Archiwum prasowe
Na tej stronie można przeczytać publikacje w prasie o mojej działalności publicznej w 2008 roku.
Tomasz Kacprzak
Po śmierci prof. Geremka
Wczoraj w siedzibie Partii Demokratycznej wystawiono księgę kondolencyjną. Do jutra każdy może się wpisać, wyrażając żal po śmierci prof. Bronisława Geremka.
Jako pierwsi wpisali się przedstawiciele władz województwa i samorządowcy, działacze Partii Demokratycznej, którzy profesora znali od lat.
- Uczył, jak postępować, przestrzegając reguł społeczeństwa demokratycznego. Pozostanie w naszej pamięci jako wzór służby Polsce - mówił Stanisław Mecych, działacz opozycji, wspominając profesora.
- Zapamiętam Go jako znakomitego mówcę, człowieka, który zawsze likwidował konflikty - opowiadał Krzysztof Lipiński, członek rady regionalnej PD. - Był w Unii Demokratycznej, Unii Wolności i Partii Demokratycznej. Ktoś powiedział: Geremkowi niepotrzebna była żadna partia. Jeżeli był w jakiejś partii, to robił to dla ludzi. On sam był instytucją.
Marek Michalik, wiceprezydent Łodzi, jako student uczył się historii średniowiecza z książki prof. Geremka. - Grube tomiszcze na temat zwyczajów wczesnośredniowiecznego Paryża i paryżan - wspomina. Kilka lat później spotkali się w Sejmie I kadencji. Michalik jako młody poseł, a Geremek jako profesor, legendarny działacz opozycji.
"Z ogromnym żalem i smutkiem żegnam prof. Bronisława Geremka, wielkiego Polaka, Europejczyka, patriotę. Panie Profesorze, dziękuję! Pozostanie Pan w naszych sercach i pamięci" - napisał w księdze Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.
Do księgi kondolencyjnej może się wpisać każdy. Jest wystawiona jeszcze dziś i jutro od godz. 15.30 do 17.30 w siedzibie Partii Demokratycznej przy ul. Piotrkowskiej 118.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 17 lipca 2008
Koniec bonifikat na gminne lokum?
Prawnicy wojewody łódzkiego mają wątpliwości, czy sprzedaż gminnych mieszkań z 90-procentową zniżką jest zgodna z prawem. Zapowiadają zaskarżenie uchwały rady miejskiej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten ma zdecydować ponad wszelką wątpliwość, czy lokalne prawo jest... zgodne z prawem.
- Uchwała nadal obowiązuje i łodzianie, którzy złożyli wnioski o wykup lub mają taki zamiar, na pewno skorzystają z ulgi - zapewnia Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej. - Rozmawiałem ze służbami wojewody na ten temat. Ustaliliśmy, że sprawą szczegółowo zajmiemy się po wakacjach.
O co chodzi? Gmina Łódź jest jednym z największych kamieniczników w kraju, ma około 70 tys. mieszkań. Dla porównania Warszawa ma 103 tys. lokali, Poznań około 17 tys., Katowice - 18 tys., Wrocław - 51 tys., a Gdańsk - 30 tys. Wszystkie miasta oferują najemcom wykup lokali z bonifkatami, by pozbyć się kosztownego kłopotu. Łódź nie jest wyjątkiem, jeśli chodzi o wyprzedaż mieszkań ze zniżką. Inne miasta w kraju też kuszą bonifikatami: Katowice dają 60 proc., Lublin 85 proc., Szczecin i Wrocław - nawet 95 proc. Gmina Łódź od ubiegłego roku, decyzją rady miejskiej, sprzedaje swoje mieszkania z 90-procentową zniżkš. Chętnych nie brakuje i trudno się dziwić, skoro mieszkanie warte na rynku ponad 100 tys. zł można kupić za niewiele ponad 10 tys. W tym roku rada miejska wprowadziła tylko jedno zastrzeżenie - mieszkanie ze zniżką może kupić najemca, zajmujący je co najmniej 5 lat. Chodziło o to, by lokale po atrakcyjnych cenach trafiały do łodzian, których nie stać na kupno na wolnym rynku. Zdarzały się przypadki wtórnego obrotu i bogacenia się kosztem miasta. Ale prawnicy wojewody mają wątpliwości, czy na pewno taka zachęta jest zgodna z prawem. Dlaczego dopiero teraz?
- Spowodował to wyrok sądu administracyjnego w Lublinie. Sąd orzekł, że odgórne ustalanie bonifikat jest niezgodne z prawem - tłumaczy Tomasz Kacprzak. - Trzeba za każdym wysokość zniżki ustalać indywidualnie. Stąd wątpliwości naszych prawników.
Przewodniczący rady miejskiej szczegółowo wyjaśnił prawnikom wojewody stanowisko rady w tej sprawie. Ustalono, że do sprawy obie strony wrócą po wakacjach, ale nie jest wykluczone, że służby prawne wojewody poproszą o pomoc w tej sprawie łódzki sąd administracyjny. Jego wyrok rozwiałby wszelkie wątpliwości i dałby podstawy do dalszego udzielania (bądź nie) zniżek przy wykupie mieszkań.
- Na szczęście zdążyłam złożyć już dokumenty, czekam, aż urzędnicy zaproszą mnie do sfinalizowania umowy - mówi pani Alicja (nazwisko do wiadomości redakcji), która chce wykupić swoje mieszkanie w kamienicy przy ul. Tuwima. - Gdyby nie ta bonifikata, nie byłoby mnie stać na kupno. Nie jestem jedyna, moi sąsiedzi też skorzystajšą, bo jest taniej.
Wielu najemców lokali komunalnych nie kupiłoby mieszkania, gdyby nie ulga. Obie strony są zadowolone: miasto, bo pozbywa się kłopotu, a najemca, bo ma lokum na własność. Nie wiadomo, czy sprawa trafi do sądu oraz jaki będzie wyrok. Ale już teraz rada miejska ma poważne wątpliwości. Bo zabranie bonifikaty automatycznie będzie oznaczało, że chętnych na wykup lokali będzie mniej. Radni nie wyobrażają sobie, na jakiej podstawie i według jakich kryteriów mieliby ustalać indywidualnie wysokość zniżek. Każde mieszkanie ma inny metraż, jest położone w mniej lub bardzie atrakcyjnej okolicy, a i jego standard ma niebagatelne znaczenie.
- Nie chcę nikogo oskarżać, ale takie rozwiązanie jest korupcjogenne. Wystarczy, że jednemu najemcy radni przyznają większą, a innemu mniejszą bonifikatę i już posypią się oskarżenia - uważa Tomasz Kacprzak. - Inna sprawa to kryterium oceny wysokości zniżek. Zarobki najemcy? Położenie lokalu? Te wątplwiości mają rozstrzygnąć prawnicy lub sąd.
POLSKA Dziennik Łódzki, 15 lipca 2008
Miasto bezsilne wobec handlu z pudeł
Uliczni handlarze nic sobie nie robią z obowiązującego od wczoraj zakazu handlu w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Chodniki w centrum Łodzi nadal są zastawione pudłami z odzieżą. Wielu łodzian miało nadzieję, że nowe regulacje przyjęte przez Radę Miejskš pomogą rozwiązać ten problem.
- Handel pudełkowy jest zakazany od wielu lat, ale mandaty są mało skuteczne - twierdzi Mateusz Walasek, radny z komisji rozwoju i działalności gospodarczej. - W ciągu roku strażnicy miejscy wlepiają 10 tysięcy mandatów, a taki mandat za nielegalny handel to 500 złotych.
- Rozwiązaniem byłby zapis o konfiskacie towaru na poczet kary - uważa Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej. - Ale taki zapis musiałby powstać w Sejmie.
POLSKA Dziennik Łódzki, 15 lipca 2008
Ważne uchwały dla łodzian i dla radnych
- Niedługo wejdą w życie trzy ważne dla łodzian uchwały - przypomniał wczoraj Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.
* Od 25 lipca wydłuży się czas ważności biletów MPK. Z biletem 10-minutowym można będzie jechać tramwajem lub autobusem 20 minut, z półgodzinnym - 45 minut, a z godzinnym - półtorej godziny. Taka zasada będzie obowiązywać do 2 listopada, kiedy zakończą się remonty dróg.
* Od poniedziałku obowiązywać będzie zakaz handlu w miejscach innych niż wyznaczone. Dzięki temu prawu z łódzkich ulic ma zniknąć tzw. handel pudełkowy. Nie wolno też sprzedawać z ręki, z koszów, stoisk, wozów konnych, przyczep, samochodów, kontenerów itp. Dopuszczona jest sprzedaż stoiskowa zniczy, kwiatów przed cmentarzami za zgodą władajšcych terenem, na którym odbywa się sprzedaż.
* Znowelizowany Statut Miasta Łodzi obowiązywać będzie od 23 lipca. Od tego momentu radni miejscy będą mogli głosować za pomocą systemu elektronicznego, czyli podobnie jak w Sejmie. Oczywiście na razie będą mogli tylko teoretycznie, bo radni mają wakacyjną przerwę, a poza tym w sali obrad nie ma urządzeń do głosowania.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 12 lipca 2008
585. urodziny Łodzi
29 lipca mija 585. rocznica nadania Łodzi praw miejskich przez króla Władysława Jagiełłę. Miasto przeznaczy na obchody 2,5 mln zł, a uroczystości rocznicowe potrwają pięć dni.
Od 25 lipca w siedzibie Łódzkiego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami przy ul. Wigury 12a będzie można oglądać wystawę "585 lat miasta Łodzi. Wystawa grafik".
W dniach 26-28 lipca na ulicę Piotrkowską i do Arturówka zawita Łódzka Wioska Historyczna. To festiwal organizowany przez Grupę NEO, podczas którego ma być prezentowana historia ludzkości - od starożytności do późnego średniowiecza.
26 lipca po południu na Starym Rynku zaplanowano m.in. plenerowy pokaz filmu Andrzeja Wajdy "Ziemia obiecana" i koncert muzyki z filmu "Ziemia obiecana" w wykonaniu orkiestry Filharmonii Łódzkiej.
27 lipca na al. Kościuszki koncert z udziałem gwiazd, w którym wystąpią m.in. Kombi, Kasia Cerekwicka, Łukasz Zagrobelny i Shaggy. Po koncercie efektowny pokaz sztucznych ogni. Na 29 lipca zaplanowano złożenie kwiatów na Starym Rynku i degustację urodzinowego tortu.
- Zachęcamy do odwiedzenia Łodzi w tych dniach nie tylko mieszkańców regionu - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej. - Liczymy też na mieszkańców innych polskich miast. Na pewno nie będą się u nas nudzić, bo wszystkie imprezy są bardzo atrakcyjne.
POLSKA Dziennik Łódzki, 10 lipca 2008
Łódź będzie obchodzić 585. rocznicę nadania praw miejskich
Koncerty Shaggy'ego i Arasha, Łódzka Wioska Historyczna i koncert muzyki z filmu "Ziemia Obiecana" Andrzeja Wajdy - to niektóre atrakcje obchodów 585. rocznicy nadania Łodzi praw miejskich.
W tym roku urodziny miasta potrwają od 26 do 29 lipca.
"Chcieliśmy, aby w tym roku imprezy przyciągnęły do Łodzi turystów z całej Polski. Liczymy, że w koncertach weźmie udział ok. 60 tys. osób. Pokażemy, że Łódź latem nie jest pustynią kulturalną" - mówił w środę na konferencji prasowej przewodniczący Rady Miejskiej Łodzi Tomasz Kacprzak.
Urodziny miasta zainauguruje 26 lipca festiwal Łódzka Wioska Historyczna. Przez trzy dni grupy rekonstrukcji historycznych i bractwa rycerskie prezentować będą na ulicy Piotrkowskiej i w Arturówku widowiskowe rekonstrukcje dawnych epok - od starożytności po późne średniowiecze. Impreza będzie jednocześnie warsztatami rekonstrukcji historycznych.
Tego samego dnia na łódzkim Starym Rynku odbędzie się wielki festyn "Ziemia Obiecana". W programie imprezy znajdzie się koncert orkiestry Filharmonii Łódzkiej z muzyką do filmu "Ziemia Obiecana" Andrzeja Wajdy, plenerowy pokaz tego obrazu i koncert jazzowy big- bandu Jacka Delonga. Festyn zakończy inscenizacja historyczna scen z nadania praw miejskich Łodzi.
Głównym punktem tegorocznych urodzin miasta będzie 27 lipca koncert "Hity na czasie", na którym wystąpią m.in. Kasia Cerekwicka, Łukasz Zagrobelny, Kombi, Danny i Shaun Baker. Po nich wystąpią gwiazdy imprezy - Shaggy i Arash. Koncert zakończy pokaz sztucznych ogni.
Natomiast 29 lipca władze miasta i radni pojadą do Przedborza nad Pilicą, gdzie w 1423 roku król Władysław Jagiełło nadał Łodzi prawa miejskie. Po południu na Starym Rynku łodzianie spotkają się przy symbolicznym urodzinowym torcie.
Władze Łodzi przeznaczyły na organizację tegorocznych obchodów nadania praw miejskich ok. 2,5 mln złotych.
Pierwsze historyczne wzmianki o Łodzi pochodzą z 1332 roku, kiedy to książe łęczycki Władysław przekazał Łódź pod jurysdykcję biskupów kujawskich (włocławskich). W lipcu 1423 roku król Władysław Jagiełło nadał jej przywilej lokacyjny. Ten okres dziejów miasta określany jest nazwą "Łodzi rolniczej".
Dopiero z początkiem XIX wieku rozpoczął się okres rozwoju miasta, kiedy powstał krajowy przemysł włókienniczy. W 1820 roku Łódź zaliczono do tzw. miast fabrycznych, co zapoczątkowało rozwój przemysłu włókienniczego i było początkiem "Łodzi przemysłowej".
PAP, 9 lipca 2008
Gwiazdy na święcie Łodzi
Łódzcy radni chcą, żeby łodzianie zapamiętali je na długo. Dlatego zaprosili gwiazdy: Shaggy'ego i Arash'a
Rada Miejska od kilku miesięcy przygotowuje plan imprezy z okazji 585-lecia nadania Łodzi praw miejskich. 26 lipca w centrum miasta (prawdopodobnie na al. Kościuszki przy ul. Radwańskiej) pojawi się wielka scena, na której wystąpią gwiazdy światowego formatu: Shaggy, znany artysta z Jamajki, i pochodzący z Iranu Arash. Pozostałych atrakcjach radni nie chcą jeszcze zdradzać.
- O szczegółach poinformujemy w środę - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 8 lipca 2008
Bilety MPK ważne dłużej i bez opłat
Później niż planowali radni, ale wejdzie w życie uchwała przedłużająca ważność biletów MPK. Prawdopodobnie zniesione zostaną też opłaty za sprzedaż biletów przez kierowców autobusów i tramwajów.
Najwcześniej za trzy tygodnie zacznie obowiązywać wydłużona ważność biletów MPK. Przed tygodniem łódzcy radni zadecydowali, że czas w komunikacji płynąć będzie wolniej. Do zakończenia remontów w Łodzi, kasując bilet 10-minutowy, będzie można jechać 20 min. Z biletem 30-minutowym będziemy podróżować 45 min, a z godzinnym - aż półtorej godziny. Władze miasta i radni chcieli, by pasażerowie nie musieli dopłacać za to, że autobus stoi w korku lub jedzie okrężną trasą, omijając remonty.
Uchwała miała wejść w życie 14 dni po opublikowaniu w dzienniku urzędowym, czyli mniej więcej w połowie lipca. Prawdopodobnie jednak stanie się to trochę później. Błędów w przepisach dopatrzyła się bowiem Jolanta Chełmińska, wojewoda łódzki. - Nie chodzi jednak o wydłużenie czasu ważności biletu - tłumaczy Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej (PO). I wyjaśnia: - Do uchwały dołączyliśmy inne przepisy dotyczące MPK, m.in. przyjęte przez radnych poprzedniej kadencji, pozwalające kierowcom na pobranie dodatkowej opłaty 50 gr za sprzedaż biletu w autobusie czy w tramwaju.
Właśnie ten zapis wzbudził wątpliwość wojewody. Przepisom tym przyjrzeli się jej prawnicy i uznali, że nie są zgodne z prawem. Radni mają tydzień na wyjaśnienie. - Już je przygotowujemy. Zobowiążemy się w nim do przygotowania uchwały, która zniesie te dodatkowe opłaty - mówi Kacprzak. To, jego zdaniem, powinno odblokować uchwałę o przedłużeniu ważności biletów. - Mniej więcej za tydzień mogłaby być opublikowana w dzienniku urzędowym, co oznacza, że za trzy tygodnie weszłaby w życie - wylicza radny.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 4 lipca 2008
Wojewoda blokuje tańsze bilety MPK
Nie wiadomo od kiedy zacznie obowiązywać wydłużony czas ważności jednorazowych biletów MPK. Wojewoda łódzki Jolanta Chełmińska dopatrzyła się bowiem błędów w przepisach taryfowych, wprowadzonych... trzy lata temu.
Tydzień temu łódzcy radni zdecydowali, że do zakończenia remontów łódzkich ulic (2 listopada) 10-minutowy bilet będzie ważny przez 20 minut, 30-minutowy przez 45 minut, godzinny przez 1,5 godziny, a dwugodzinny przez trzy godziny (przy zachowaniu starych cen). Nowe przepisy miały wejść w życie po 14 dniach od ich opublikowania w Dzienniku Urzędowym Województwa Łódzkiego, czyli - jak liczyli radni - od połowy lipca. Ale zaczęły się problemy.
- Jako załšcznik do uchwały dołączyliśmy inne przepisy dotyczące sprzedaży biletów MPK. M.in. przyjęte przez radnych poprzedniej kadencji, pozwalające pobierać kierowcom i motorniczym dodatkową opłatę za sprzedaż biletu w autobusie czy tramwaju w wysokości 50 groszy - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi. - Wojewoda uznała, że brak podstawy prawnej do wprowadzenia takiej opłaty.
Trzy lata temu służby prawne wojewody nie zakwestionowały jednak legalności tego przepisu. Dlaczego teraz ma on stanąć na przeszkodzie tańszym przejazdom łodzian?
- Prześlę do wojewody pismo z wyjaśnieniami. Nie kwestionuje ona bowiem nowych przepisów, a jedynie już istniejące - dodaje Kacprzak, autor ustawy wydłużającej ważność biletów. - Uzyskałem od pani wojewody zapewnienie, że jak tylko otrzyma nasze pismo z wyjaśnieniami, uchwała zostanie opublikowana. Zobowiążemy się przy tym jako radni do tego, by na jednej z najbliższych sesji znieść dodatkową opłatę za sprzedaż biletów w autobusach i tramwajach.
Express Ilustrowany, 3 lipca 2008
Łodzianie pojechali do Wałęsy
Krawat z herbem i barwami Łodzi będzie nosił Lech Wałęsa. Krawat otrzymał od łódzkich polityków Platformy Obywatelskiej. Zapewnił, że zawsze nosi otrzymane krawaty.
-To było bardzo ciepłe, kameralne spotkanie - podkreśla Tomasz Kacprzak, przewodniczący łódzkiej Rady Miejskiej, który z kilkoma członkami PO pojechał do Gdańska. Łódzcy działacze Platformy, poza krawatem, zawieźli 500 podpisów poparcia dla byłego prezydenta.
Podpisy pod specjalnym listem zebrali w ciągu ostatniego tygodnia, w związku z publikacją książki historyków IPN.
-Lech Wałęsa za naszym pośrednictwem dziękował łodzianom - relacjonuje Kacprzak. - Pytał także, czy spotkaliśmy się z odmową podpisu. Odpowiedź twierdząca bardzo go ucieszyła, podkreślał, że tak właśnie powinna działać demokracja.
W skład łódzkiej delegacji weszli radni i przewodniczący Rady Miejskiej, była to jednak inicjatywa partii, a nie samorządu. Dla wszystkich uczestników spotkania był to pierwszy osobisty kontakt z Lechem Wałęsą. - Dla nas ważne jest, że Wałęsę popierają ludzie młodzi, z pokolenia, które nie pamięta opozycyjnej działalności późniejszego prezydenta - zaznacza Tomasz Kacprzak.
POLSKA Dziennik Łódzki, 2 lipca 2008
Z podpisami do Wałęsy
Dziś delegacja łódzkich działaczy Platformy Obywatelskiej pojedzie do Gdańska, by wręczyć Lechowi Wałęsie listy w jego obronie z podpisami, jakie zebrali wśród łodzian w ubiegłym tygodniu. A uzbierali ich około pół tysiąca.
- Mieliśmy je wysłać pocztą, ale doszliśmy do wniosku, że bardziej stosowne będzie, gdy zrobimy to osobiście - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi.
Express Ilustrowany, 1 lipca 2008
Na biletach MPK będziemy jeździć dłużej
Przez trzy i pół miesiąca łodzianie będą mogli taniej jeździć tramwajami i autobusami. Wczoraj radni zdecydowali, że od połowy lipca (dokładną datę poznamy lada dzień) 10-minutowy bilet (za 1,70 zł) będzie ważny 20 minut, 30-minutowy (za 2,40 zł) - 45 minut, godzinny (za 3,60 zł) - 1,5 godziny, a dwugodzinny (za 4,80 zł) - trzy godziny (ceny biletów pozostaną bez zmian).
"Promocyjne" przejazdy obowiązywać będą do 2 listopada - wtedy nie będzie już kłopotów z komunikacją miejską, bo skończą się remonty torowisk. Radni uchwałę przyjęli jednomyślnie (32 głosy "za"), a po głosowaniu sami sobie zaczęli bić brawo.
Data, od której będzie obowiązywać uchwała, nie jest jeszcze znana - zgodnie z przepisami nastąpi to po 14 dniach od publikacji w Dzienniku Urzędowym Województwa Łódzkiego.
- Zaraz po głosowaniu gotowa uchwała trafiła do gabinetu wojewody łódzkiego. Otrzymaliśmy zobowiązanie, że zostanie opublikowana jak najszybciej - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej. - Myślę, że łodzianie będą mogli jeździć na nowych zasadach od połowy przyszłego miesiąca.
To dobra wiadomość. Zła jest taka, że po zakończeniu obowiązywania wydłużonej ważności biletów planowana jest... podwyżka ich cen. Została ona zapisana w budżecie na ten rok. Ostateczną decyzję podejmą radni.
Express Ilustrowany, 26 czerwca 2008
Rzecznik praw obywatelskich kontra porządek w Łodzi
Rada Miejska odrzucila wczoraj, jako bezzasadną, skargę Janusza Kochanowskiego, rzecznika praw obywatelskich, który kwestionował regulamin utrzymania porządku w mieście. Chodzilo o paragraf dotyczący właścicieli i administratorów nieruchomości, którzy muszą sprzątać nielegalnie nalepione reklamy, plakaty, a także wszelkiego rodzaju mazanki na murach swoich posesji. Rzecznik Kochanowski uznał ten przepis za... niezgodny z Konstytucją RP i chce, by sprawę rozstrzygnął sąd.
- Nie łamiemy prawa, poza tym, gdyby tak było, uchwałę zakwestionowałby już wojewoda łódzki, który nadzoruje pracę radnych - twierdzi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.
Zapis, mówiący o tym, że właściciel nieruchomości ma 24 godziny na usunięcie napisów i plakatów z elewacji budynków, radni wpisali do regulaminu utrzymania czystości i porządku w mieście wiosną. Właściciele budynków narzekają, bo ponoszą z tego tytułu dodatkowe koszty (m.in. na farby), ale według radnych to jedyny sposób, by w Łodzi było czysto.
Sprawą zajmie się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Rada Miejska liczy na odrzucenie skargi rzecznika.
- Orzeczenie będzie bardzo ważne - mówi Kacprzak. - Będzie wykładnią dla innych samorządów, które też walczą z wandalami.
POLSKA Dziennik Łódzki, 26 czerwca 2008
Bilety MPK będą dłużej ważne
Czy kupując bilet 10-minutowy, można będzie jechać tramwajem lub autobusem 20 minut? W środę zdecydują o tym łódzcy radni, ale mało prawdopodobne, by ktoś podniósł rękę przeciwko uchwale.
Miasto przygotowało uchwałę, która przeniesie pasażerów MPK w inny wymiar czasu. W autobusie czy tramwaju czas będzie płynąć wolniej. Kasując bilet 10-minutowy, będzie można jechać komunikacją miejską 20 minut. Z biletem 30-minutowym będziemy podróżować 45 minut, a z biletem godzinnym - aż półtorej godziny.
Jednak nie zostaną wydrukowane nowe bilety, po prostu trzeba się będzie przyzwyczaić, że czas na bilecie trwa dwa lub trzy razy dłużej. Władzom miasta i radnym chodzi o to, by pasażer nie musiał dopłacać za to, że "jego" autobus tkwi w korku lub jedzie okrężną trasą, bo omija remonty dróg.
Czas na bilecie będzie znów przestrzegany po 2 listopada. Po tej dacie mają skończyć się remonty dróg i budowa Łódzkiego Tramwaju Regionalnego, a komunikacja znów ma działać sprawnie.
Pomysł nie jest nowy. Dwa miesiące temu radni Platformy Obywatelskiej chcieli wprowadzić zmiany w czasie obowiązywania biletów ze względu na liczne remonty.
Wówczas zaskoczył ich prezydent Jerzy Kropiwnicki. Zgodził się na ulżenie pasażerom, ale coś za coś. Po 2 listopada zamierzał wprowadzić podwyżki cen biletów. To zdumiało radnych i rozsierdziło pasażerów. Na dwa miesiące wokół tego pomysłu zrobiło się cicho.
Teraz temat powraca na radę miejską. Uchwałę o zmianie taryf przygotował prezydent. Na szczęście dla pasażerów nie ma w niej mowy o późniejszej podwyżce cen biletów. Wszystko wskazuje na to, że łódzcy radni podniosą ręce za tą czasową ulgą dla podróżujących.
- Sądzę, że wszyscy radni poprą uchwałę. Mój klub na pewno, bo w końcu ten pomysł wyszedł od Platformy Obywatelskiej - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej (PO).
Lewica też zamierza pójść na rękę tkwiącym w korkach łodzianom: - Popieramy wszystkie pomysły, które mogą przynieść ulgę mieszkańcom - mówi Jarosław Berger, radny Lewicy.
- Jak najbardziej jesteśmy za, ale pod warunkiem że po 2 listopada ceny biletów nie pójdą w górę - zastrzega Sławomir Worach, szef klubu radnych PiS.
Samorządowcy zamierzają przegłosować uchwałę na jutrzejszej sesji, ale nie oznacza to wcale, że nowe zasady będą obowiązywać natychmiast. Uchwała wejdzie w życie 14 dni po opublikowaniu w dzienniku urzędowym, czyli mniej więcej w drugiej połowie lipca.
A co z ewentualnymi późniejszymi podwyżkami cen biletów? - Łodzianie mogą spać spokojnie - zapowiada Tomasz Kacprzak. - Nie spotkałem radnego, który byłby gotów poprzeć projekt podwyżki cen biletów.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 24 czerwca 2008
Czystość miasta przed sądem?
Właściciele i administratorzy łódzkich nieruchomości muszą sprzątać po wandalach. Chodzi o nielegalnie nalepione reklamy, plakaty, a także wszelkiego rodzaju mazanki na murach. Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, uznał ten przepis za przekroczenie uprawnień przez gminę Łódź i chce, by sprawę rozstrzygnął sąd.
- Nie ma podstaw dozaskarżenia uchwały do sądu. Nie łamiemy prawa, poza tym, gdyby tak było, uchwałę zakwestionowałby już wojewoda łódzki - twierdzi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.
Zapis mówiący o tym, że właściciel nieruchomości ma 24 godziny na usunięcie napisów i plakatów z elewacji swego budynku radni wpisali do regulaminu utrzymania czystości i porządku w mieście wiosnš tego roku. Właściciele budynków narzekają, bo ponoszą z tego tytułu dodatkowe koszty (m.in. na farby), ale według radnych to jedyny sposób, by w Łodzi było czysto. Radni nie zgadzają się ze stanowiskiem Kochanowskiego, ale sprawą zajmie się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Rada miejska liczy na korzystne rozstrzygnięcie, czyli odrzucenie skargi rzecznika.
POLSKA Dziennik Łódzki, 24 czerwca 2008
Radni chcą odwołania wicedyrektorki wydziału edukacji
Radni Platformy Obywatelskiej, Tomasz Kacprzak i Mateusz Walasek, domagają się od prezydenta Łodzi odwołania wicedyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Doroty Szafran. A wszystko przez to, że cztery miesiące temu na sesji wprowadziła radnych w błąd twierdząc, że hipermarket Carrefour na Retkini jest objęty czasowym zakazem sprzedaży, podawania i spożywania napojów alkoholowych w trakcie rozgrywek piłkarskich. A w rzeczywistości jest inaczej.
- Przyszli do mnie kupcy z okolicznych sklepów skarżąc się, że oni podczas meczów nie mogą handlować alkoholem, a hipermarket może. Na sesji wicedyrektor Szafran przekonywała nas, że tak nie jest - mówi Tomasz Kacprzak. - Straciłem zaufanie do tego urzędnika i domagam się od prezydenta wyciągnięcia konsekwencji wobec niej.
Na razie nie wiadomo, jakie konsekwencje czekają panią wicedyrektor, która przyznała się do błędu. Ma teraz na piśmie wytłumaczyć się wiceprezydentowi Włodzimierzowi Tomaszewskiemu.
Express Ilustrowany, 18 czerwca 2008
Łodzianie odebrali wczoraj nagrody i odznaki za zasługi dla naszego miasta
Pięciu łodzian odebrało wczoraj nagrody miasta Łodzi, które przyznała Rada Miejska. Nagrodą, oprócz zaszczytu, było 25 tysięcy złotych brutto. Radni uhonorowali ponadto 18 łodzian odznakami "Za zasługi dla miasta Łodzi". Tak samo nagrodzono Łódzki Klub Sportowy w stulecie jego istnienia.
Uroczysta gala wręczenia nagród i odznak odbyła się w Dużej Sali Obrad Rady Miejskiej. Przybyło wielu gości, którzy chcieli pogratulować laureatom. Nagrody miasta przyznawane są co roku z okazji Święta Łodzi.
- Rada Miejska uhonorowała osoby, których praca, pasja i myśli stanowią o kulturalnej Łodzi - powiedział Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej. - Wyróżniliśmy nietuzinkowych obywateli naszego miasta.
Dumą promieniał nagrodzony aktor i reżyser Jan Machulski.
- Od dziecka kocham Łódź - powiedział Jan Machulski. - W tę miłość wsiąka się jak podczas siąpiącego deszczu. Nikt nie zauważa, że pada, ale po chwili robi się mokry. Z tej miłości do miasta poświęcałem się swojej działalności, a nie dla nagród i odznaczeń. Zawsze wracam do Łodzi jak bocian do gniazda, żeby wychowywać pisklęta. Udało mi się już wypuścić w świat kilkoro wybitnych piskląt.
Na korytarzu urzędu rozmawiamy z nagrodzonym księdzem prałatem Stanisławem Kaniewskim, dyrektorem Centrum Służby Rodzinie, wikariuszem biskupim ds. duszpasterstwa małżeństw i rodzin. Postanowił on, że pieniądze od Rady Miejskiej, pod zapłaceniu podatku, w całości przeznaczy na budowę Domu Samotnej Matki.
- Ta nagroda wzbudza we mnie uczucie zadumy - stwierdził ks. Kaniewski. - Spalam się dla tego miasta, ale moja wieloletnia działalność nie byłaby możliwa bez współpracy z władzami Łodzi.
Jerzy Woźniak, ustępujący rektor filmówki, nie krył uczucia, że na nagrodę zasłużył.
- Sztuka filmowa w Łodzi znów rozkwita - mówi Jerzy Woźniak. - Budynek filmówki z nowoczesnymi halami, sprzętem i elektroniką stał się kamieniem, którego już nikt nie będzie w stanie podnieść i zabrać do innego miasta. Gdy przestanę być rektorem, będę miał miejsce na tworzenie. Rok temu skończyły się zdjęcia do pewnego filmu i nie było czasu na montaż. Teraz będzie.
Wśród wyróżnionych odznaką "Za zasługi dla miasta Łodzi" był trener Leszek Jezierski, który zmarł w styczniu na atak serca. Wyróżnienie odebrała jego żona Henryka Jezierska.
- Leszek kochał Łódź, choć łodzianinem nie był. Przyjechał do tego miasta z Lublina w latach 50. - wspomina Henryka Jezierska. - Czuję się zaszczycona, że radni uhonorowali męża pośmiertnie. Jeszcze większą satysfakcję mam z tego, że wychowankowie męża też wiele znaczą dla Łodzi. Marek Chojnacki odebrał taką samą odznakę, a Mirosław Bulzacki niósł sztandar uhonorowanego klubu ŁKS.
Tomasz Kacprzak, wręczając nagrody, przypomniał, że taką formę uhonorowania łodzian wymyślił niedawno zmarły Andrzej Ostoja-Owsiany.
Uhonorowani łodzianie
Nagrody Miasta Łodzi:
ksiądz Stanisław Kaniewski
Jan Machulski
Maciej Małek
Tomasz Saryusz-Wolski
Jerzy Woźniak
Odznaki "Za zasługi dla miasta Łodzi":
Bogusław Adamski
Agnieszka Błażejczyk
Marek Chojnacki
Elżbieta Dietrych-Różycka
Andrzej Fogiel
Alicja Gajdzińska
Bogdan Gregor
Leszek Jezierski (pośmiertnie)
Krystyna Juszyńska
Krzysztof Kędzierski
Jan Kozicki
Barbara Mrozińska-Badura
Andrzej Nowakowski
Janusz Pacholarz
Tadeusz Runowski
Grażyna Wlazło
Jadwiga Zareda
Łódzki Klub Sportowy
POLSKA Dziennik Łódzki, 15 maja 2008
Odznaczenia dla zasłużonych dla Łodzi
Radni po raz kolejny wyróżnili osoby, które inspirują łodzian. Tym razem znaleźli się wśród nich przedstawiciele kultury, naukowiec i duszpasterz
Wczoraj w dużej sali obrad łódzkiego magistratu rada miejska wręczyła Nagrody Miasta Łodzi: * księdzu prałatowi Stanisławowi Zygmuntowi Kaniewskiemu, inicjatorowi utworzenia, a teraz i dyrektorowi Centrum Służby Rodzinie, * prof. Janowi Machulskiemu, aktorowi, reżyserowi teatralnemu, nauczycielowi Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej, * Maciejowi Małkowi, aktorowi teatru im. Stefana Jaracza i Teatru Polskiego Radia, * dr Tomaszowi Stefanowi Saryusz-Wolskiemu, menedżerowi, dyrektorowi Centrum Kształcenia Międzynarodowego Politechniki Łódzkiej oraz * prof. Jerzemu Antoniemu Woźniakowi, rektorowi PWSFTViT, nauczycielowi akademickiemu i operatorowi filmowemu.
W imieniu nagrodzonych przemawiał Jan Machulski: - Moja matka od dzieciństwa mówiła mi: "Kochaj ludzi. Kochaj, a ta miłość do Ciebie wróci". I dzisiaj jest taka oto chwila, kiedy radni, miasto, zarząd nagradzają nas swoją miłością, odwzajemniają ją. Od dziecka kocham to miasto. Tu skończyłem studia aktorskie, tu poznałem żonę, to moje rodzinne miasto, które jak gdyby opanowało mnie. Ja się w nim zakochałem. Nawet nie wiedziałem, kiedy ta miłość przyszła, jak taki drobny siąpiący deszcz - początkowo go nie zauważasz, a po chwili jesteś cały mokry. Bez tego miasta nie potrafię żyć. Będziemy oddawali temu miasta jak najwięcej, nasze umysły, serca.
To nie przypadek, że w tym roku radni przyznali nagrody tylu osobom związanym ze sztuką. Ma to być element promocji Łodzi jako Europejskiej Stolicy Kultury 2016 roku. - Szanowni Państwo, miasto choćby nie wiem jak kulturalne, nie może być monokulturowe. Dlatego dumni jesteśmy z dokonań wszystkich dzisiejszych laureatów - mówił Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.
Wręczenie nagród to również początek obchodów święta Łodzi i ... 18. urodziny demokratycznego samorządu w Łodzi.
Wczoraj również, po raz siedemnasty, poznaliśmy laureatów odznak "Za zasługi dla miasta Łodzi". Są wśród nich sportowcy, działacze społeczni, naukowcy oraz Łódzki Klub Sportowy, który w tym roku obchodzi 100-lecie swojego istnienia.
(...)
Gazeta Wyborcza - Łódź, 15 maja 2008 (skrót - TK)
Czy będzie ulica Ostoja-Owsianego?
Były senator i radny zmarł dokładnie w dniu, w którym radni przegłosowali uchwałę, by do końca kadencji nie zmieniać nazw ulic
O szybkie nadanie łódzkiej ulicy imienia Andrzeja Ostoja-Owsianego apelował w czasie Święta 3 Maja Waldemar Krenc, szef "Solidarności". W piątek rozesłał w tej sprawie pisma do Tomasza Kacprzaka, przewodniczącego rady miejskiej i szefów wszystkich klubów radnych.
Senator i piłsudczyk zmarł miesiąc temu. Był w Łodzi postacią znaną, a w ostatnią drogę odprowadzały go tłumy łodzian autentycznie zasmuconych jego odejściem.
Zmarł w tym dniu, w którym radni przegłosowali uchwałę, by do końca kadencji nie zmieniać nazw ulic, a nazwiskami zmarłych sławnych łodzian nazywać ulice dopiero po upływie co najmniej 12 miesięcy od śmierci. Jak powiedzieli obrazowo radni PiS - przeciwni zresztą uchwale - rada sama sobie nałożyła kaganiec w kwestii nazewnictwa ulic.
- Pomysł piękny i szlachetny - zareagował na pismo z "Solidarności" Tomasz Kacprzak i dodał: - Zgodnie z przyjętą uchwałą trzeba poczekać aż upłynie rok od śmierci. Nawet procesu beatyfikacyjnego nie rozpoczyna się natychmiast. Ten rok radni wyznaczyli po to, by opadły emocje po śmierci znanego łodzianina. A poza tym dyskusje na sesjach rady miejskiej nie zawsze są przyjemne, więc - choćby ze względu na pogrążoną w żałobie rodzinę - rozsądniej poczekać z debatą, czy komuś się ulica należy.
Mateusz Walasek i Dariusz Joński, szefowie klubu radnych PO i Lewicy, nie mają nic przeciwko nazwaniu ulicy imieniem senatora Ostoja-Owsianego. Ale zgodnie zaznaczają: - Porozmawiamy o tym dopiero za rok.
Sławomir Worach, szef klubu PiS, ma inny pomysł upamiętnienia senatora. Na razie nie chce go zdradzić. - Trzeba uhonorować zmarłego, ale nie poprzez nazywanie jego imieniem ulicy czy placu. Wkrótce przedstawimy nasz pomysł - mówi tajemniczo.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 10 maja 2008
Pomysł prezydenta rozsierdził łodzian
Radni Platformy Obywatelskiej zgodzą się na podwyżki cen biletów, ale dopiero, gdy skończy się remont, a autobusy i tramwaje będą wysprzątane i punktualne.
W środę na sesji rady miejskiej prezydent Jerzy Kropiwnicki zgodził się na wydłużenie czasu obowiązywania biletów komunikacji miejskiej na czas remontu. Ale natychmiast zaproponował, by po wakacjach radni wprowadzili podwyżkę cen. W imieniu prezydenta projekt uchwały o podwyżkach przedstawiał Jarosław Wojcieszek, wiceprezydent Łodzi (PO).
Radni oburzyli się, bo pomysł podwyżki cen był dla nich zaskoczeniem. Nawet radni PO, którzy nie wiedzieli, że "ich" wiceprezydent Wojcieszek zreferuje taki pomysł. Odmówili wprowadzenia projektu uchwały prezydenckiej do porządku obrad. Wczoraj radni PO zorganizowali konferencję prasową, by jeszcze raz powtórzyć, że nie chcą słyszeć o podwyżce cen.
-Nie zgadzamy się na podwyżki w tym roku. W przyszłym, kiedy będzie wyremontowane torowisko, zostanie wymieniony tabor, autobusy i tramwaje będą czyste i punktualne, możemy wrócić do rozmowy - powiedział Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 25 kwietnia 2008
Biletowy pat trwa
Nie milkną echa przedwczorajszej dyskusji radnych o zmianie taryf biletów jednorazowych w komunikacji miejskiej. Przypomnijmy, że radni PO zaproponowali, aby do 2 listopada, czyli do zakończenia większości remontów na łódzkich ulicach, przedłużyć ważność biletów 10-minutowego do 15 minut oraz 30-minutowych do 45 minut. Prezydent Jerzy Kropiwnicki zgodził się na to, ale tylko do 31 sierpnia. W dodatku zapowiedział podwyżkę cen biletów i migawek od 1 września.
- W budżecie było zaplanowane zwiększenie wpływów z biletów o 3 miliony złotych - mówi Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi. - To miała być waloryzacja o średnioroczną inflację.
Radni miejscy nie zgadzają się z taką interpretacją.
- Zapis w budżecie oznaczał, że założyliśmy wzrost wpływów z biletów, ale to nie było ustalenie dotyczące podwyżek - twierdzi Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej. - Jestem przeciwny podwyżkom.
Tomasz Kacprzak przekonywał na wczorajszej konferencji, że ceny biletów są wysokie w porównaniu z innymi miastami. Bilet jednoprzejazdowy we Wrocławiu kosztuje 2 zł (w Łodzi bilet 30-minutowy kosztuje 2,40 zł), a miesięczny sieciowy imienny w Warszawie - 66 zł (w Łodzi aż 88 złotych).
POLSKA Dziennik Łódzki, 25 kwietnia 2008
Prezydent proponuje podwyżki cen biletów
Łódzcy radni PO zaproponowali na wczorajszej sesji wprowadzenie zmiany czasu obowiązywania biletów MPK. Prezydent zaś podwyżkę cen.
Chodziło o to, by na czas remontów dróg, korków i wolniejszego poruszania się autobusów i tramwajów przedłużyć czas biletów. I tak bilet 10-minutowy miał być ważny przez 15 min, bilet 30-minutowy - przez 45 min, 60-minutowy - przez 90 min itd. Ich ceny pozostałyby bez zmian. Platforma Obywatelska chciała, by nowe czasy biletów obowiązywały do końca października. Radni przyjęli jednogłośnie te zmiany, ale w formie apelu do prezydenta (sami nie mogli przegłosować uchwały, bo wymaga ona konsultacji ze związkami zawodowymi MPK, ale tej nie było).
Tymczasem niespodziewanie prezydent Jerzy Kropiwnicki zaproponował swoje, dalej idące zmiany. Chciał, by bilet 10-minutowy obowiązywał przez 20 min, a bilet 30-minutowy przez 45 min. Ten taryfikator miałby być aktualny do 31 sierpnia. Projekt prezydencki jest korzystniejszy dla łodzian, ale tylko z pozoru. Po wakacjach wprowadzono by podwyżkę cen biletów MPK i migawek. Zaskoczeni radni poprosili o przerwę w obradach i spotkali się z prezydentem. Oświadczyli, że nie będzie ich zgody na wprowadzenie tego punktu do porządku obrad.
- Nie zgadzamy się na podwyżki cen biletów w tym roku, w przyszłym, kiedy będzie wyremontowane torowisko, możemy wrócić do rozmowy - powiedział Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej. Prezydent zrezygnował z wprowadzenia projektu uchwały.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 24 kwietnia 2008
Bilety bez zmian
Zła wiadomość dla łodzian korzystających z komunikacji miejskiej - czas ważności biletów jednorazowych nie ulegnie zmianie. Ale jest i dobra wiadomość - radni nie zgodzili się na propozycję prezydenta Łodzi, by od 1 września podnieść ceny biletów średnio o 2 proc.
- Nie ma zgody na podwyżki w tym roku - mówi Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej. - Owszem, podniesiemy ceny, ale najpierw będzie remont torów i wymiana taboru na nowoczesny, czyli najwcześniej w przyszłym roku.
Łodzianie korzystający z komunikacji miejskiej mają dość. Remonty dróg spowodowały, że tramwaje i autobusy tkwią w korkach, przez co jazda się wydłuża. A to z kolei zmusza mieszkańców do kasowania dodatkowych biletów, czyli wydatków.
- Jesteśmy oszukiwani - twierdzi Justyna Wilk, studentka Uniwersytetu Łódzkiego. - Płacimy za bilety więcej, bo przejazdy stały się dłuższe. Czy to nie rodzaj wyłudzania pieniędzy? - zastanawia się łodzianka.
- Gdyby władze jeździły autobusami, to zrozumiałyby ból łodzian, którzy ciągle się spóźniają z powodu autobusów tkwiących w korkach - mówi Adam Kujawa. - Obawiam się jednak, że zamiast tańszych przejazdów, bilety mogą podrożeć, gdy tylko zakończy się budowa ŁTR - prognozuje.
Podobnych sygnałów odbieraliśmy w redakcji setki, dlatego zasugerowaliśmy obniżkę cen biletów. Na czas remontów. Radni PO zdecydowali, że zamiast obniżek cen czy całkowitej rezygnacji z biletów lepiej wydłużyć czas ważności biletów jednorazowych. O połowę.
- Rzeczywiście łodzianie nie muszą dopłacać do remontów ulic, więc choć w taki sposób możemy im zrekompensować straty - mówił Kacprzak.
Radni innych opcji politycznych pomysł popierali, prezydent także. Ale ze względu na procedury prawne, radni nie mogli podjąć decyzji o zmianach taryf bez konsultacji ze związkami zawodowymi. A te może zlecić tylko prezydent. Dlatego wczoraj radni przegłosowali tylko apel do władz miasta o rozpoczęcie negocjacji ze związkowcami.
Prezydent Kropiwnicki zwrócił radnym uwagę, że procedura wymaga czasu, więc zmiany weszłyby w życie dopiero w połowie czerwca albo później. I zaproponował przyspieszenie, czyli własny projekt zmian taryf biletowych. Powiela on pomysł PO, tyle że obowiązujšcy tylko do 31 sierpnia, a nie, jak chce rada, do 2 listopada. I najważniejsze - według prezydenckiego projektu, od 1 września ceny biletów miały wzrosnąć. Jednorazowych średnio o 10-20 groszy, a miesięcznych o 2-4 zł. Np. najpopularniejsza migawka, czyli na wszystkie linie, zamiast 88 zł miałaby kosztować 92 zł. Radni PO twardo powiedzieli - nie. Poparł ich PiS i w efekcie prezydencki projekt nie wszedł do porządku obrad. Co dalej?
Zgodnie z uchwalonym apelem, prezydent powinien rozpocząć negocjacje ze związkowcami. Ci mają 30 dni na opinię, czy zgadzają się na wydłużenie czasu ważności biletów, czy nie. Radni zapowiadają, że podwyżek nie uchwalą.
* * * * *
Radni taniej, a prezydent drożej
Radni chcieli do 2 listopada, czyli do zakończenia remontów na drogach w mieście, przedłużyć ważność jednorazowych biletów, nie zmieniając ich cen. Bilet 10 minutowy miał być ważny 15 min; 30-min. - 45 min; a 60-min. - 180 min.
Prezydent projekt popierał, ideę uznał za słuszną, ale zaproponował podwyżki cen. O poziom inflacji, czyli 10-20 gr na biletach jednorazowych i 2-4 zł na biletach miesięcznych.
Według prezydenta, wydłużony czas ważności biletów obowiązywałby do 31 sierpnia, a od 1 września łodzianie płaciliby więcej. Radni powiedzieli - nie.
POLSKA Dziennik Łódzki, 24 kwietnia 2008
Kanary gnębią pasażerów!
Łódź jest rozkopana, tramwaje i autobusy stoją w korkach albo psują się i wypadają z rozkładu, a kontrolerzy biletów urządzili sobie żniwa.
Przez ostatnie pół roku (do końca marca) wystawili łodzianom ponad 36 tys. mandatów, czyli prawie 200 dziennie! Wiedzą, że warto to robić, bo tylko co 60 pasażer składa odwołanie. A Zarząd Dróg i Transportu uwzględnia skargi zaledwie połowy z nich.
Nie ma się czemu dziwić: planując tegoroczny budżet miasto przewidziało, że dostanie od łodzian 2 mln zł z tytułu kar za jazdę na gapę, a wyda na wynagrodzenia dla kontrolerów o 100 tys. zł więcej. Trzeba więc mandatów nakładać ile się da - wiadomo, że mało kto się od nich odwoła.
Przez pół roku - od 1 października do 31 marca - kontrolerzy wystawili dokładnie 36 tys. 330 mandatów za jazdę bez biletu. Odwołanie do Zarządu Dróg i Transportu złożyło tylko 598 osób. A ZDiT uznał skargi i umorzył mandaty zaledwie 291 osobom.
Generalnie zarząd dróg i MPK uważają, że miasto jest przejezdne, a autobusy i tramwaje kursują zgodnie z rozkładem, bowiem tylko 19 osobom uchylono mandat ze względu na to, iż autobus stał w korku.
O tym, że problemu nie ma, przekonywała wczoraj radnych na komisji finansów Alina Giedryś, dyrektor ZDiT.
- Usłyszeliśmy, że jedynym miejscem, gdzie mogą tworzyć się korki, jest skrzyżowanie ul. Rudzkiej z Pabianicką, bo na obu ulicach prowadzone są prace - mówi Sławomir Worach, przewodniczący klubu radnych PiS.
Dyrektor nie przekonała radnych, na dzisiejszej sesji mają oni przyjąć projekt uchwały - apelu do władz miasta w sprawie przedłużenia czasu ważnoąci biletów przy niezmienionej cenie. Bilet za 1,70 zł byłby ważny 15 zamiast 10 minut, bilet za 2,40 zł - 45 minut zamiast 30 itd.
- Rozmawialiśmy już w tej sprawie z prezydentem, któremu takie rozwiązanie się spodobało - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.
Jednak planowane zmiany są możliwe najwcześniej w wakacje. Tyle czasu zajmą procedury. Wydłużony o połowę czas ważności biletów obowiązywałby do 2 listopada włącznie.
Express Ilustrowany, 23 kwietnia 2008
Łódzcy radni wzywają CBA i prokuraturę
Jeśli informacje opisane w "Polsce Dzienniku Łódzkim" się potwierdzą, sprawš niekorzystnej dla miasta umowy spółki Aquapark powinny się jak najszybciej zająć Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuratura - twierdzą łódzcy radni opozycji. A przewodniczący rady miejskiej Tomasz Kacprzak zapowiada, że natychmiast zażąda wyjaśnień od prezydenta miasta i zależnie od nich podejmie dalsze kroki.
Tomasz Kacprzak (PO), przew. Rady miejskiej: Jeszcze dziś poproszę komisję finansów Rady Miejskiej, i jej przewodniczącego Jerzego Balcerka (PiS), żeby zbadała tę sprawę. Chcemy mieć informację od prezydenta miasta, jak wygląda sytuacja w Aquaparku i dlaczego jest taka, a nie inna umowa spółki. Kto ją negocjował, jakie były protokoły z sesji rady poprzedniej kadencji w tej sprawie, dlaczego nie zagwarantowano zabezpieczeń dla miasta. Na pewno dostaniemy odpowiedzi. To wszystko można zbadać. Po sprawdzeniu podejmiemy dalsze kroki. Przecież w 2003 r. już wszyscy analitycy spodziewali się, że ceny ziemi po wejściu do UE wzrosną. Jeśli ktoś liczył na zrobienie cichego interesu - to się przeliczy. Bo to 43 radnych będzie decydować o sprzedaży udziałów miasta. Bez ich zgody to niemożliwe. A prokuratorzy też czytają prasę.
Małgorzata Niewiadomska-Cudak, radna lewicy: Mechanizm jest ciągle taki sam. Nie zapomnę, jak w roku 2003 radni mówili, że umowa spółki jest zła, a prezydent Tomaszewski przekonywał, że Fala niszczeje i że potrzeba miastu tej umowy. Umowa Aquaparku była od początku niekorzystna. W poniedziałek zdecydujemy, co dalej. Nie zostawimy tak tego. Zażądamy wyjaśnień. Jeśli fakty się potwierdzą, sprawę powinny przejąć prokuratura i CBA.
Dariusz Joński, radny, szef klubu Lewicy: Po tym tekście wszystko już wiadomo. Pokazuje nieudolność tej ekipy. Teraz sprawą powinny się już zajmować tylko prokurator i CBA.
POLSKA Dziennik Łódzki, 21 kwietnia 2008
Bilety będą dłużej ważne?
Łodzianie od dawna narzekają na komunikację miejską. Od czasu rozpoczęcia remontów podróż zajmuje o wiele więcej czasu, co sprawia, że trzeba kupować droższe bilety. Teraz ma się to zmienić.
- Podróż z Teofilowa do centrum zajmowała mi 25 minut. Wystarczyło, że kupiłem półgodzinny bilet. Teraz z powodu korków trwa 40 minut. Trzeba więc skasować droższy bilet. Dlaczego z powodu robót i opóźnień autobusów mają płacić pasażerowie - irytuje się Grzegorz Tuszyński, który wczoraj podróżował linią 83.
Klub radnych Platformy Obywatelskiej przygotował projekt zmiany uchwały dotyczącej opłat za przewóz komunikacją miejską. - Większość tramwajów i niemal wszystkie autobusy przejeżdżają swoje trasy z dużym opóźnieniem. Chcemy, aby łodzianie mogli dojechać do pracy za taką samą cenę jak przed remontem - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.
Według projektu radnych PO czas ważności wszystkich biletów ma być dłuższy o 50 proc. Tak więc na dziesięciominutowym bilecie moglibyąmy jechać przez 15 min, a na półgodzinnym - 45 min.
Radni zapewniają, że nie wpłynie to na budżet miasta. - Nie zmieniamy cen biletów, a jedynie zwiększamy czas ich ważnoąci. Gdyby nie było remontów, pasażerowie jeździliby krócej - tłumaczy Kacprzak. I dodaje: - Projekt ten nie wymaga drukowania nowych biletów, ponieważ ich nominały się nie zmienią. Wystarczyłoby poinformować o tym kontrolerów.
Nowelizacja uchwały nie jest jednak taka prosta. - Projekt musi być skonsultowany ze związkami zawodowymi, które wydadzą opinię na ten temat. Związki będą miały 30 dni na przekazanie swojego zdania - mówi Aleksandra Mioduszewska z Zarządu Dróg i Transportu. - Jeśli będzie taka uchwała, będziemy ją wykonywać.
Nowy projekt podoba się pasażerom. - Znam kilkanaście osób, które od czasu rozpoczęcia remontów w ramach buntu w ogóle nie kasują biletów w autobusach. Nie dziwię im się. Ulicą Kilińskiego jechałem dzisiaj 30 minut - mówi Robert Świerczyński, który podróżował linią 57. - Już od dawna powinni coś zrobić z tymi biletami.
Nowe przedziały czasowe proponowane przez radnych PO miałyby obowiązywać do końca października. - Jeśli roboty drogowe by się wydłużyły, również ten termin uległby zmianie - mówi Kacprzak.
Proponowane zmiany biletów:
* 10-min bilet byłby ważny przez 15 min
* 30-min bilet byłby ważny przez 45 min
* 60-min bilet byłby ważny przez 90 min
* 120-min bilet byłby ważny przez 180 min
Gazeta Wyborcza - Łódź, 11 kwietnia 2008
Bilety MPK pozostają bez zmian. Na razie
Radni Platformy Obywatelskiej chcą zmienić zasady opłat za przejazdy łódzką komunikacją miejską. Zmiana ma obowiązywać na czas remontów ulic i dotyczyć biletów jednorazowych.
Ze względu na rozkopane ulice, zmiany tras tramwajów i autobusów, znacznie wydłużył się czas przejazdu przez Łódź. W związku z tym mieszkańcy ponoszą dodatkowe koszty - muszą kasować bilet 30-minutowy, gdy bez remontów na tę samą trasę wystarczał 10-minutowy. Dlatego radni PO zdecydowali, żeby wydłużyć czas obowiązywania biletu o połowę, czyli np. z 10 minut na 15. Bez zmiany ceny.
- Myślałem, że uda się sprawę załatwić za pomocą uchwały, ale prawo wymaga jeszcze konsultacji ze związkami zawodowymi w MPK - mówi Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej. - Dlatego przygotowałem apel do prezydenta, by wziął to pod uwagę i rozpoczął negocjacje.
Radni nie zgodzili się wczoraj na wprowadzenie apelu do porządku obrad, ale Platforma nie rezygnuje. Zapowiada, że złoży apel u prezydenta Kropiwnickiego, a projekt wprowadzi do porządku obrad na sesji 23 kwietnia.
- Zmiany obowiązywałyby do zakończenia roku szkolnego. Później przerwa na wakacje i ponownie od września do końca października - tłumaczy ideę projektu Kacprzak.
Mieszkańcy z entuzjazmem podchodzą do tych planów. Szczególnie ci, którzy jeździli do pracy poniżej 10 minut i kasowali bilet za 1,70 zł, a teraz jadą 15 minut i muszą kupić bilet za 2 złote i 40 groszy.
- Jeśli przejazd trwa dłużej z winy MPK, to dlaczego mam dopłacać? - denerwuje się Wiesława Korczewska z zakładu fryzjerskiego w centrum miasta. - Pracuję w różnych porach. Jadąc do pracy na popołudnie, za każdym razem spędzam w autobusie więcej niż 10 minut. Gdy wracam wieczorem, jadę krócej i mieszczę się w tańszej taryfie. To bez sensu, tym bardziej że na rozkładzie jest napisane, że autobus pokonuje ten odcinek w 8 minut.
Niektórzy proponują, żeby na czas remontów w ogóle zlikwidować taryfy czasowe, a przejazdy powinny kosztować tyle, ile bilet 10-minutowy.
- Nie byłoby konieczności drukowania innych wzorów biletów, miasto by nie straciło, a pasażerowie byliby zadowoleni - uważa Artur Nakielski, pracownik marketu.
Justyna Wągrowska uważa wręcz, że opłaty za przejazdy powinny zostać całkowicie zniesione. - Straty nie byłyby duże, bo nie trzeba by było utrzymywać kontrolerów - twierdzi Justyna Wągrowska.
Joanna Krawczyk sądzi, że bilety powinno się kasować tylko na tych trasach, które się nie zmieniły. A w autobusach linii, które jadą objazdami lub w "zetkach" nie powinno się płacić wcale.
* * * * *
Modyfikacja biletów, czyli...
Radni PO chcą wydłużyć przedziały czasowe jednorazowych biletów komunikacji miejskiej, nie zmieniąjc ich cen. Zmiana miałaby obowiązywać do zakończenia remontów łódzkich ulic.
- 10 min - na 15 min
- 30 min - na 45 min
- 60 min - 90 min
- 120 min - 180 min
Bez zmian pozostaną bilety 24-godzinne.
Według radnych, ta modyfikacja nie będzie miała wpływu na budżet gminy, a będzie korzystna dla mieszkańców. Uchwała miałaby obowiązywać do 31 października, o ile do tego czasu zakończą się remonty. Ale z zastrzeżeniem, że w czasie wakacji, czyli w lipcu i sierpniu, wrócą dotychczasowe taryfy biletowe. Nie jest wykluczone, że taką zmianę wprowadzano by za każdym razem, kiedy w mieście mają się zacząć duże inwestycje drogowe.
POLSKA Dziennik Łódzki, 10 kwietnia 2008
Koniec z wymianą patronów. Na rok
Koniec bałaganu, niepotrzebnych wydatków i festiwalu niekończących się pomysłów. Radni podjęli wczoraj honorowe zobowiązanie i przez najbliższy rok nie będą wymieniać patronów miejskich ulic. Ale zanim to zrobili - długo dyskutowali. O tym, czy komunistyczna działaczka Michalina Tatarkówna-Majkowska powinna mieć swoją ulicę.
Moratorium, bo tak ostatecznie nazywa się zobowiązanie, wymyślił Mateusz Walasek, radny PO. Wzorował się na rajcach z Krakowa, którzy wcześniej podjęli taką uchwałę i jej przestrzegają. A po co radnym takie zobowiązanie, skoro w obecnej kadencji zmieniono patronów raptem czterech ulic?
- Niby tak, ale dyskusje za każdym razem były tak medialne, że łodzianie mieli wrażenie, że nie robimy nic innego tylko zmieniamy nazwy ulic - mówi Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej. - Inna sprawa, że te zmiany nie zawsze były uzasadnione i przemyślane. Tworzyły też topograficzny bałagan.
Łodzianie mieli dosyć tego "festiwalu pomysłowości radnych", bo każda zmiana patrona dla nich oznaczała wydatki na wymianę dokumentów, a im ktoś miał ich więcej, tym kosztowało go to drożej.
Dyskusja nad moratorium była burzliwa, a pierwszym punktem zapalnym okazał się projekt... zmiany kolejnego patrona. Michalinę Tatarkównę miał zastąpić św. Karol Boromeusz. Tyle że porządek obrad był tak ułożony, że najpierw miało dojść do głosowania nad moratorium, a później - nad Tatarkówną. Od początku było zatem jasne, że jeśli moratorium przejdzie, to druga uchwała straci rację bytu. Dlatego Sławomir Worach (PiS) próbował do tego nie dopuścić. Najpierw chciał zmieniać porządek obrad, by głosowanie nad Tatarkówną odbyło się przed moratorium. Nie zdobył poparcia, więc poprosił o przerwę i zwołanie konwentu.
- Poprzemy moratorium, ale najpierw Tatarkówna - argumentował Worach. - Czas najwyższy, by komunistyczni działacze zniknęli z nazw ulic.
Szef rady na konwent się nie zgodził. Wyjaśnił, że porządek obrad ustalił celowo.
- Moratorium mogłoby nie zyskać większości i zmienialibyśmy ulice nadal. Stało się inaczej, bo taka była wola większości - mówił Kacprzak.
Radny Telatycki swój projekt przedstawił. W dyskusji nad moratorium przekonywał, dlaczego Tatarkówna nie jest godna być patronką ulicy. Nic nie wskórał, bo poprawka, by nazwy ulic gloryfikujące działaczy komunizmu, hitleryzmu i innych systemów totalitarnych zmieniać - przepadła. Podobnie jak zastrzeżenie, by zobowiązanie weszło w życie od stycznia przyszłego roku.
W efekcie w sprawie moratorium zarządzono głosowanie imienne. Cel był jeden: by łodzianie mogli poznać nazwiska radnych, którzy głosowali przeciw. Kto nie chciał nie zmieniać ulic? Radni PiS. Michał Król (ŁPO) nie wziął udziału w głosowaniu, a Witold Rosset (Partia Demokratyczna) - oddał głos nieważny.
POLSKA Dziennik Łódzki, 10 kwietnia 2008
Radni apelują do siebie
Łódzcy radni PO i LiD obiecali w specjalnym moratorium, że nie będą zmieniali już nazw ulicom. Radni PiS moratorium nie poparli.
Mateusz Walasek, szef klubu radnych PO, przygotował moratorium. Chodziło w nim o to, żeby: * nie zmieniać nazw już istniejących, * zachować karencję dwóch lat od śmierci wybitnego łodzianina, zanim nazwie się ulicę jego imieniem.
- Radni widocznie nie mają zaufania do samych siebie, skoro muszą się dyscyplinować - mówił Krzysztof Piątkowski z PiS.
Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej apelował: - Każdy, kto ma honor, powinien się do moratorium zastosować. Nie twórzmy wizerunku rady, która tylko zmienia nazwy ulicom.
W tej kadencji, która trwa 1,5 roku, łódzcy radni zmienili nazwy ulicom: * fragmentowi Strykowskiej na al. Grzegorza Palki, * fragmentowi ul. Spornej na Błogosławionego Anastazego Pankiewicza, * fragmentowi ul. Chryzantem na Abrama Cytryna, * Janka Krasickiego na Biskupa Ignacego Krasickiego, * fragment al. Przyjaźni przemianowali na św. Brata Alberta Chmielowskiego, * drugi fragment al. Przyjaźni - na ks. Zdzisława Wujaka.
Moratorium poparło w głosowaniu 24 radnych (LiD i PO), a 13 radnych PiS głosowało przeciw.
Dokument nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji, bo nikt nie może zabronić radnym ani prezydentowi wprowadzania uchwał dotyczących zmian nazw ulic.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 10 kwietnia 2008
Radni wreszcie skończą z ulicami?
Podczas jutrzejszej sesji radni mają podąć zobowiązanie, że nie będą już zmieniać patronów miejskich ulic. Moratorium w tej sprawie przygotowała Platforma Obywatelska, popiera je LiD. Ale nie wiadomo, czy ich głosy wystarczą.
- Nie chodzi o to, by nie nadawać patronów nowym ulicom, ale aby zakończyć nieustanne zmienianie nazw ulic istniejących w mieście od lat - tłumaczy ideę moratorium Mateusz Walasek, radny PO. - Oczywiście, w uzasadnionych wypadkach możemy patrona zmienić.
Lewica pomysł popiera, bo od początku obecnej kadencji podczas głosowań nad zmianami ulicznych patronów głosuje przeciw. Co zrobią radni PiS? Nie wiadomo. Część radnych prawicy jest przeciw. Argumentują, że w ten sposób radni sami pozbawiają się należnych im praw.
Podczas tej samej sesji ma być rozpatrywany wniosek radnego PiS Czesława Telatyckiego, który chce, aby patronkę ulicy na Widzewie - Michalinę Tatarkównę zastąpił św. Karol Boromeusz.
- Jeśli radni uchwalą moratorium, to ten projekt będzie nieaktualny - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej. - Liczę, że projektodawca wycofa go z obrad albo propozycja zostanie odrzucona w głosowaniu. Każde inne rozwiązanie będzie absurdalne.
POLSKA Dziennik Łódzki, 8 kwietnia 2008
Łodzianie zajrzeli za kulisy rady miasta
Czy radni nie gubią się w tych krętych korytarzach? Ile zarabiają? Trudna to praca? Takie i wiele innych pytań zadawali wczoraj łodzianie, którzy przyszli zobaczyć "od kuchni" siedzibę łódzkiej rady miejskiej. Dzień otwarty organizowano w Łodzi po raz pierwszy. Frekwencja zaskoczyła wszystkich.
- Nie ukrywam, że mieliśmy poważne obawy, bo w Gdańsku przyszło ledwie kilka osób - mówił Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej. - Ale łodzianie po raz kolejny nas zaskoczyli. Ledwie otworzyliśmy drzwi, a już przyszli pierwsi mieszkańcy. I cały czas ktoś dochodzi.
Piotrek Wituła, uczeń technikum, przyszedł z rodzicami i siostrą. Z zaciekawieniem słuchał opowieści radnych o ich pracy, jak tworzą lokalne prawo, usiadł nawet przez chwilę w fotelu prezydenta miasta.
- Superpomysł, przecież normalnie tutaj nie można wejść i tego wszystkiego obejrzeć - cieszył się Piotrek Wituła. - Najbardziej podobała mi się opowieść o tajemniczym tylnym wyjściu, gdzie radni "urywają się" na papierosa podczas sesji. Świetne!
Fotel przewodniczącego rady miasta zajął przez chwilę Krystian Smaga, szóstoklasista. Namówił mamę na zwiedzanie rady miejskiej, bo był bardzo ciekaw, jak tam jest.
- Chciałem zobaczyć, jak to wszystko wygląda naprawdę. Bo oglądanie w telewizji to jednak nie jest to samo - mówił Krystian. - Podobały mi się sala obrad, mównica. A fotel przewodniczącego? Wygodny, ale nic nadzwyczajnego.
Wśród odwiedzających radę był także Tadeusz Andrysiak, emerytowany sędzia hokeja na lodzie i działacz ŁKS. Pogawędził chwilę z radnymi o sprawach ważnych dla miasta, zapowiedział też, że będzie bacznie obserwował, czy dobrze pracują dla Łodzi.
Wiele osób przyszło nie tylko zajrzeć za kulisy rady, ale też z prośbami o pomoc w konkretnych sprawach. Rozmawiano m.in. o ścieżkach rowerowych (za mało!), brudzie w mieście, a także budowie obwodnicy Nowosolnej.
Każdy odwiedzający dostał pamiątkowy prezent: notes, smycz, ekologiczną torbę na zakupy. Kolejna okazja do zwiedzania - za rok.
POLSKA Dziennik Łódzki, 7 kwietnia 2008
Radni gościli łodzian
500 łodzian przyszło w niedzielę do rady miejskiej. Interesowało ich, gdzie powstają lokalne akty prawne i kto je tworzy. Przynieśli też własne pomysły i rady dla radnych.
Każdy, kto przyszedł do pałacu przy ul. Piotrkowskiej, miał okazję zwiedzić sale obrad: dużą i małą, gabinet przewodniczącego rady, pokój, w którym spotykają się członkowie komisji. Była okazja, by porozmawiać z radnymi, i sprawdzić, jak przemawia się z mównicy.
Pierwsi chętni przyszli punktualnie o godz. 10. Z godziny na godzinę grupy oprowadzane przez radnych stawały się coraz liczniejsze. Wśród zwiedzających było dużo młodzieży. Młodzi odważnie wchodzili na mównicę, by wczuć się w rolę radnego.
- Mamy okazję zapoznać się z działalnocią radnych nie z perspektywy ławki szkolnej, ale sali obrad, gabinetu przewodniczącego. Polska polityka jest warta obserwacji, dlatego chciałbym poszerzyć wiedzę - mówi Igor Szlaski z XXVI LO, który znalazł informację o "drzwiach otwartych" na stronie internetowej Urzędu Miasta Łodzi.
Niektórzy siadali w ławach radnych, za stołem prezydialnym i w fotelu prezydenta Jerzego Kropiwnickiego. Jak się siedzi w fotelu prezydenta? - Od razu czuję się lepszy - odparł 17-letni Piotrek, uczeń technikum.
W fotelu usiadł pan Jurek i zaczął wymyślać, jakich zmian miasto potrzebuje. - Gdybym miał jego moc, zrobiłbym w Łodzi znacznie więcej. Nie spacerowałbym tylko ul. Piotrkowską, ale zobaczyłbym, co się dzieje na Kilińskiego, na zapleczu ul. Sienkiewicza, na Włókienniczej. Wszystkie pieniądze budżetowe należy przeznaczyć na poprawę życia mieszkańców. Nie pozwoliłbym na budowanie szklanych domów na pl. Wolności, bo przez to psuje się niepowtarzalny łódzki klimat. Zle są prowadzone inwestycje. Ja bym to zrobił inaczej - wczuł się w rolę łodzianin w fotelu prezydenta.
Najmłodszy zwiedzającym był Jeremi, lat trzy i pół, syn Tomasza Sadzyńskiego, radnego PO. - Przyprowadziłem syna, żeby zobaczył, gdzie tatuś spędza wieczory, gdy go nie ma w domu - powiedział radny.
Pomysłodawcą dnia otwartego w radzie miejskiej jest Mateusz Walasek, szef klubu radnych PO. - Część osób traktuje ten dzień jako dodatkowy dyżur radnych. Przychodzą do konkretnego samorządowcy w konkretnej sprawie - zauważył Walasek. - Inni przyszli zwiedzić siedzibę rady miejskiej. I bardzo dobrze: w końcu to jest ich rada, utrzymywana z ich podatków. Mają prawo zobaczyć, jak to wszystko wygląda - mówił radny.
Niektórzy byłi rozpoznawani przez łodzian, a nawet proszeni o autografy. Rozdawała je Iwona Bartosik, radna lewicy, która w poprzedniej kadencji była przewodniczącą samorządu.
Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej, oprowadzał po małej sali obrad: - Tu jest rzeźba świętej Faustyny Kowalskiej, patronki miasta. A tu portrety honorowych obywateli Łodzi. Niedługo będzie ich więcej, bo w tej kadencji chcemy przyznać honorowe obywatelstwo znanemu aktorowi Janowi Machulskiemu - opowiadał.
Potem zaprosił do swojego gabinetu. Pokazał sztandar miasta, który umieszczony jest w gablocie, a wyjmowany tylko na ważne uroczystości. Radni pochwalili się ostatnio zdobytym pucharem za zwycięstwo w mistrzostwach samorządowców w piłce nożnej. - Pan przewodniczący też się do tego zwycięstwa przyczynił, bo nie grał - żartował Jarosław Berger, radny lewicy.
Łodzianie upominali się o budowę ścieżek rowerowych. - Jesteśmy dużym miastem, a mamy ścieżek jak jakaś mała gmina - mówił młody człowiek. Okazało się, że w grupie zwiedzających ma sprzymierzeńców. - Lepiej wybudować ścieżkę, niż zmieniać nazwę kolejnej ulicy - doradzali inni.
Radę miejską zobaczyła też sześcioosobowa grupa mieszkańców Warszawy. Zwiedzali Łódź, szli ul. Piotrkowską i na drzwiach przeczytali zaproszenie do zobaczenia rady miejskiej. - Chętnie weszliśmy, bo bardzo nam się spodobał ten pałac - przyznali.
- Byłam ciekawa, ile osób skorzysta z zaproszenia do siedziby rady miejskiej w niedzielę. Okazało się, że przyszło około 500 osób. Bardzo się cieszymy. A najbardziej z tego, że odwiedziło nas wielu uczniów, którzy podkreślali, że to dla nich szczególna lekcja - powiedział Anna Kuźmicka, rzecznik prasowy rady miejskiej.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 7 kwietnia 2008
Zaproszenie do rady miejskiej
W niedzielę każdy będzie miał okazję zwiedzić salę obrad, przemówić z mównicy, porozmawiać swobodnie z radnymi. Po raz pierwszy w historii łódzkiej rady miejskiej organizowane są Drzwi Otwarte.
Między godz. 10 a 14 łódzcy radni czekają na mieszkańców. Każdy może przyjść wtedy do siedziby rady miejskiej przy ul. Piotrkowskiej 104. Dla gości otwarty zostanie gabinet przewodniczącego samorządu Tomasza Kacprzaka.
Na wszystkich czekać będą łódzcy radni. To oni staną się przewodnikami, odpowiedzą na każde pytanie, pokażą jak wygląda budżet Łodzi, sztandar miasta. - Będzie także okazja do swobodnej rozmowy - mówi radny Mateusz Walasek pomysłodawca Drzwi Otwartych.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 5 kwietnia 2008
Samorząd otworzy drzwi
W niedzielę, w godz. 10 - 14, łódzka Rada Miejska organizuje dzień otwartych drzwi. Na mieszkańców będą czekać radni z każdej opcji politycznej. Będzie to więc okazja nie tylko do zwiedzenia siedziby rady, ale także do nieformalnych dyskusji.
- Chcemy pokazać mieszkańcom, jak pracujemy, jak powstaje lokalne prawo, odpowiedzieć na wiele pytań - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.
Chętni będą mogli zasiąść w ławkach radnych, fotelu przewodniczącego, stanąć na mównicy. Będzie też można zrobić pamiątkowe zdjęcie. Dla tych, którzy przyjdą w niedzielę, przygotowano ulotki z nazwiskami radnych i ciekawostkami statystycznymi.
POLSKA Dziennik Łódzki, 3 kwietnia 2008
Lokal od gminy Łódź wykupisz po 5 latach
Łódzcy radni zaostrzyli wczoraj zasady sprzedaży mieszkań komunalnych. Prawo do wykupu takich lokali z 90-procentową bonifikatą mają najemcy z co najmniej pięcioletnim stażem. Nowe prawo dotyczy łodzian, którzy będą podpisywać z gminą umowy najmu od wejścia w życie uchwały, czyli za blisko trzy tygodnie.
- Takie zastrzeżenie było konieczne, by nie krzywdzić tych, którzy właśnie zamierzali złożyć dokumenty niezbędne do wykupu mieszkania - komentował Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej i pomysłodawca ograniczenia nowego prawa.
O zmianę zasad sprzedaży mieszkań komunalnych wnioskowała radna LiD Małgorzata Niewiadomska-Cudak. Było to efektem ujawnienia przez "Polskę Dziennik Łódzki" przypadku przyznania ponad 190-metrowego mieszkania Małgorzacie Potockiej, dyrektor łódzkiego ośrodka TVP. Dyrektor Potocka apartament w centrum miasta, wart obecnie około 600 tys. zł, wykupiła za 10 proc. jego wartości. Sprawę bada prokuratura, wkrótce ma się nią zająć także CBA.
- Obostrzenie w sprzedaży mieszkań było konieczne, by takie wypadki nie miały miejsca. Musimy dbać o majątek miasta - argumentowała Małgorzata Niewiadomska-Cudak.
Radni nie poparli drugiego wniosku radnej LiD. Chodziło o mieszkania o powierzchni powyżej 80 metrów kwadratowych. Przekonywała, że nie powinny one być przyznawane łodzianom w drodze indywidualnych decyzji, tylko sprzedawane w przetargach na wolnym rynku. Według władz Łodzi oraz radnych PO i PiS, przyjęcie takiego zastrzeżenia może spowodować, że rodziny wielodzietne zainteresowane takimi lokalami będą pokrzywdzone. Bo nie będzie ich stać na kupno mieszkania, a od miasta nie dostaną, bo lokalne prawo to wykluczy.
- Jeśli boimy się odpowiedzialności za nasze decyzje, to w ogóle zrezygnujmy z indywidualnego trybu przydziału mieszkań komunalnych - mówił Krzysztof Piątkowski, radny PiS.
Sprawa zmian w zasadach sprzedaży lokali gminnych była także tematem sobotniej debaty w redakcji "Polski Dziennika Łódzkiego". Wczoraj radni z zainteresowaniem czytali relację ze spotkania opublikowaną na łamach naszej gazety. Ich głosowania były też efektem ustaleń, jakie podczas debaty zapadły.
POLSKA Dziennik Łódzki, 28 lutego 2008
Debata "Polski Dziennika Łódzkiego": zmiany w regulaminie przyznawania i sprzedawania mieszkań komunalnych
Gmina Łódź ma 70 tys. mieszkań i jest największym kamienicznikiem w Polsce. Uwłaszczenie najemców na majątku gminy jest dobrym rozwiązaniem, ale system przyznawania i sprzedaży lokali komunalnych jest niedoskonały. Dowodem jest ujawniona przez "Polskę Dziennik Łódzki" sprawa mieszkania Małgorzaty Potockiej, dyrektor łódzkiego oddziału TVP. Zatem system wymaga poprawek, ale co należy zrobić? Odpowiedzi na to pytanie szukaliśmy podczas debaty w naszej redakcji, na którą zaprosiliśmy wszystkich, którzy mają wpływ na gospodarkę nieruchomościami w Łodzi.
Włodzimierz Tomaszewski: - Łódź była prekursorem prawnym, jeśli chodzi o uwłaszczenie mieszkańców na majątku gminy. Zaczęło się w minionym ustroju, a po 1990 r. stworzyliśmy pierwszy system ulg, zachęcających łodzian do wykupu swoich mieszkań. W roku 1998 zwiększyliśmy ulgę do 80 proc., od ubiegłego roku sięga ona 90 proc. wartości mieszkania. Warte podkreślenia jest to, że z bonifikatą nie wolno kupować mieszkań w nowych blokach, te są sprzedawane po cenach rynkowych. System od początku budził kontrowersje, bo ten, kto dostaje lokal komunalny i może go kupić po zniżce, jest szczęśliwcem. Pytanie, kto może nim zostać? Precyzuje to uchwała rady miejskiej. Prawo do lokalu gminnego mają osoby z budynków do rozbiórki, opuszczające domy dziecka, mające orzeczenie o niepełnosprawności i te, które są szczególnie przydatne dla gminy. Czyli jakie? Takie decyzje podejmują radni z komisji mieszkaniowej, ale wnioskują władze Łodzi. Informacje o wnioskodawcy i wstępną opinię przygotowują urzędnicy. Czy można system udoskonalić? Jeśli chodzi o sprzedaż, to nie. A przydział? Tryb rozpatrywania przypadków indywidualnych jest tak szczegółowo regulowany, że nie trzeba nic zmieniać.
Robert Sakowski: - Zgadzamy się chyba wszyscy, że ogólne zasady nie są złe. Ale one nie uwzględniają jednego - boomu mieszkaniowego z ostatnich dwóch lat.
W. Tomaszewski: - Niezupełnie. W poprzedniej kadencji samorządu, właśnie po uwzględnieniu boomu, radni zdecydowali, że miasto będzie sprzedawać lokale użytkowe. Bez bonifikat, ale i bez przetargu. Ruszyliśmy także ze sprzedażą mieszkań w przetargach. Przyjęliśmy zasadę, że mieszkania ponad 80-metrowe stanowią spory problem. Ci, którzy tam mieszkają, nie byli w stanie płacić czynszu, więc proponowaliśmy im zamianę, a duże lokale szły pod młotek. Co się okazało? Prawie do połowy 2006 r. nie było chętnych. Zgadzam się, jeśli tylko warunki rynkowe skłaniają, trzeba lokale, nie tylko duże, sprzedawać na wolnym rynku. A pieniądze lokować w remonty starych kamienic i budowę nowych bloków.
Krzysztof Krubski: - O ile dobrze zrozumiałem - zdaniem pana prezydenta, system jest racjonalny, szczelny, ale trzeba się zastanowić, czy boom na rynku nie powoduje, że trzeba go unowocześnić? Trzeba wyciągnąć wnioski ze wzrostu cen...
W. Tomaszewski: - Te wnioski są natychmiast wyciągane...
Tomasz Kacprzak: - Prawidłową polityką miasta jest, że dążymy do tego, aby najemcy lokali komunalnych stawali się ich właścicielami. Własność będzie szanowana przez mieszkańców. Łodzianie będą dbać nie tylko o swoje mieszkania, ale i cały dom. Ale jest pytanie o generalną politykę mieszkaniową gminy. Z jednej strony mamy najemców, którzy mieszkają w zasobach komunalnych i mogą je wykupić, z drugiej - rzeszę łodzian, którzy czekają na mieszkanie komunalne. Gmina ma obowiązek zaspokajać te potrzeby. W jaki sposób? Należy generalnie określić, kto jest klientem mieszkania gminnego. Wielu łodzian nie stać na kupno ani wynajem mieszkania na wolnym rynku i oni starają się o przydział lokalu komunalnego. Mamy dobre programy ofertowe, ale są jeszcze przypadki indywidualne. Polityka mieszkaniowa gminy powinna zmierzać do tego, by miasto sprawniej budowało nowe mieszkania. Jeśli chodzi o wykup z bonifikatą, należy to kontynuować. Niedobra jest za to sytuacja, że najemca takiego lokalu może go kupić w bardzo krótkim czasie. Udzielanie bonifikat łodzianom mieszkającym w zasobach komunalnych od lat, dbającym o nie, jest sprawiedliwe i uzasadnione. Nie może być tak, że ktoś stara się o lokal komunalny, bo nie stać go na kupno na wolnym rynku, dostaje je i za chwilę wykupuje z dużą zniżką. Jasne, że taka osoba będzie musiała zainwestować sporo w remont mieszkania i całego budynku, ale te bonifikaty są tak duże, że jest ona w pewien sposób uprzywilejowana. Ten system może powodować spekulacje.
K. Krubski: - Może albo musi...
T. Kacprzak: - Może. Nie chcę nikogo oskarżać, że działa w złej intencji. Ale wiemy, że ten system trzeba usprawnić. Zwłaszcza że mieszkanie kupione z bonifikatą i odsprzedane przed upływem pięciu lat oznacza zwrot bonifikaty, czego miasto dotychczas nie robiło. Dlatego uważam, że pomysł ograniczenia sprzedaży do najemców z 5-letnim stażem jest dobry.
W. Tomaszewski: - Założenie, że ktoś, kto jest najemcą, od razu jest przestępcą, jest wyjštkowo oburzające! Przecież radni współdecydują o przyznaniu lokalu, a więc monitorują cały proces. Zatem dlaczego teraz pojawia się sugestia, że ci ludzie są przestępcami?!
T. Kacprzak: - Absolutnie nie uważam, że łodzianie są przestępcami! Chodzi o to, że przepisy są naginane, wykorzystywane do tego, aby otrzymać mieszkanie, wykupić je z ogromną bonifikatą, a potem z zyskiem sprzedać. Chodzi o jasne i czytelne zasady, dla kogo są mieszkania komunalne. Nie chciałbym, aby osoby z najwyższymi wynagrodzeniami dostawały mieszkania od gminy. Dla nich jest wolny rynek.
W. Tomaszewski: - I tak jest! Proszę przeanalizować wnioski z ostatnich lat.
T. Kacprzak: - Ale pojawiały się patologie...
W. Tomaszewski: - Patologie trzeba natychmiast ścigać! Niech pan pokaże te patologie!
T. Kacprzak: - Chodzi o przydział mieszkania pani Małgorzacie Potockiej, dyrektor łódzkiego ośrodka TVP. Tę sprawę bada prokuratura.
W. Tomaszewski: - Czy to jest patologia, bo pan mówi o jednostkowym przypadku.
Krzysztof Piątkowski: - Ten przypadek wiele nas nauczył i nie wolno go lekceważyć. Nie zgadzam się z opinią, że nasze przepisy nie nadążają za boomem na rynku mieszkaniowym. Przypomnę, że zwiększenie bonifikat do 90 proc. było związane z tymi zmianami. Chodziło o to, by łodzianie mogli za podobne środki te lokale kupować, wyższa bonifikata miała wyrównać choć w części skok cen na rynku nieruchomości. Uważam, że przepisy są bardzo dobre i zastanawiam się, czy 5-letnia karencja jest potrzebna. Ważniejsze wydaje mi się, że najemca stanie się właścicielem. Nie ma chyba znaczenia, czy poczeka 5, czy 10 lat, bo będzie miał pewność, że to mieszkanie kiedyś będzie jego. Problem dotyczy sposobu dawania lokali w najem. Proszę wybaczyć, ale kiedy słucham zapewnień, że radni prześwietlają wnioskodawców, to... Radni dostają tylko podstawowe informacje o ubiegających się o gminne lokum. Poza tym obradują w tej sprawie z pospiechem, wniosków jest mnóstwo, żeby nie powiedzieć za dużo. A dokumenty dostają z opinią wydziału budynków. Jeśli jest pozytywna - z reguły podnoszą rękę za.
Tomasz Ciszewski: - Nie zgadzam się z zarzutami, że wnioski są niekompletne. Tak, radni dostają część informacji, ale każda sprawa to jest potężna teczka! Jeśli na komisji są dodatkowe pytania, staram się na nie odpowiadać. Ale nie wszystko wiem i wtedy odkładamy sprawę, aż informacje zostaną uzupełnione.
Małgorzata Niewiadomska-Cudak: -A dlaczego sprawy zaopiniowane przez radnych negatywnie wracają na komisję?
W. Tomaszewski: - Chciałbym zaproponować rozwiązanie rewolucyjne - znieście państwo tryb indywidualnego przyznawania mieszkań! I kłopoty się skończą. Tylko nie przychodźcie wtedy do mnie po pomoc w imieniu mieszkańca w trudnej sytuacji. Decyzje o trybie indywidualnym podejmowane były jeszcze za rządów SLD. I dobrze wówczas uchwalono, że nie decyduje o tym urzędnik czy prezydent. Bo jest system kontroli. Być może niedoskonały, ale jest.
Bartosz Domaszewicz: - Regulacje prawne trzeba uszczelnić. Czy przez 5-letnią karencję w wykupie, czy w inny sposób. Inna sprawa to odzyskiwanie bonifikat. To nie jest dobre serce gminy, tylko obowiązek narzucony ustawą z września 2004 r. Poza tym od 2006 r. nie mamy wieloletniego planu gospodarowania mieszkaniami, nie licząc polityki czynszowej. To trzeba nadrobić. Z indywidualnego trybu przyznawania mieszkań nie należy rezygnować. Jest potrzebny, a odpowiedzialność jest wspólna: prezydenta, urzędników i radnych. W przypadku pani Potockiej trwa przerzucanie odpowiedzialności. Przecież rada przyznając jej mieszkanie na czas nieoznaczony wiedziała, że kiedyś pani dyrektor może je wykupić. To jest przestroga na przyszłość.
T. Kacprzak: - Zniesienie trybu indywidualnego byłoby szkodliwe dla przypadków wyjątkowych. Bo przyznawanie mieszkań w tym trybie powinno być wyjątkiem, a powoli staje się regułą. Może trzeba go poprawić.
M. Cudak: - Nie wiemy, jakie mieszkania przyznajemy, o jakim metrażu. Takich informacji we wnioskach trafiających do komisji nie ma. Pani Potocka powinna dostać mieszkanie od telewizji, nie miasta. Poza tym dlaczego ta sprawa wracała na komisję dwa razy?
T. Ciszewski: - Sprawy wracają, bo radni tak decydują.
M. Cudak: - Decydujemy tak tylko w przypadkach, gdy mamy dużo pytań, a pan nie potrafi na nie odpowiedzieć. Ale nie podejmujemy żadnej decyzji, dopóki pan tych informacji nie uzupełni.
W. Tomaszewski: - Całe szczęście, że jest ta komisja, że ani ja, ani prezydent nie musimy podejmować takich decyzji. Ale jeśli jest wola, by tryb indywidualny znieść, to proszę bardzo, zaakceptuję to.
T. Kacprzak: - Tryb indywidualny musi zostać. Możemy, na wniosek prezydenta, przyznać mieszkanie osobie znanej, np. pani Potockiej, ale na czas pełnienia funkcji. Mamy to zapisane w uchwale. Wtedy nie będzie takich kłopotów, bo takie obostrzenie nie pozwala na wykup mieszkania. Chodzi o to, jakie mieszkanie taka osoba dostanie. Dlaczego apartament zamiast kawalerki? Skoro posłowie mogą mieszkać w hotelu w 15-metrowych pokojach, dlaczego gmina ma robić prezenty?
W. Tomaszewski: - To jest jakieś szaleństwo. Państwo tylko na bazie jednego przypadku...
M. Cudak: - To nie jest jeden przypadek!
Tomaszewski: - Bardzo się cieszę, że pani mówi, że to nie jest jeden przypadek! Jeśli było więcej, zaraz sprawdzimy.
M. Cudak: - Mam nadzieję, że sprawdzicie!
T. Kacprzak: - Ten przykład wystarczająco pokazuje, że obowiązujące przepisy są źle stosowane. Tak jak ze zwrotem bonifikat. Ten przepis jest tak skonstruowany, że można go łatwo obejść. Ale obowiązkiem urzędników jest sprawdzać i wyłapywać takie patologie.
W. Dyakowski: - Bonifikaty mamy cały czas pod kontrolą. Od września 2004 r. sprzedaliśmy 5173 lokale, z których 380 zostało sprzedanych przed upływem 5 lat. Ustawa mówi wyraźnie, w jakich wypadkach zwrotów nie możemy się domagać, dlatego każdy taki przypadek musimy dokładnie sprawdzić. Nie jest to łatwe, bo chodzi m.in. o konkubinat. Z rodziną też jest kłopot, nie ma gwarancji że np. Janina Kowalska jest córką czy siostrą Jana Kowalskiego. Na razie od trzech osób żądamy zwrotu bonifikaty, finalizujemy cztery kolejne sprawy. Ale na dochodzenia roszczeń mamy 10 lat, żadna sprawa się nie przeterminowała.
T. Kacprzak: - Przepis jest wadliwy, ale możemy się jakoś zabezpieczyć przed spekulacją. Nam nie chodzi o ograniczenie dostępu do mieszkań komunalnych, ale o to, aby trafiały do rzeczywiście potrzebujących.
K. Pištkowski: - Trzeba uderzyć się w pierś, zamiast wzajemnie oskarżać. Pani radna Cudak nie chce się zgodzić, że projekty o przydział mieszkań wracają na komisje z inicjatywy radnych. Ale tak jest, zdarza się, że radni zmieniają swoje decyzje. Wszyscy popełniamy błędy, trzeba to głośno powiedzieć. Przecież poprzednia rada mogła przyznać pani Potockiej mieszkanie tylko na czas pełnionej funkcji. I nie byłoby sprawy. Bijmy się w pierś i przyznajmy do błędu.
M. Cudak: - Chcę wiedzieć, czy jeśli prokuratura udowodni, że pani Potocka skłamała, pisząc we wniosku, że nie ma tytułu prawnego do innego mieszkania, to miasto odbierze jej ten lokal?
W. Tomaszewski: - Pani Potocka, choć to jest jeden przypadek dania mieszkania osobie ze świata artystycznego, zostawiła wcześniej Łodzi cztery mieszkania. Żadnego nie wykupiła, mimo że jest łodzianką, tutaj się urodziła, żyła, nie jest osobą wyklętą. Kiedy radni opiniowali przyznanie mieszkania pani Potockiej, tak duże lokale nie szły w przetargach, nie było chętnych na ich najem. Zaczął się boom mieszkaniowy i od tego czasu żadne duże mieszkanie nie zostało nikomu przyznane.
K. Krubski: - Zostawmy sprawę pani Potockiej, zajmuje się nią prokuratura, zaraz zajmie się też CBA. Podyskutujmy o tym, co generalnie trzeba poprawić.
B. Domaszewicz: - Nie ma jasnego planu gospodarowania mieszkaniami, to trzeba zmienić. Zgoda jest też co do tego, że sito jest niezbyt gęste, należy je uszczelnić. Odrębna sprawa to zaostrzenie przepisu dotyczącego wykupu lokali. Projekt jest, trzeba go przegłosować.
T. Kacprzak: - Pani radna Cudak ma dobry pomysł, by ograniczyć sprzedaż lokali dla najemców z 5-letnim stażem. Poprę ten projekt, bo uszczelni system.
W. Dyakowski: - Decyzja należy do radnych, ale chcę zwrócić uwagę, że każdy najemca mieszkania komunalnego pierwsze, co zrobi, to je wyremontuje. A za 5 lat będzie musiał zapłacić za nie więcej, bo po remoncie mieszkanie zyska na wartości. Stąd te błyskawiczne wykupy, ludzie nie chcą płacić więcej niż muszą.
M. Cudak: - Nie rozumiem postawy pana dyrektora. Nowelizacja sprzedaży jest skierowana do osób już mieszkających w tych lokalach. Nie zgadzam się też z panami, mówiącymi, że to radni przyznają mieszkania. Radni tylko opiniują, dlatego będę żądać od miejskich urzędników opinii prawnej, czy faktycznie komuś takie mieszkanie się należy. Z uzasadnieniem.
W. Tomaszewski: - Dziwię się, dlaczego interesuje panią przydział mieszkań tylko w obecnej kadencji prezydenckiej, a nie wcześniej? Za rządów SLD? Skoro mamy upubliczniać, to całą, nie tylko fragment rzeczywistości. Jestem za ujawnianiem, bo tak pokażemy, jak miasto pomogło mieszkańcom. Wierzę, że do 2002 r. także były przypadki pomocy. Nie ma co się emocjonować faktem, że ktoś czekał na przydział dzień. Bywają wypadki, że ktoś mieszka z matką, ona zmarła, i on prosi o przydział. Dostanie zgodę natychmiast. W innych wypadkach trwa to tygodniami, bo taka jest procedura. Zgadzamy się, że sprzedaż mieszkań z bonifikatą jest dobrym pomysłem, więc będziemy to kontynuować. Jeśli państwo uznacie, że należy przegłosować 5-letnią karencję, nie widzę przeszkód.
T. Kacprzak: - Różnimy się w ocenie realizacji przepisów. Indywidualne przypadki przyznawania mieszkań trzeba upubliczniać, tak by wszystko było jasne. Zgadzam się, aby osoby ważne dla miasta, na wniosek prezydenta, dostawały mieszkania od gminy na czas pełnienia funkcji. Ale uzgodnijmy, jakie to mają być mieszkania.
W. Tomaszewski: - To proszę zmienić nowe przepisy.
T. Kacprzak: - Przepisy są dobre, ale radni muszą być dociekliwi. Dobrze prześwietlać wnioski, może trzeba wnioskodawców zapraszać na komisje, by odpowiadali na pytania. Po szczegółowym zbadaniu sprawy nikt nie będzie się wstydził swoich decyzji. Jako szef rady będę rozmawiał z radnymi, by na komisji pracowali rzetelnie. Trzeba też wprowadzić jasny i przejrzysty system informowania łodzian o tych przydziałach.
M. Cudak: - Nie może być tak, że radni dostają na komisje po 30 wniosków i to lakonicznych. Niech będzie ich kilka, ale przygotowanych wnikliwie.
T. Kacprzak: - Wniosków ma być tyle, ile spraw jest do załatwienia. Ale radni muszą je dostawać wcześniej, by mogli się przygotować, a na komisji zadać tylko dodatkowe pytania. I podjąć decyzję.
K. Piątkowski: - Co stoi na przeszkodzie, by radni z komisji mieszkaniowej odpowiedzieli sobie na pytanie, jakie muszą mieć informacje, by zgodnie ze swoim sumieniem decydować o przydziale? Przecież mogą się zebrać, spisać swoje postulaty i przekazać urzędnikom. Nie przerzucajmy się odpowiedzialnością, tylko pracujmy rzetelnie.
B. Domaszewicz: - Procedury pracy musi wypracować sobie komisja. Ale zawsze może być jakiś błąd ludzki, więc jeśli wprowadzimy w wykupie 5-letnią kadencję, ten błąd będzie można naprawić. Takie mieszkanie nie zniknie. Jeśli gmina chce sprzedawać lokale, to do łodzian powinna trafić informacja, na jakich zasadach mogą je kupić.
T. Kacprzak: - Na najbliższej komisji mieszkaniowej poproszę jej przewodniczącego, by radni określili, jakich informacji potrzebują, by podejmować dobre decyzje. Jeden z członków prezydium rady będzie monitorował prace komisji. Monitorowaniem urzędników niech się zajmie prezydent, on jest ich pracodawcą.
W. Tomaszewski: - Z przyjemnością będziemy publikować w Internecie całą procedurę przyznawania mieszkań. Obiecuję też staranność przy szykowaniu wniosków. I pełną informację publiczną, ze wszystkimi szczegółami.
* * * * *
Naszymi gośćmi byli:
Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi
Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi
Wojciech Dyakowski, dyrektor wydziału geodezji, katastru i inwentaryzacji Urzędu Miasta Łodzi
Tomasz Ciszewski, zastępca dyrektora wydziału budynków i lokali Urzędu Miasta Łodzi
Małgorzata Niewiadomska-Cudak, radna LiD
Krzysztof Piątkowski, radny PiS
Bartosz Domaszewicz, radny PO.
Debatę prowadzili:
Robert Sakowski, redaktor naczelny "Polski Dziennika Łódzkiego"
Krzysztof Krubski, zastępca redaktora naczelnego "Polski Dziennika Łódzkiego"
Monika Pawlak, dziennikarz działu Łódź
Paweł Domarecki, zastępca kierownika działu Łódź
POLSKA Dziennik Łódzki, 27 lutego 2008
Gminne wykupisz za pięć lat
Jutro łódzcy radni zmodyfikują zasady sprzedaży mieszkań komunalnych. Nadal będą obowiązywać 90-procentowe bonifikaty, ale prawo do wykupu takich lokali będą mieli najemcy z co najmniej 5-letnim stażem. To projekt radnej LiD Małgorzaty Niewiadomskiej-Cudak, ale poparcie zadeklarowała już Platforma Obywatelska i wstępnie Prawo i Sprawiedliwość.
- To dobry pomysł, pomoże zapobiegać spekulacjom gminnym majątkiem - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.
Krzysztof Piątkowski z PiS zadeklarował, że pomysł poprze, choć ma wątpliwości, czy okaże się on skuteczny.
- Rozumiem intencje radnej Cudak, choć uważam, że przed wtórnym obrotem mieszkaniami komunalnymi powinna powstrzymywać groźba zwrotu bonifikaty - tłumaczy Piątkowski.
Znacznie więcej kontrowersji wzbudza druga poprawka radnej Niewiadomskiej-Cudak. Chodzi o mieszkania o powierzchni powyżej 80 metrów kwadratowych. Zdaniem radnej LiD, nie powinno się ich przyznawać łodzianom w drodze indywidualnych decyzji, ale sprzedawać w przetargach.
Temat ten poruszyliśmy także podczas sobotniej debaty w redakcji "Polski Dziennika Łódzkiego". Wszyscy uczestnicy dyskusji poparli proponowane zmiany w zasadach sprzedaży lokali komunalnych, kontrowersje wzbudziła obowiązkowa sprzedaż mieszkań o dużej powierzchni. Małgorzata Niewiadomska-Cudak zadeklarowała, że będzie przekonywać radnych do swoich racji.
Podczas debaty Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, zobowiązał się, że poprosi radnych z komisji mieszkaniowej o wskazanie, czego potrzebują, by obrady komisji usprawnić. Chodziło o informacje o wnioskodawcach ubiegających się o gminne lokale. Radni skarżyli się, że są zbyt lakoniczne. Wczoraj Kacprzak złożył pismo w tej sprawie u Jana Mędrzaka, szefa komisji mieszkaniowej. Przygotowany spis potrzebnych danych przewodniczący przekaże miejskim urzędnikom.
POLSKA Dziennik Łódzki, 26 lutego 2008
Mieszkaniowa debata - Sprzedaż komunalnych - do uszczelnienia!
Gmina Łódź ma około 70 tys. lokali mieszkalnych i jest największym kamienicznikiem w kraju. Uwłaszczenie najemców na tym składniku majątku miasta jest dobrym rozwiązaniem, ale system przyznawania i sprzedaży mieszkań komunalnych jest niedoskonały, czego dowodem była wykryta i opisana przez nas sprawa apartamentu szefowej łódzkiej telewizji. Co zrobić, aby to zmienić?
Redakcja "Polski Dziennika Łódzkiego" w sobotę zorganizowała debatę, na którą zaprosiliśmy wszystkich, którzy mają wpływ na gospodarkę nieruchomościami w mieście. Naszymi gośćmi byli: Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi, Tomasz Ciszewski, zastępca dyrektora wydziału budynków i lokali, Wojciech Dyakowski, dyrektor wydziału geodezji, katastru i inwentaryzacji, Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, oraz radni: Małgorzata Niewiadomska-Cudak (LiD), Krzysztof Piątkowski (PiS) i Bartosz Domaszewicz (PO).
W dyskusji wszyscy uczestnicy spotkania zgodzili się, że lokale gminne należy sprzedawać. Włodzimierz Tomaszewski przypomniał, że w roku 1990 gmina miała w swoich zasobach około 120 tys. lokali. Była też pionierem w kraju, jeśli chodzi o udzielanie bonifikat na sprzedaż własnych lokali. Zaczęła od 30 proc. zniżki, a od ubiegłego roku sięga ona 90 procent. Tomasz Kacprzak zwrócił uwagę, że powszechne uwłaszczenie najemców jest słuszne i należy je kontynuować. Bo tam, gdzie najemcy stają się właścicielami, a więc i gospodarzami nieruchomości, kamienice pięknieją.
Kontrowersje i ostrą chwilami dyskusję wywołał natomiast sposób przyznawania lokali i wynikających stąd nieprawidłowości. Małgorzata Niewiadomska-Cudak zarzuciła urzędnikom, że wnioski o przydział mieszkań przygotowują niestarannie, brakuje w nich wielu danych. Tomasz Ciszewski zapewnił, że na prośbę radnych uzupełnia brakujące informacje. Zaś Krzysztof Piątkowski uważa, że i radni, i miejscy urzędnicy muszą uderzyć się w pierś, przyznać do błędów i spróbować je naprawić, by w przyszłości ich uniknąć.
Ustalono, że radni z komisji mieszkaniowej będą dostawać dopracowane wnioski o przydział lokali. Dyrektorzy merytorycznych wydziałów będą je zaopatrywać także w opinie prawne - by nie było wątpliwości, czy proszącemu o lokal gminny on się należy.
Prezydent Tomaszewski zapewnił, że informacje dotyczące przydziału lokali konkretnym osobom będą na bieżąco publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Z kolei duże mieszkania, o powierzchni ponad 80 metrów, gmina może sprzedawać w przetargach. A pieniądze przeznaczy na remont gminnych budynków i budowę nowych bloków komunalnych.
Pełną relację opublikujemy w środowym wydaniu "Polski Dziennika Łódzkiego".
POLSKA Dziennik Łódzki, 25 lutego 2008
Radny Godson nie załatwi radnym laptopów
Ile kosztuje miasto korespondencja wysyłana do radnych? Znaczki, koperty, papier? A kserowanie dokumentów? Takimi pytaniami zasypał przewodniczącego rady miejskiej John Godson, radny Platformy Obywatelskiej. I zasugerował, że taniej byłoby kupić radnym... służbowe laptopy.
- Takie rozwiązanie byłoby prostsze, bo komunikacja elektroniczna powoli wypiera tradycyjną - argumentuje John Godson. - Można by też zaoszczędzić nieco pieniędzy.
Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, potraktował pytania bardzo poważnie. Sprawdził koszty korespondencji biura rady miejskiej i okazało się, że w ubiegłym roku na przesyłki pocztowe wydano niewiele ponad 18 tys. złotych. Koperty kosztowały łącznie 300 zł, a papier potrzebny do ksero i drukarek - 5,9 tys. złotych. Czyli razem wydano 24 tys. zł, ale są to koszty całej korespondencji zewnętrznej rady miejskiej.
- Nie wiem, ile kosztowały listy wysyłane do radnych, ponieważ nie prowadzimy takich rachunków - wyjaśnia przewodniczący Kacprzak. - Szacuję, że około trzydziestu procent. Niemal cała korespondencja kierowana do radnych trafia do ich skrytek, nie wysyłamy jej do ich domów, nie ma takiej potrzeby.
Zatem o laptopach służbowych radni powinni zapomnieć? W tej kadencji - tak. Na kupno 39 przenośnych komputerów dla radnych budżet miasta musiałby przeznaczyć około 100 tys. złotych. Według Kacprzaka, to stanowczo za drogo. A do tej kwoty trzeba jeszcze doliczyć modemy potrzebne do podłączenia ich do sieci. Eksploatacja jednego pochłonęłaby rocznie 948 zł, a radnych jest 43. Co rocznie dodatkowo kosztowałoby ok. 41 tys. złotych.
- Przewodniczący i wiceprzewodniczący mają służbowe laptopy, ale zostały kupione w miejsce starych komputerów stacjonarnych - tłumaczy Kacprzak. - Na początku kadencji wymieniliśmy również przestarzały sprzęt w biurze rady. Bo zależy nam, by radni byli obsługiwani sprawnie i szybko.
Przewodniczący rady podkreśla, że jest zwolennikiem nowoczesności i informatyzacji. Zależy mu, by Łódź przodowała i w tej dziedzinie, ale są pilniejsze potrzeby niż fundowanie radnym komputerów.
- Dyskutowaliśmy o tym na początku kadencji - przypomina Kacprzak. - Wówczas radni wszystkich opcji zgodnie zdecydowali, że służbowy laptop to zbytek. Radni mają diety, więc jak chcą, to sobie kupią.
Rzeczywiście, podczas sesji rady miasta coraz więcej rajców ma przed sobą laptopy. Nie wiadomo, czy kupili je z diet, czy mieli wcześniej, ale wykorzystują je w pracy. Większość posiadaczy przenośnych komputerów to ludzie młodzi, bardziej doświadczeni radni wolą jednak tradycyjny papier.
- To był kolejny czynnik przeciwko nabyciu laptopów - wyjaśnia nasz rozmówca. - Przecież nie każdy potrafi się nim posługiwać. Poza tym radni odchodzą w trakcie kadencji i co wtedy miałoby się dziać z komputerem? Komu należałoby go przekazać?
A jak to robią inni? Radni w Poznaniu i Krakowie mają służbowe laptopy, do takich ułatwień przymierza się także Wrocław. Łódzka rada miejska, przynajmniej obecnej kadencji, pozostanie przy tradycyjnych sposobach porozumiewania się. Tym bardziej że, jak wynika z ubiegłorocznych rachunków, papierowa korespondencja wcale nie jest taka droga, w dodatku znaczna jej część trafia na makulaturę.
Chodzi o stare gazety, czasopisma, projekty uchwał przygotowywane na sesje oraz dokumenty niezawierające danych osobowych. Te z danymi wrzucane są do niszczarek, nie ma zatem mowy, by wpadły w niepowołane ręce.
POLSKA Dziennik Łódzki, 9 lutego 2008
Reforma straży miejskiej
Rozmawiał Marcin Masłowski
Zapłacimy policjantom z budżetu miasta za dodatkowe patrolowanie osiedli, powstanie nowy system kamer monitorujących miasto i utworzymy policję municypalną w miejsce straży miejskiej - mówi Tomasz Kacprzak (PO), przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi
Marcin Masłowski: Jakie władze miasta i radni mają pomysły na poprawienie bezpieczeństwa w Łodzi? Oczywiście w tych granicach, w jakich samorząd może pomagać policji.
Tomasz Kacprzak: Pomysł, który chcemy zrealizować, to powstanie policji municypalnej, samorządowej. Polegać by to miało na wyjęciu ze struktur policyjnych prewencji i połączenia jej ze strażą miejską. Wtedy mielibyśmy policję municypalną podległą miastu. To my decydowalibyśmy o wydatkach i zadaniach takiej policji. Chyba warto, by bezpieczeństwem zajmował się także samorząd, ale do tego potrzebne są zmiany na szczeblu ustawowym.
Czyli to sprawa przyszłości. A co miasto robi teraz, by było na ulicach bezpieczniej?
- Reformujemy dogłębnie straż miejską. Jest nowy komendant, który ma sporo ciekawych pomysłów. Przede wszystkim strażnicy nie będą kojarzyć się łodzianom z zakładaniem blokad kół na Piotrkowskiej czy karaniem mandatami handlarzy pietruszką. W każdej delegaturze miejskiej zostanie utworzony posterunek straży i obowiązkiem strażników będzie patrolowanie ulic łódzkich osiedli. Lada dzień taki posterunek ruszy na Polesiu.
A macie na to pieniądze? Etaty na te patrole?
- Tak, mamy na ten rok na straż zagwarantowane 21 mln zł zamiast 14 w 2007 r. Za te pieniądze zwiększymy liczbę etatów strażników miejskich z obecnych 326 do 466. I to jeszcze w tym roku. Te 140 dodatkowych osób to właśnie patrole osiedlowe. Za biurkiem siedzieć nie będą. Zamiast tego mają reagować na każdy przejaw wandalizmu i chuligaństwa. A zdarzało się, że odwracali głowy na widok pijackich awantur na ulicach. Są też pieniądze dla policjantów, którzy chcą sobie dorobić dodatkowymi patrolami. W budżecie mamy na ten cel 700 tys. zł.
Jeszcze jakoś pomożecie w tym roku policjantom? Skarżą się, że nawet długopisów nie mają w komisariatach.
- Na długopisy zamówienia nie złożyli. Chcą kamer, latarek, aparatów cyfrowych, kserokopiarek, niszczarek do dokumentów. To w tym roku komisariaty dostaną. Sfinansujemy też jak co roku wyżywienie tzw. służby kandydackiej i monitoring dookoła łódzkich stadionów. Pieniądze na to są, w każdej chwili można je zacząć wydawać.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 5 lutego 2008
63. rocznica wyzwolenia Łodzi
Niebo płacze - powtarzali uczestnicy sobotniej uroczystości pod pomnikiem pomordowanych na Radogoszczu.
Kilkuset łodzian oddało hołd pamięci 1,5 tys. więźniów, których hitlerowcy spalili żywcem w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. Ocalało jedynie trzydziestu. Jeden spośród nich, Jan Wypijewski, jak co roku wziął udział w obchodach 63. rocznicy tragedii i wyzwolenia Łodzi przez Rosjan. Uroczystości rozpoczęły się od modlitwy, zainicjowanej przez biskupa Adama Lepę. - To miejsce, które nazywamy golgotą radogoską, pozwala uprzytomnić sobie, jak wiele zbrodni powoduje nienawiść - mówił. - Nienawiść człowieka do człowieka, narodu do narodu. I jak ważna jest miłość, która tę nienawiść zwycięża.
Za Polaków, pomordowanych w czasie II wojny światowej, modlili się u stóp mauzoleum łódzcy politycy, samorządowcy, uczniowie szkół, harcerze i kombatanci. Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej, przypomniał o ofiarach zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku: - Tam także ludzie wyskakiwali z okien płonących budynków. Tak jak więźniowie Radogoszcza padli ofiarą terroru i agresji, które przyjmują na świecie różne formy.
Pod pomnikiem złożono kwiaty. Uroczystościom towarzyszyła wystawa w muzeum. Zostały na niej zgromadzone pamiątki po więźniach: fotografie, dokumenty, przedmioty. Wiele eksponatów zaprezentowano po raz pierwszy.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 21 stycznia 2008
Radni przyjęli budżet Łodzi na 2008 rok
Po całodniowej dyskusji radni przyjęli budżet Łodzi na 2008 rok.
W tym roku dochody miasta wynoszą 2,3 mld zł i w porównaniu do roku ubiegłego wzrosły o 7,8 proc. Wydatki są na poziomie 2,4 mld zł, a deficyt jest poniżej 5 proc. i wynosi 114 mln zł. 23,5 proc. wszystkich pieniędzy Łódź wyda na inwestycje, m.in. budowę i modernizację dróg oraz dokończenie hali wielofunkcyjnej przy ŁKS.
Nasz budżet można porównać z budżetem Poznania. Bogatsze kasy mają Wrocław i Kraków - po 3 mld zł. Gdańsk może poszaleć za 1,8 mld zł. Daleko wszystkim do stolicy, której budżet wynosi 11 mld zł!
PiS: Budżet na czwórkę z plusem
Radni klubu PiS, wspierający prezydenta Jerzego Kropiwnickiego, bardzo chwalili budżet. - Dobry i perspektywiczny. Dochody zostały podzielone sprawiedliwie. Trzymamy w ryzach deficyt - ocenił Sławomir Worach, szef klubu PiS, i przeszedł do szczegółów: - Cieszą pieniądze na poprawę stanu sanitarnego szkół, który jest tragiczny. Będziemy mieć ich dwa razy więcej niż w zeszłym roku. O 27 proc. wzrosły pieniądze na kulturę i o ponad 90 proc. na inwestycje w łódzkiej służbie zdrowia. To ważne, bo za to uda się kupić sprzęt medyczny. O 30 proc. wzrosły pieniądze na teatry, a o 17 na biblioteki. Któż mógłby nie zagłosować za takim budżetem? - pytał.
PO: Budżet na czwórkę z minusem
Mateusz Walasek, szef klubu PO, zaznaczył, że budżet ma braki. - To jak w rodzinie: jest budżet na przygotowanie świšt, jest budżet na wakacje, a ten nasz budżet można porównać do budżetu na długi weekend: coś tam wyremontujemy, ale i stać nas będzie, by pójść na imprezę kulturalną - porównuje Mateusz Walasek. Radny był zadowolony, że jeszcze przed sesją udało się Platformie namówić prezydenta Kropiwnickiego do wprowadzenia kilku ważnych poprawek. Dzięki nim wygospodarowano pieniądze na poprawę funkcjonowania komunikacji miejskiej (by było czyściej i częściej), zwiększono pulę dla pracowników pomocy społecznej, zablokowano 300 tys. zł na budowę skateparku i przygotowanie projektu na zagospodarowanie terenów wypoczynkowych na Młynku. Dzięki radnym PO zwiększy się liczba masztów przy drogach, w który będzie umieszczany jeden "dyżurny" fotoradar.
Kluby PO i PiS chwalą budżet za poprawę bezpieczeństwa. Tomasz Kacprzak z PO: - Miasto dofinansuje policję kwotą 4,2 mln zł. Za połowę tej sumy policja kupi samochody, motocykle, na potrzeby komendy miejskiej policji, sprzęt do komisariatów i ruchome stanowisko dowodzenia do obsługi imprez masowych. Zwiększy się budżet straży miejskiej, a to przez wzrost liczby etatów z 326 do 466. Więcej strażników będzie patrolować łódzkie ulice.
LiD: Budżet na tróję
Dariusz Joński, szef klubu LiD, ocenił budżet jako mało perspektywiczny: - Koledzy radni z Krakowa mówią, że będą budowli metro. Koledzy z Wrocławia chcš budować lotnisko dwa razy większe od Okęcia. A my zostaniemy z tramwajem regionalnym. Budżet powinien odzwierciedlać wizję rozwoju miasta, a ten nie odzwierciedla żadnej wizji, bo jej nie ma - mówił.
Joński narzeka, że brakuje pieniędzy na oświatę, sport, promocję, kulturę i budownictwo mieszkaniowe. - 90 proc. łodzian, którzy przychodzą na dyżury radnych, pytają o mieszkania zastępcze i socjalne, a tych brakuje - mówi Joński.
Radnym LiD udało się uchwalić kilka poprawek, m.in. prof. Grzegorz Matuszak przeforsował 100 tys. zł na zakup dzieł sztuki dla łódzkich muzeów, a radna Iwona Bartosik - 40 tys. zł na przygotowanie dokumentacji do budowy lodowiska obok pływalni Wodny Raj na Teofilowie.
29 radnych zagłosowało za przyjęciem budżetu (radni PO, PiS i niezrzeszeni), 11 było przeciw (LiD) i nikt nie wstrzymało się od głosu.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 10 stycznia 2008
Budżet jest świetny... Jutro radni zdecydują o miejskich finansach
Jutro łódzcy radni zdecydują o miejskich wydatkach w 2008 roku. Radni Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej oceniają projekt budżetu pozytywnie i deklarują, że zagłosują "za". Klub Lewicy i Demokratów twierdzi, że to budżet stagnacji i nie wyklucza... odesłania projektu do ponownego rozpatrzenia przez komisję.
Tomasz Kacprzak (PO), przewodniczący rady miejskiej, twierdzi, że tegoroczny budżet jest najlepszym jaki w obecnych warunkach miasto mogłoby mieć. Podkreślił, że dochody są zaplanowano na rekordowo wysokim poziomie, bo aż 2,3 mld zł, czyli o ponad 165 mln zł wyższe niż w roku ubiegłym.
- Łódź nie jest najbogatszym miastem w Polsce, ale się rozwija. Przypomina małą motorówkę, nie ślimaka - mówi Tomasz Kacprzak. - Mamy ile mamy, teraz musimy dopilnować, by te pieniądze zostały mądrze wydane.
Czyli na co? Priorytetem według Kacprzaka jest bezpieczeństwo. Dlatego cieszy się z wyższych wydatków na policję, straż miejską i straż pożarną. Policja ma dostać ponad 4 mln zł (w 2007 r. 2,7 mln zł). Straż miejska - 20 mln zł zamiast 13 mln, jak w ubiegłym roku, a straż pożarna - 2,5 mln zł.
- Uważam, że to dobry budżet mimo, że na wszystko na pewno nie wystarczy - twierdzi Kacprzak.
Sławomir Worach, szef klubu radnych PiS, także uważa, że budżet jest dobry i jego radni będą głosowali za przyjęciem projektu. Woracha cieszą wyższe wydatki na kulturę (o 30 proc.), poprawę stanu sanitarnego szkół i przedszkoli oraz inwestycje w miejską służbę zdrowia. Czego brakuje?
- Za mało jest pieniędzy dla nauczycieli, chcemy przekonać prezydenta, by wygospodarował trzy miliony na podniesienie dodatków za wychowawstwo - tłumaczy Sławomir Worach.
Nie jest wykluczone, że przeciw przyjęciu budżetu w obecnym kształcie zagłosują radni LiD. Zdaniem lewicy to budżet stagnacji, nie rozwoju, poza tym zaniżono w nim przewidywane dochody. Chodzi o wpływy z podatku PIT i CIT.
- W ubiegłym roku planowaliśmy 550 milionów, dostaliśmy aż 700. W tym roku służby prezydenckie planują dochody z tego tytułu na poziomie 700 milionów, to zupełnie niezrozumiałe - wyjaśnia Dariusz Joński, szef klubu radnych LiD. -Za mała, naszym zdaniem, jest kwota przeznaczona na inwestycje. My chcemy wydać tylko 550 milionów, a taki Wrocław ponad miliard.
Według Jońskiego budżet niemal w każdym dziale zakłada niewielki wzrost przychodów i wydatków. Ale lewica chce inaczej rozdysponować wydatki. Jak? Więcej dla nauczycieli oraz na miejskie budownictwo.
- Rząd nam nie da na podwyżki dla nauczycieli, a to im się należy. Brakuje na remonty lokali socjalnych czyli dla najuboższych łodzian, a miasto chce dotować TBS - wylicza Joński.
Lewica zapowiada, że zgłosi 15 - 20 poprawek do budżetu. Jeśli nie zostaną zaakceptowane, wówczas chce wnioskować o odesłanie projektu do ponownego rozpatrzenia przez komisje. Tylko bez poparcia radnych innych opcji politycznych nic nie zdziała. A PiS i PO będą głosować za.
POLSKA Dziennik Łódzki, 8 stycznia 2008
Asystent wspomoże radnego
Od miesiąca łódzcy radni mogą "zatrudniać" społecznych asystentów. Zdecydowało się na to tylko dwóch z 43-osobowej rady: Sławomir Worach z PiS i Władysław Skwarka z LiD. Pierwszemu pomaga przedstawiciel PiS-owskiej młodzieżówki, a drugiemu - córka Kasia.
- To młody chłopak, student pierwszego roku. Sam się zgłosił, a właściwie prosił o tę "posadę" - mówi Sławomir Worach. - Ale nie po to, by pomagać, ale by uczyć się samorządu. Zobaczyć, jak rada miejska wygląda od kuchni.
Co zatem robi asystent radnego Woracha? Towarzyszy radnemu podczas obrad komisji finansów. Czyta projekty uchwał przygotowane na sesje. Przegląda uważnie projekt budżetu gminy.
- Zwykle ma wiele pytań, na które muszę szczegółowo odpowiadać. Tak naprawdę mam dodatkowe obowiązki, a nie pomocnika - tłumaczy Worach. - Ale skoro młodzież chce się uczyć, zdobywać doświadczenie, trzeba jej to umożliwić.
Katarzyna Skwarka, była koszykarka ŁKS, studiuje filologię angielską. W przyszłości chce zająć się tłumaczeniami politycznymi, więc asystowanie tacie w radzie miejskiej daje jej przedsmak przyszłej posady.
- Takie ma plany, ale najpierw niech skończy studia - mówi Władysław Skwarka. - Ale przydaje się taka pomoc. Kasia była ze mną na dyżurze, notowała wszystkie sprawy, z jakimi przyszli łodzianie, a później sporządziła protokoły.
Co jeszcze robi asystentka-córka? Zadebiutowała już na sesji rady miejskiej, ale jak przyznała, było raczej nudno.
Pozostali radni dotąd asystentów nie mają. Dariusz Joński z LiD twierdzi, że nie potrzebuje pomocnika. Krzysztof Piątkowski z PiS argumentował, że takim młodym człowiekiem należałoby się opiekować, a i bez tego radny ma dość pracy. O asystenta nie postarał się także pomysłodawca uchwały w tej sprawie - Tomasz Kacprzak z PO.
- Przygotowałem projekt uchwały na prośbę moich kolegów radnych. Nie dla siebie, nie potrzebuję pomocnika - tłumaczył Kacprzak.
Od grudnia radni mogą "zatrudniać" dowolną liczbę asystentów. Mają im pomagać w przygotowaniach do sesji, obrad komisji, pisać interpelacje i spotykać się w imieniu radnego z łodzianami na dyżurach. Mogą też wyszukiwać dla radnego informacje w internecie albo prowadzić ich stronę internetową. Asystent nie dostaje pieniędzy, ale uczy się pracy samorządu. Asystentem może zostać każdy młody człowiek, który wyrazi taką ochotę.
POLSKA Dziennik Łódzki, 5 stycznia 2008
Radni: wyprawmy urodziny Łodzi
Łódzcy entuzjastycznie proponują: zróbmy wielką imprezę, żeby w wakacje nasze miasto nie było pustynią!
Samorządowcy chcą zorganizować urodziny Łodzi. Imprezę - być może nawet kilkudniową - zaplanowano na środek lata. 29 lipca przypada bowiem 585 rocznica nadania Łodzi praw miejskich.
- Latem, kiedy w Łodzi nic się nie dzieje, chcemy zaproponować atrakcyjną imprezę dla tych, którzy zostali w mieście i dla tych, którzy na przykład jadą z południa kraju na wybrzeże i chętnie zahaczyliby o Łódź, w której jest jakiś ciekawy event - przekonuje Tomasz Kacprzak i daje przykład zlotu żaglowców w Szczecinie w 2007 r., który przyciągnął nieprawdopodobne tłumy turystów.
- Jest jakieś zaklęcie, że w sezonie urlopowym nic ciekawego nie może się zdarzyć. A we wrześniu wszyscy narzekają, że latem Łódź była pustynią. Chcemy to odczarować - mówi prof. Grzegorz Matuszak (LiD).
Na pomysł wpadł Tomasz Kacprzak podczas zeszłorocznych obchodów nadania Łodzi praw miejskich. Zobaczył w telewizji relację. Wyglądała mniej więcej tak: kilku przedstawicieli samorządu złożyło kwiaty pod tablicą pamiątkową i zapalili znicz. Koniec.
- A przecież to radosna rocznica! Będziemy obchodzić ją nie jak urodziny starszej pani, tylko młodej dziewczyny, która właśnie wchodzi w życie, rozpoczyna karierę. Tak jak nasze miasto - próbuje zarazić entuzjazmem Krzysztof Piątkowski, wiceprzewodniczący rady miejskiej.
Urodziny - rzecz jasna - będą kosztować. Na razie zapisano w budżecie 400 tys. zł. - Mało, chcemy zaproponować na sesji budżetowej, która będzie w środę, by zapisać 2 mln zł - zapowiada Dariusz Joński, szef klubu radnych LiD.
Wród pomysłów radnych są koncerty, ale także dostojniejsze imprezy, jak zjazd przedstawicieli miast partnerskich i prezydentów dużych miast Polski. Radni czekają też na pomysły łodzian i na ich propozycje, kogo warto zaprosić, co chcieliby przeżyć podczas urodzin Łodzi. - Chcemy, by łodzianie byli współautorami tego wydarzenia - zaznacza prof. Matuszak.
A o jakich wykonawcach marzą łódzcy radni? - Mnie by się marzył Depeche Mode, ale wiem, że to niemożliwe - mówi Tomasz Kacprzak (PO).
- Platforma Obywatelska na pewno będzie chciała zaprosić Dodę - dworował Dariusz Joński z lewicy, który sam zaproponował zespół Ich Troje.
- A ja widzę miejsce dla Piotra Rubika - dodał nieśmiało Krzysztof Piątkowski z PiS.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 5 stycznia 2008
Księgi dobrych życzeń
Każdy mógł się wpisać do Ksiąg Życzeń Noworocznych i złożyć Łodzi i regionowi życzenia. Ale z okazji tej skorzystało zaledwie kilkoro zwykłych łodzian. Przeważnie do ksiąg wpisywali się przedstawiciele władz miasta, przedstawiciele służb im podległych, rektorzy wyższych uczelni, honorowi konsulowie.
Jako pierwsi wpisali się sobie nawzajem Jerzy Kropiwnicki, prezydent Łodzi, Jolanta Chełmińska, wojewoda łódzki, Włodzimierz Fisiak, marszałek województwa i Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej. Przy okazji wznieśli też toast lampką szampana za pomyślność nowego roku.
Wojewoda Jolanta Chełmińska życzyła mieszkańcom Łodzi i regionu optymizmu i skuteczności w działaniu. - Oby te dobre inicjatywy, które powstają, nie umierały w zalążku - wyjaśniła. - Często sama obserwuję, że powstaje wiele cennych pomysłów, a potem wszystkie się rozmywają. Albo nie ma sprzymierzeńców, albo autorzy projektów dezerterują na pierwszym etapie. Siła każdego człowieka bierze się z wiary w to, co robimy. Życzę wszystkim umiejętności cieszenia się z dnia codziennego. Jesteśmy szczęśliwi, gdy każde zadanie podejmuje się z optymizmem, z nadzieją , że się uda, że jest ono komuś potrzebne.
Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, życzył łodzianom spełnienia marzeń, a regionowi - żeby rozwijał się i żeby wszyscy mieszkańcy stworzyli wspólnotę regionalną.
"Niech rok 2008 będzie czasem inspiracji, wyzwań i budowania, a nasz region stanie się miejscem bogatszym, bardziej atrakcyjnym i otwartym na świat" - życzył Łodzi i województwu marszałek Włodzimierz Fisiak.
Były też życzenia bardziej konkretne, odnoszące się do jasnych celów, które stoją przed miastem: "Byśmy wszyscy zrobili wszystko, by Łódź stała się miastem - Europejską Stolicą Kultury" - napisał prof. Jerzy Woźniak, rektor PWSTiTv.
"Szanowny Panie Prezydencie, składam serdeczne życzenia pomyślności i dalszych sukcesów przyczyniających się do rozwoju miasta i regionu" - wpisała do księgi prezydenta Karina Stasiak, studentka Uniwersytetu Łódzkiego.
Gazeta Wyborcza - Łódź, 4 stycznia 2008
Moje "Archiwum prasowe" z roku 2007
Moje "Archiwum prasowe" z lat 2004 - 2006
Moje "Archiwum prasowe" z lat 1996 - 2000
Strona główna: http://www.kacprzak.platforma.org/