które zgłoszono do banku nowych nazw ulic rady miejskiej, są m.in. ul. Narodowych Sił Zbrojnych, Ofiar Zbrodni Katyńskiej i Błogosławionego Anastazego Pankiewicza (duchowny zabity w Dachau). Imię tego ostatniego patrona być może otrzyma fragment ulicy Spornej, która za szpitalem pediatrycznym rozdwaja się.
W banku nazw czeka też propozycja nadania jednej z ulic imienia Kazimierza Górskiego, trenera reprezentacji Polski w piłce nożnej. Propozycję zgłosił w zeszłej kadencji dziennikarz "Gazety" Jerzy Walczyk. - Gdy powstanie nowy stadion miejski, być może ulicę prowadzącą do stadionu nazwiemy imieniem trenera Górskiego - powiedział Tomasz Kacprzak.
Łódzcy radni, którzy pracują trzy miesiące, przemianowali dotychczas fragment ul. Strykowskiej na aleję Grzegorza Palki. Nie zgodzili się natomiast na nadanie bezimiennej ulicy na Nowym Józefowie nazwy King C. Gillette.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 20 lutego 2007
Zimowy wielogłos
Komunikacja miejska nie stanęła, więc drogowcy zdali egzamin z tegorocznej zimy - upierał się wczoraj Jerzy Krajewski,
zastępca dyrektora Zarządu Dróg
i Transportu, którego radni wzięli w krzyżowy ogień pytań. Zdaniem radnych, Łódź po raz kolejny się skompromitowała.
- Dwa dni opadów sparaliżowały miasto. Ulice w centrum były nieprzejezdne, łodzianie kręcili piruety na śliskich chodnikach,
z tramwaju wysiadało się w zaspy - wyliczał Dariusz Joński (SLD).- Jak długo będziemy pośmiewiskiem dla całej Polski?.
Jerzy Krajewski zaczął od wyliczanki: liczby pługopiaskarek, kilometrów ulic do odśnieżania, podał też dokładny czas wyjazdów
sprzętu do odśnieżania.
Przyznał, że były potknięcia, ale wytłumaczyl je... brakiem wprawy. - Zima zaatakowała dopiero 22 stycznia,
wcześniej samochody stały, więc kierowcy pługopiaskarek wyszli z wprawy. Na parkingach ćwiczyć przecież nie mogli- mówił Krajewski.
Radnych to nie przekonało.Tomasz Kacprzak (PO) chciał wiedzieć, dlaczego pługopiaskarki nie jeżdżą nocą, kiedy ruch jest w mieście niewielki.
- Szerokimi ulicami Rokicińską czy Rydza-Śmigłego pługi mogą jeździć bez przerwy, zmieszczą się - przekonywał Kacprzak.
Zdaniem dyrektora Krajewskiego, nawet na szerokich ulicach i bez śniegu są korki. Przyznał też, że miasta nie stać na większą liczbę wyjazdów.
- Do końca stycznia wydaliśmy już ponad 3 mln, a zima nie skończyła się. Jeden wyjazd pługopiaskarek kosztuje 180 tysięcy - kontynuował.
- Powtarzam: komunikacja miejska jeździła bez przeszkód, a to jest nasz priorytet.
Radni zobowiązali się zapisać w przyszłorocznym budżecie większą kwotę na zimowe utrzymanie ulic. W tym roku kierowcom pozostaje nadzieja,
że zima już nie zaatakuje.
Dziennik Łódzki, 14 lutego 2007
Zakupy, a potem rozmowa z radnym
Miejscy radni Platformy Obywatelskiej będą dyżurować w hipermarketach. Mateusz Walasek wybrał Carrefoura na Teofilowie, Marcin Bugajski - Carrefoura na Górnej, a Tomasz Kacprzak - w M-1.
Od lat radni pełnią dyżury w delegaturach lub siedzibach swoich partii. Mogą na nie przychodzić wszyscy łodzianie z interwencjami w sprawie miasta czy osiedla lub z własnymi problemami. Młodzi radni, którzy niedawno objęli mandaty, też zaczęli przykładnie dyżurować. Zauważyli jednak, że na dyżury przychodzi kilka osób, a bywa że przez kilka godzin nikt nie zagląda.
Radni PO postanowili, że będą dyżurować tam, gdzie z łatwością można spotkać wyborców. W pięciu hipermarketach działają furtki miejskie, czyli punkty informacyjno-usługowe, w których można załatwić część spraw urzędowych (pobrać druki, zasięgnąć informacji). Łatwo znaleźć te stoiska, bo są oznakowane m.in. herbem Łodzi. Tam właśnie chcą pełnić swoje dyżury i spotkać się z mieszkańcami.
Łódzkich radnych będzie można spotkać w E.Leclerc przy ul. Inflanckiej, w Tesco przy ul. Pojezierskiej, dwóch Carrefourach przy ul. Szparagowej i ul. Kolumny oraz w M-1 przy ul. Brzezińskiej. Dyżury zaczną się 1 marca.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 8 lutego 2007
Rada juniorów i rada starszych?
Część łódzkich radnych chce, by prócz istniejącej już Rady Miejskiej zostały powołane dwie nowe:
Młodzieżowa Rada Miasta i Rada Seniorów.
- W pierwszej zasiadałyby osoby, które nie ukończyły 18 lat, w drugiej te, które mają powyżej 65 lat -
mówi Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej. - Każda z tych grup wiekowych ma własne problemy
i ich opinie byłyby cennym głosem doradczym dla Rady Miejskiej, która dysponuje realną władzą.
Każda z nowo powołanych rad miałaby liczyć 43 radnych.
Express Ilustrowany, 8 lutego 2007
Młodzi w Łodzi muszą mieć głos
Pod tytułowym hasłem radni Platformy Obywatelskiej chcą doprowadzić do powołania Młodzieżowej Rady Miasta.
Projekt uchwały w tej sprawie ma powstać po konsultacji z pozostałymi klubami rady.
Pomysł nie jest nowy. Już cztery lata temu miała powstać Reprezentacja Łódzkiej Młodzieży przy Prezydencie
Miasta Łodzi. Nie powstała.
W Platformie za przygotowanie projektu uchwały odpowiedzialny jest Tomasz Kacprzak, były przewodniczący
Rady Szkół Ponadpodstawowych, przewodniczący Stowarzyszenia Młodzi Demokraci, obecnie wiceprzewodniczący rady miejskiej.
Młodzi "radni" mieliby spotykać się w sali łódzkiego magistratu i opiniować projekty uchwał oraz przedstawiać swoje pomysły.
Dziennik Łódzki, 23 stycznia 2007
Platforma myślami w roku 2008
Łódzka Platforma Obywatelska chce stworzyć listę inwestycji możliwych do zrealizowania w Łodzi w 2008 roku.
Pomysły będą dyskutowane z łodzianami,
aby wpisać na listę to, czego najbardziej potrzebują mieszkańcy.
Wykaz ma być gotowy najpóźniej do kwietnia.
-Przedstawimy go prezydentowi miasta jeszcze przed rozpoczęciem prac nad przyszłorocznym budżetem
- mówi Tomasz Kacprzak z Platformy.
Dziennik Łódzki, 22 stycznia 2007
"Becikowe" dla wielodzietnych, czyli dla kogo?
Miasto chce wypłacać "becikowe" gminne tylko dzieciom urodzonym w rodzinach wielodzietnych.
Radni wypunktowali wady tego pomysłu.
Poprzednia rada miejska uchwaliła, że od 1 stycznia 2007 r. każda łodzianka dostanie tysiąc złotych za urodzenie dziecka. Prezydent Kropiwnicki od początku był przeciwny temu pomysłowi, bo rozdawanie "becikowego" wszystkim matkom kosztowałoby budżet 14,5 mln zł.
Zmieniła się kadencja, zmieniła się rada miejska. Prezydent pozostaje przy swoim zdaniu i nie zamierza wypłacać zasiłku wszystkim. Tym bardziej że w projekcie budżetu na 2007 r. na "becikowe" zapisano tylko
6 mln zł.
Przygotował więc nowy projekt uchwały, aby po 1000 zł dostawały tylko rodziny wielodzietne, którym urodzi się trzecie i kolejne dziecko.
Projekt prezentował wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski. Radni mieli do niego wiele pytań. Interesowali się, co to jest rodzina wielodzietna.
- Czy jeśli kobieta ma dwoje dzieci z różnymi mężczyznami, a urodzi trzecie jeszcze z innym, to traktuje się ją jako rodzinę wielodzietną? - pytała Anna Rakowska (LiD).
Radni mnożyli pytania i wymyślali sytuacje: * Czy pieniądze należą się matce, która urodzi trzecie albo czwarte dziecko, a poprzednie oddała do domu dziecka?
* Czy zmiana uchwały to nie oszukiwanie kobiet, które obietnica zapomogi zachęciła do zajścia w ciążę? * Czy jak kobieta urodzi trojaczki, to dostanie "becikowe" na wszystkie dzieci, czy na jedno? A jeśli na jedno, to na które?
Tomasz Kacprzak z PO uważa, że lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie pieniędzy na "becikowe" rodzinom, które są już pod opieką MOPS i korzystają
z zasiłków rodzinnych, bo są już znane pracownikom opieki społecznej. W rodzinach korzystających z pomocy MOPS rodzi się ok. 3 tys. dzieci rocznie.
O "becikowe" dla wszystkich upominał się Maciej Rakowski (LiD). - Dzieci poczętych oszukiwać nie wolno. Co miasto powie tym, którzy decyzję o prokreacji podjęli już po lipcu, czyli po przyjęciu uchwały o "becikowym"?
W kuluarach trwały gorące dyskusje, a każda propozycja radnych, jak podzielić pieniądze na nowo narodzone dzieci, miała jakieś wady. Np. pomysł, by dawać samotnej bezrobotnej matce, miał wadę taką, że ta matka może być w konkubinacie z bardzo zamożnym ojcem dziecka. Pomysł, by dawać wielodzietnym, spotykał się z argumentem, że nie każda rodzina, która spodziewa się trzeciego dziecka, jest biedna.
Uchwała trafi teraz do dwóch komisji: zdrowia i finansów. Wróci na radę miejską być może już za tydzień.
Tymczasem do urzędu dzwonią kobiety, które zostały matkami w tym roku, z pytaniami o gminne "becikowe". Mogą składać dokumenty (wniosek o zapomogę i zaświadczenie o zameldowanie w Łodzi od co najmniej roku), ale pieniądze na razie nie są wypłacane.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 19 stycznia 2007
Młodzież do samorządu!
Młodzieżowi radni będą mogli wydawać opinie na temat projektów uchwał "prawdziwych" radnych, np. na temat budowy lodowisk albo organizacji festiwali.
Powołania Młodzieżowej Rady Miasta chcą radni klubu Platformy Obywatelskiej. Napiszą projekt uchwały, która precyzyjnie określi, jak będą wyglądać wybory na radnych w gimnazjach i szkołach średnich, ile osób będzie zasiadać w Młodzieżowej Radzie Miasta.
Dotychczas przy prezydencie Łodzi działała reprezentacja młodzieży powołana w 2004 r. Idea Młodzieżowej Rady Miasta jest podobna: uczniowie mają poznawać praktycznie pracę w samorządzie, mogą brać udział w decydowaniu o sprawach Łodzi.
- Chcemy, by młodzież nauczyła się, że od ich zdania wiele w tym mieście zależy, że mogą realizować swoje pomysły, uczyć się samorządności - mówi Tomasz Kacprzak, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej i pomysłodawca idei.
Młodzi radni będą spotykać się przy ul. Piotrkowskiej 104 i zastanawiać się nad projektami dorosłych radnych. Pod okiem samorządowców będą przygotowywać projekty dotyczące swoich własnych pomysłów. Będą mogli wyrażać swoją opinię na temat projektów uchwał dotyczących edukacji, rekreacji, imprez kulturalnych, ale nie tylko.
Jeśli zainteresują ich inne tematy, niezwiązane bezpośrednio z życiem i działaniami młodych ludzi, też mogą wyrazić swoją opinię. Nie będzie ona wprawdzie wiążąca dla radnych, ale w sprawach np. lokalizacji lodowiska, budowy basenu, czy ścieżek rowerowych, festiwalu graffiti na pewno wezmą ją pod uwagę.
Dziennikarze na wczorajszej konferencji prasowej, na której radni PO przedstawili ten pomysł, powątpiewali, czy młodzież nie wybierze gry w piłkę niż - bądź co bądź - nudną debatę na sali obrad. - Może was zadziwić, jakie oni mają dobre pomysły - mówił Tomasz Kacprzak, który jest szefem młodzieżówki Platformy.
- Chodzi nam o to, by umożliwić im działanie. A jeżeli nie będą chcieli działać, nikt ich nie zamierza zmuszać - zaznacza.
PO przekaże projekt uchwały o powołaniu Młodzieżowej Rady Miasta do szefów klubów radnych LiD i PiS. Oba kluby naniosą swoje poprawki, a potem przedstawiciele wszystkich klubów zaniosą projekt wspólnie do przewodniczącego Macieja Grubskiego. Chodzi o podkreślenie, że Młodzieżowa Rada Miasta ma być powołana ponad podziałami politycznymi.
Gazeta Wyborcza - Gazeta Łódzka, 11 stycznia 2007
Prezydent chce schładzać emocje radnych
Blisko 600 tysięcy złotych ma kosztować instalacja klimatyzacji w pięciu salach obrad Rady Miejskiej Łodzi. Inwestycja ma być realizowana przez dwa lata.
W tym roku na "klimę" małej i dużej sali obrad samorządu prezydent miasta zapisał w projekcie budżetu 375 tys. zł. Jednak nie wszyscy radni są "za".
- Mamy inne, ważniejsze problemy - uważa Tomasz Kacprzak, szef klubu radnych Platformy Obywatelskiej. - Chcemy przesunąć tę inwestycję co najmniej o rok.
PO woli pieniądze przeznaczone na modernizację budynku przy Piotrkowskiej 104 skierować na dofinansowanie policji i schroniska dla zwierząt.
Debata w tej sprawie - za dwa tygodnie na sesji.
Dziennik Łódzki, 9 stycznia 2007
Moje "Archiwum prasowe" z roku 2008
Moje "Archiwum prasowe" z lat 2004 - 2006
Moje "Archiwum prasowe" z lat 1996 - 2000
Strona główna: http://www.kacprzak.platforma.org/