Archiwum prasowe

 

Na tej stronie można przeczytać publikacje w prasie o mojej działalności publicznej w 2009 roku.

 

                                                                                                                                                            Tomasz Kacprzak


Czy kolej przetnie Łódź jak rzeka?

Kolej dużych prędkości może przeciąć na pół wschodnią część Łodzi.

W najbardziej pesymistycznym wariancie odseparuje północ i południe Widzewa. Obawiają się tego łódzcy radni, zagrożenia nie chcą natomiast dostrzec urzędnicy.

- Czy są plany budowy bezkolizyjnych przejazdów kolejowych i ile mogą one kosztować? - dopytywał się w środę podczas sesji Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miasta.

Wygląda na to, że miejscy urzędnicy nie analizowali jeszcze problemu. Wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski próbował tłumaczyć, że biegnąca przez Łódź kolej średnicowa to forma promocji komunikacji publicznej, która jest dla miasta najważniejsza. O szczegółowe wyjaśnienia poprosił specjalistów z kolei.

- Między Łodzią Fabryczną a stacją Łódź Widzew zaprojektowaliśmy dwupoziomowe skrzyżowanie linii KDP z linią konwencjonalną - wyjaśniał Grzegorz Nita, wicedyrektor łódzkiego oddziału gospodarowania nieruchomościami PKP SA. - Bezkolizyjny przejazd nad torami powstanie na ulicy Niciarnianej. Tam szybka kolej będzie już pod poziomem jezdni.

Wiadomo też, że zlikwidowany zostanie przejazd na ul. Widzewskiej. Co z przejazdami dalej na wschód, czyli na ul. Transmisyjnej, Malowniczej i Gajcego? Nie wiadomo. I to właśnie jest niepokojące.

- Nie wiemy jeszcze, którędy będzie biegła linia KDP - wyjaśniał Nita. - Rozstrzygamy przetarg na opracowanie studium wykonalności tej linii, ono określi, gdzie kolej wejdzie w tkankę miasta.

Gdyby okazało się, że KDP pojedzie trasą Koluszki - Łódź Fabryczna, na Widzewie zostanie jeden przejazd na ulicy Niciarnianej.

POLSKA Dziennik Łódzki, 22 października 2009


Którędy ten pociąg pojedzie?

W środę na sesji Rady Miejskiej radni będą się domagać od władz miasta informacji na temat modernizacji dworca Fabrycznego oraz budowy trasy szybkiej kolei przez Łódź.

Trasa kolejowa tego typu musi mieć wyłącznie bezkolizyjne skrzyżowania z drogami, co oznacza konieczność budowy w Łodzi kilku wiaduktów i tuneli.

- Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że ma być zlikwidowany przejazd na ul. Widzewskiej, a na ul. Niciarnianej ma być wiadukt. Nie wiadomo jednak, jak zostanie rozwiązana komunikacja na ul. Malowniczej i Transmisyjnej, czy ul. Hetmańska i Puszkina zostaną przedłużone, czy też nie - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.

Radni chcą debaty, bo przebudowa dworca i układu komunikacyjnego, na które przetarg ma być rozpisany w grudniu, to wydatek 3 mld złotych, w tym 600 mln zł z kasy miasta.

Express Ilustrowany, 20 października 2009


Na co Łódź pożycza 300 mln zł w Luksemburgu?

Na co Łódź bierze 300 mln złotych kredytu? Oto jest pytanie.

Skarbnik miasta nie chce na nie odpowiedzieć. Radni przypuszczają: na nowe centrum miasta. My tymczasem dowiadujemy się, że w przyszłorocznym budżecie ma zabraknąć 207 mln zł.

Skarbnik Łodzi Krzysztof Mączkowski ogłosił, że Łódź pożyczy 300 mln złotych w Europejskim Banku Inwestycyjnym w Luksemburgu. Sukcesem mają być warunki, na których dostaniemy pieniądze. Będzie to otwarta linia kredytowa, wypłata pieniędzy nastąpi w transzach do końca 2010 roku. Łódź będzie spłacać pożyczkę w latach 2012-2031. EBI nie zażądał od Łodzi żadnych zabezpieczeń, nie weźmie prowizji za udzielenie pożyczki, a jej oprocentowanie będzie niskie - na poziomie tzw. trzymiesięcznego WIBOR (to zmienna stawka, aktualnie wynosi 4,19 proc.).

Pytanie tylko, na co Łódź ma wydać te pieniądze, po co bierze kredyt. Choć umowa kredytowa ma być podpisana już w listopadzie, Krzysztof Mączkowski jest niezwykle enigmatyczny: - Pieniądze zostaną przeznaczone na realizację zadań ujętych w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym - mówi skarbnik. A na co konkretnie? Tego Mączkowski nie chce powiedzieć. Mówi, że lista nie jest jeszcze ustalona.

Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej, mówi, że pieniądze mogą zostać przeznaczone na rozpoczęcie przebudowy terenów wokół Dworca Fabrycznego i budowę nowego centrum miasta. - To przedsięwzięcie wpisane do WPI. W sumie inwestycja ma pochłonąć 3 mld zł, z czego miasto wyłoży 600 mln zł. W przyszłym roku ma być kopana wielka dziura pod dworzec podziemny, będą też m.in. wyburzane kamienice przy ul. Składowej - mówi Kacprzak.

Czy na pewno o to chodzi? Stuprocentowej pewności nie ma. Skarbnik Łodzi przyznaje, że przyszłoroczny budżet będzie "trudny" i że być może należy zweryfikować część planów inwestycyjnych. I w tym przypadku nie zdradza szczegółów.

Że będzie źle, potwierdza też Jerzy Balcerek, szef komisji finansów w Radzie Miejskiej, który mówi wprost: - W budżecie zabraknie 207 mln złotych. W związku z kryzysem 107 mln zł mniej wpłynie z budżetu państwa, o 100 mln mniejsze będą dochody gminy z powodu niepłaconych podatków - mówi Balcerek.

Władze Łodzi podkreślają, że 300-milionowa pożyczka należy do najniższych spośród tych, które w 2009 roku zaciągają inne polskie miasta. I tak Warszawa bierze 2,5 mld zł, Wrocław - 1 mld zł, a Poznań i Kraków - po pół mld zł.

POLSKA Dziennik Łódzki, 10 października 2009


W piątek pogrzeb Marka Edelmana

Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki, przewodniczący Rady Miejskiej Tomasz Kacprzak i prawdopodobnie wojewoda Jolanta Chełmińska wezmą udział w piątkowym pogrzebie Marka Edelmana.

Marek Edelman, zgodnie ze swoją wolą, ma zostać pochowany na cmentarzu żydowskim w Warszawie. Spocznie obok poległych w czasie powstania w getcie warszawskim przyjaciół z Żydowskiej Organizacji Bojowej. Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się o godz. 11. Kondukt przejdzie spod pomnika Bohaterów Getta.

POLSKA Dziennik Łódzki, 7 października 2009


Rada Miasta w obronie rzecznika

Konwent Rady Miejskiej (zrzeszający przewodniczących klubów oraz prezydium rady) przyjął w poniedziałek stanowisko, w którym protestuje przeciwko decyzji prezydenta Jerzego Kropiwnickiego o włączeniu stanowiska rzecznika Rady Miejskiej do struktur swojego gabinetu.

- To są drobne złośliwości na niskim poziomie. Osoba o tak dużym dorobku życiowym zachowuje się jak małe dziecko w piaskownicy, które chce pokazać, że jego kapsle lecą najdalej - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.

Członkowie konwentu zapowiadają, że jeśli prezydent nie cofnie swojej decyzji i gdy będzie podejmował dalsze kroki w celu ograniczania prac rady, również podejmą działania przeciwko niemu. A w kompetencji Rady Miejskiej leży np. ustalanie wysokości wynagrodzenia prezydenta, które obecnie jest na maksymalnym poziomie ponad 12 tys. zł, a które może zostać zmniejszone.

Express Ilustrowany, 6 października 2009


Radni bronią rzeczniczki

Konwent Rady Miejskiej jest oburzony decyzją prezydenta Jerzego Kropiwnickiego, który w piątek, niespodziewanie, zlikwidował samodzielne stanowisko rzecznika prasowego rady miejskiej.

Anna Kuźmicka, która pełni tę funkcję od 18 lat, została podwładną Kajusa Augustyniaka, rzecznika prezydenta.

W poniedziałek w tej sprawie zebrał się Konwent Rady Miejskiej: "Stanowczo protestujemy przeciw decyzji prezydenta miasta dotyczącej wyłączenia ze struktur Biura Rady Miejskiej stanowiska rzecznika prasowego rady miejskiej". Przeniesienie rzeczniczki bez konsultacji z szefem samorządu do struktur prasowych obsługujących prezydenta, konwent uznał za "praktykę naganną i nieprzystającą prezydentowi miasta metropolitalnego". Pod stanowiskiem konwentu podpisali się członkowie prezydium rady miejskiej i szefowie klubów PO, PiS i Lewica. Nie poparł go Klub Radnych Odpowiedzialnych.

- Nie wyobrażam sobie, żeby pani rzecznik miała być dyspozycyjna wobec pana prezydenta Kropiwnickiego - mówił Krzysztof Piątkowski, wiceprzewodniczący rady miejskiej.

- Prezydent zajmuje się roszadami w urzędzie. Sprawy bezpieczeństwa i czystości miasta odkłada ad calendas graecas - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 6 października 2009


Prezydent Kropiwnicki namieszał w urzędzie

Anna Kuźmicka, od 18 lat rzecznik prasowy Rady Miejskiej, otrzymała w piątek dodatkową funkcję - została powołana na stanowisko zastępcy rzecznika prasowego prezydenta Łodzi. Decyzję podjął Jerzy Kropiwnicki i uzasadniał to zmianami organizacyjnymi w urzędzie.

- Ja tego nie rozumiem. Argumentacja prezydenta mnie nie przekonuje. Jeżeli to miała być złośliwość wobec radnych, to jest to śmieszne posługiwanie się takimi metodami. Prezydent więcej czasu powinien poświęcić na zmiany w mieście, a nie w urzędzie - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.

Uzależnienie dotychczasowego rzecznika RM od urzędu prezydenta nie podoba się też pozostałym radnym - w poniedziałek zbierze się w tej sprawie konwent Rady Miejskiej.

Express Ilustrowany, 3 października 2009


Radni pytają o ochronę starej remizy przy Sienkiewicza 54

Łódzcy radni interweniują w sprawie wyburzania dawnej remizy strażackiej przy ul. Sienkiewicza 54. Do Rady Miejskiej od kilku dni zgłaszają się łodzianie, oburzeni niszczeniem charakterystycznego obiektu. Dzisiaj do prezydenta interpelację w tej sprawie składa Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady.

- Chciałbym dowiedzieć się, czy przy przekazywaniu tego obiektu były jakieś zapisy, dotyczące ochrony konserwatorskiej - wyjaśnia przewodniczący. - Skoro inwestor zaczął wyburzać remizę w piątek wieczorem, to można podejrzewać, że coś jest nie w porządku.

Informację o zapisach, zastrzegających ochronę frontowego budynku remizy, radnym i społecznikom przekazał mieszkaniec Łodzi, sam niegdyś zainteresowany kupnem obiektu.

- Nie mam tych dokumentów, sprawa od kilku lat była dla mnie nieaktualna - mówi. - Ale w miejskich umowach był zapis o konieczności zachowania frontu remizy.

W połowie lat dziewięćdziesiątych władze miasta chciały w ten sposób chronić obiekt ważny dla dziedzictwa kulturowego Łodzi, choć formalnie remiza nie była zabytkiem. O ochronę obiektu przez dzisiejsze władze pytają także radni Lewicy.

- Chcemy wiedzieć, jakie kroki poczynili urzędnicy, żeby zapobiec wyburzeniu - wyjaśnia radny Dariusz Joński. - Apelujemy też o ochronę reszty remizy przez miejscowy plan zagospodarowania.

POLSKA Dziennik Łódzki, 30 września 2009


Zdrożeją bilety MPK?

Na najbliższej sesji radni będą dyskutować o podwyżce cen biletów.

Miasto przygotuje projekt uchwały, który podniesie ceny biletów komunikacji miejskiej średnio o 10 proc. Cena biletu normalnego 10-minutowego ma wzrosnąć z 1,70 zł do 1,90 zł, a biletu ważnego przez pół godziny z 2,40 zł do 2,60 zł.

Podwyżka cen biletów ma spowodować większe wpływy do budżetu miasta, ale nie wiadomo, czy zgodzą się na nią radni. Komunikacja publiczna w Łodzi jest nieustannie krytykowana przez radnych opozycji za częste awarie i niepunktualną jazdę. - Podwyżka cen jest ostatecznością. Przewoźnik musi się postarać, by więcej łodzian chciało korzystać z komunikacji, by kursowała ona bez zarzutów, a pojazdy były czyste - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 30 września 2009


Prezydent chce od grudnia podwyżki cen biletów MPK

O 10 procent majš wzrosnąć od 1 grudnia ceny biletów MPK. We wtorek projekt uchwały w tej sprawie autorstwa Jerzego Kropiwnickiego trafił do Biura Rady Miejskiej.

Prezydent chce, by za 10-minutowy normalny bilet łodzianie płacili o 20 groszy więcej niż dotychczas, czyli aż 1,90 zł, a za bilet miesięczny 96 zł zamiast 88 zł. - Projekt trafi pod obrady na sesji 7 października. Prezydent uzasadnia podwyżkę małymi wpływami do budżetu i tym, że była ona przewidziana w tegorocznej uchwale budżetowej - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.

Wątpliwe jednak, żeby proponowana przez władze miasta podwyżka weszła w życie. Radni wielokrotnie zapewniali, że nie zgodzą się na to w tym roku.

Express Ilustrowany, 30 września 2009


MPK zapłaci za mandaty

Miejski przewoźnik pokryje wszystkie koszty i skutki związane z wprowadzeniem bezpłatnych przejazdów podczas tygodnia zrównoważonego transportu

Nasza czytelniczka podczas tygodnia zrównoważonego transportu dostała mandat za brak biletu. Tłumaczyła kontrolerowi, że posiada dowód rejestracyjny, ale niestety został w domu. Zapomniała go zabrać. Kontroler wystawił więc karę. Pani Monika przyjęła mandat. Na drugi dzień postanowiła pojechać do biura obsługi MPK, aby okazać dowód rejestracyjny. W MPK odmówiono jednak anulowania kary.

- Wiem, że powinnam mieć dowód rejestracyjny przy sobie, ale zgodnie z informacją na wydruku mandatu mam prawo do anulowania mandatu. W punkcie piątym jest napisane, że w cišgu siedmiu dni mogę przedstawić w siedzibie MPK dokument uprawniający do bezpłatnej jazdy i kara będzie anulowana. Skoro podczas tygodnia zrównoważonego transportu dowód rejestracyjny był dokumentem uprawniającym do przejazdu dlaczego nie można po jego przedstawieniu unieważnić mandatu? - pyta nasza czytelniczka.

Aby w czasie Tygodnia Zrównoważonego Transportu kierowcy mogli podróżować środkami komunikacji miejskiej bez kasowania biletu musieli mieć przy sobie dowód rejestracyjny samochodu z własnym nazwiskiem oraz dowód tożsamości.

Co jeśli tak jak nasza czytelniczka zapomnieli dowodu rejestracyjnego? MPK zapewnia, że wszystkie takie problemy zostaną wyjaśnione, a za wystawione mandaty zapłaci przewoźnik. - Ta akcja była częścią naszych badań dlatego pokryjemy wszystkie koszty związane z korzystaniem przez kierowców z komunikacji miejskiej w ramach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu - mówi Bogumił Makowski z MPK. - Dotyczy to także zwrotu nałożonej przez kontrolerów opłaty dodatkowej za przejazd bez ważnego biletu kierowców, którzy skorzystali z promocyjnych przejazdów. W związku z tym prosimy także panią Monikę o kontakt na któryś z numerów telefonów w celu załatwienia sprawy.

Przewoźnik zapewnia, że pracownicy Działu Obsługi Pasażera zostaną pouczeni jak mają się zachowywać jeśli chodzi o anulowanie kar i będzie przeprowadzona z nimi rozmowa dyscyplinująca.

Problem z darmowymi przejazdami pojawił się już na drugi dzień od ich wprowadzenia. Według radnych prezydent nie miał prawa decydować o takiej promocji. Zmiany cen biletów i darmowe przejazdy ma prawo ustalać bowiem tylko rada miejska. - Za wszystkie wystawione kary powinien zapłacić prezydent Jerzy Kropiwnicki - mówił Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.

Magistrat tłumaczy, że wszystko zostało zrobione zgodnie z prawem, a darmowe przejazdy podczas tygodnia mobilności są promocją MPK. Po kilku dniach okazało się, że to również część badań. - W czasie Tygodnia Zrównoważonego Transportu postanowiliśmy spróbować sprawdzić czynniki wpływające na skłonność posiadaczy samochodów do przesiadania się do tramwajów i autobusów. Z uwagi na fakt, że przeprowadzenie tego rodzaju badania przez profesjonalną agencję jest kosztochłonne i czasochłonne postanowiliśmy sami przeprowadzić doświadczenie - mówi Bogumił Makowski z MPK.

Gdzie anulować mandaty? MPK Łódź prosi osoby, które w czasie Tygodnia Zrównoważonego Transportu podróżowały na podstawie dowodu rejestracyjnego autobusami i tramwajami należącymi do MPK, o kontakt z MPK do końca wrzeœnia pod numerami telefonów: 6721340, 6721341, 6721343 oraz 6721321 lub na adres mailowy: dyspozytorzy@mpk.lodz.pl. Pod tymi numerami można też odwoływać się od wystawionych kar przez kontrolerów.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 25 września 2009


Jak MPK robiło akcję promocyjną

Cztery godziny debatowali radni, czy prezydent Łodzi mógł zwolnić kierowców z kupowania biletów MPK i pozwolić im na jazdę komunikacją miejską z dowodem rejestracyjnym. Ostatecznie sprawę zbada prokuratura.

W zeszłym tygodniu prezydent Jerzy Kropiwnicki ogłosił, że kierowcy, którzy zostawią samochód w domu, mogą podróżować komunikacją miejską za darmo, w razie kontroli okazując dowód rejestracyjny auta. To miał być prezent dla łodzian z okazji Tygodnia Mobilności (trwał od 16 do 22 września). Idea była słuszna, tylko radni zauważyli, że nie ma żadnej podstawy prawnej, by zwolnić zmotoryzowanych łodzian z kasowania biletów. Brakowało po prostu uchwały rady miejskiej. Z jej podjęciem nie byłoby problemów, gdyby prezydent przygotował taki projekt odpowiednio wcześniej.

Wczoraj na sesji radni domagali się wyjaśnień, na jakiej podstawie prezydent wprowadził taką ulgę dla kierowców. W imieniu prezydenta Kropiwnickiego wystąpiła Maria Maciaszczyk, jego zastępczyni. Powiedziała, że to wszystko wymyślił prezes MPK Krzysztof Wąsowicz, bo miała być to akcja promocyjna, a także badawcza MPK. Co badano? - Jaka jest skłonność właścicieli pojazdów do zmiany sposobu przemieszczania się po mieście - wyjaśniała Maciaszczyk.

Wąsowicz zwrócił się z pomysłem do Kropiwnickiego, a prezydent to ogłosił na briefingu. Ściągnięto więc na sesję prezesa Wąsowicza, by to wyjaśnił. Według prezesa o akcji promocyjnej zdecydował zarząd spółki.

Słowo: "promocja" prezes i wiceprezydent powtarzali bez przerwy. Tłumaczenie z mównicy wyglądało dosyć rozpaczliwie. Co chwilę wychodziły jakieś nieścisłości. Nie wiadomo - na przykład - dlaczego wcześniej prezydent nie mówił o żadnej promocji, ani o badaniach. Rzecznicy prezydenta Łodzi informowali media, że konsultowali się z Krakowem i tam wprowadzono takie ulgi dla kierowców bez uchwały rady miejskiej. Tymczasem radni zadzwonili do kolegów radnych z Krakowa i okazało się, że tam uchwała była przyjęta.

I najważniejsze: prezes powiedział, że taki proekologiczny kierowca, który uwierzył prezydentowi i jechał bez biletu (za to z dowodem rejestracyjnym), dostawał mandat! Nie płacił jednak kary, bo płaciło ją MPK do kasy miasta (było 21 takich przypadków). Podobno chodziło o to, by kasa miasta nie straciła na kierowcach bez biletu.

- Dlaczego nikt nie informował wcześniej kierowców, że będą karani mandatami, kiedy skorzystają z zachęty MPK i prezydenta? - pytali radni. Tego nie wyjaśniono. Każde kolejne tłumaczenie prezesa MPK i Maciaszczyk tylko pogrążało pomysłodawców. Niektóre oświadczenia były nawet przez radnych przyjmowane ze śmiechem. Czterogodzinna dyskusja zakończyła się przyjęciem przez radę miejską stanowiska w sprawie przekroczenia przez prezydenta uprawnień.

Z każdą godziną dyskusja stawała się coraz bardziej absurdalna. Radni mówili głośno, że prezes dorabia teraz ideologię do faktów, a w kuluarach powtarzano: "tonący brzytwy się chwyta".

Zapytaliśmy w kuluarach prezesa Wąsowicza o wynik badań rynku przyprowadzonych podczas akcji promocyjnej. Prezes mówił wcześniej, że takie badania zamówione w profesjonalnej firmie, kosztowałyby 100 tys. zł, a dzięki akcji promocyjno-badawczej mieliśmy je za darmo.

"Gazeta": - Jaką wiedzę zyskaliśmy?

Prezes: - Jaka jest skłonność do korzystania z komunikacji.

- I jaka jest skłonność?

- Niska.

- I za to zapłacilibyście firmie 100 tys. zł?!

- Myślę że tak, tyle kosztują na rynku badania tego typu. Trochę na tym rynku działam i myślę, że oferta byłyby w granicach 100 tys. zł.

Prawie czterogodzinna dyskusja zakończyła się przyjęciem przez radę miejską stanowiska w sprawie przekroczenia przez prezydenta uprawnień (22 radnych Lewicy i PO głosowało "za"). Stanowisko zostanie skierowane do wojewody, rzecznika dyscypliny finansów publicznych przy RIO i do prokuratury rejonowej Łódź-Śródmieście.

- Przerażające jest, kiedy prezydent miasta ogłasza ulgę, której nie ma. Obywatel myśli, że jest taka uchwała albo zarządzenie, a tymczasem nie ma nic takiego. Jest komunikat prezydenta i to co napisano w mediach. Wszelkie promocje trzeba robić z głową - podsumował Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.

Po zakończeniu dyskusji Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta, przysłał do mediów komunikat: "(...) Wypowiedź Prezydenta nie miała charakteru decyzji o zwolnieniu z opłat za przejazd pojazdami komunikacji miejskiej osób posiadających przy sobie dowód rejestracyjny, lecz jedynie przekazania informacji o akcji podjętej przez MPK sp. z o.o., skąd wzięła się też forma owego przekazu, czyli briefingu z udziałem dziennikarzy. W związku z tym nie może być mowy o jakimkolwiek przekroczeniu uprawnień Prezydenta jako organu władzy wykonawczej gminy".

Gazeta Wyborcza - Łódź, 24 września 2009


Za Falę zapłacimy dużo mniej

Być może dziś okaże się, że Fala nie kosztowała wcale miasta 17,5 mln zł, a zaledwie 8 mln zł. Jak to możliwe?

Na sesję rady miejskiej powraca sprawa Fali, a dokładniej rozliczeń między dawnym właścicielem aquaparku, czyli słoweńską firmą Makro 5, a obecnym właścicielem, czyli miastem.

Przypomnijmy, że kiedy powstawał aquapark, miasto było jego właścicielem w 17 proc. Resztę udziałów mieli Słoweńcy. W kwietniu tego roku Łódź odkupiła od Słoweńców wszystkie udziały, stając się jedynym właścicielem spółki. Uzgodniono, że miasto zapłaci dotychczasowemu wspólnikowi 17,5 mln zł.

Do dziś zapłacono Słoweńcom 7,5 mln zł. Zostało do spłaty 10 mln zł, które miały być przelane w dwóch ratach: do końca września i do końca października.

Jednak kiedy nowy zarząd spółki przejrzał dokumenty, odkrył, że Słoweńcy nie wykonali prac za 9,5 mln zł (Makro 5 było też generalnym wykonawcą obiektu). Wzięli zapłatę za obiekt, którego nie wykonali (nie wybudowali jednego budynku, w którym miały być biura, siłownia, kręgielnia, restauracja). - Czy chcieli celowo zataić, że wzięli pieniądze, czy planowali wykonać to w innym terminie? Tego nie wiemy - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, jeden z największych zwolenników odkupienia wszystkich udziałów w spółce.

Miasto postanowiło nie zapłacić Słoweńcom 10 mln zł, tylko potrącić sobie kwotę 9,5 mln zł, którą partner zataił w czasie negocjacji. Zapłaci im tylko 0,5 mln zł, bo to jest kwota bezsporna.

Taki projekt potrącenia będzie przedstawiony dzisiaj radnym na sesji. W projekcie uchwały napisano wprost: "Należy spodziewać się, że Makro 5 skieruje sprawę do sądu", a więc projektodawca liczy się z tym, że takie rozwiązanie nie spodoba się biznesmenom ze Słowenii. Zapewne woleliby dostać swoje 10 mln zł, a wtedy miasto mogłoby najwyżej sądzić się latami o 9,5 mln zł, które wykonawca policzył sobie za niewykonane roboty. - Jest ryzyko, że sprawa skończy się w sądzie, ale wydaje się, że warto je podjąć. Niech Słoweńcy starają się odzyskać pieniądze, jeśli mają rację. Ale wygląda na to, że nie mają. Wydaje mi się, że to dobre rozwiązanie - mówi Kacprzak i dodaje: - Falę odzyskamy za 8 mln zł. Uważam, że zrobiliśmy dobry interes, tym bardziej że przez tych kilka miesięcy Fala bardzo się zmieniła i podwoiła frekwencję.

Na sesji będzie poruszona też inna sprawa finansowa związana z Falą. Chodzi o przeniesienie do polskiego banku kredytu, który spółka Aqua Park Łódź zaciągnęła na budowę w banku słoweńskim. Jest to kwota ok. 50 mln zł, której spłata w polskim banku będzie korzystniejsza.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 23 września 2009


Na dowód rejestracyjny daleko nie pojedziesz

Według przewodniczącego rady miejskiej prezydent Łodzi złamał prawo, zezwalając, aby kierowcy, którzy zostawią samochody w domach i wsiądą do autobusów, za darmo mogli korzystać z komunikacji miejskiej

Chodzi o Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu. Urzędnicy od środy namawiają łodzian, aby pozostawili auta w garażach i korzystali z rowerów oraz komunikacji miejskiej. Aby zachęcić mieszkańców do podróżowania autobusami i tramwajami, na kilka dni wprowadzono wyjątkową promocję. Osoby, które mają przy sobie dowód rejestracyjny własnego samochodu, mogą jeździć pojazdami MPK za darmo.

Radni stwierdzili, że darmowe przejazdy zachęcające kierowców do korzystania z usług MPK są niezgodne z prawem. - Niestety, mam złą wiadomość. Wprowadzona przez prezydenta ulga nie obowiązuje - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej. - To był dobry pomysł i pewnie zyskałby poparcie radnych, ale niestety, nie otrzymaliśmy takiego wniosku. W tej chwili komunikat prezydenta nie ma mocy prawnej.

Według przewodniczącego takie promocje i wprowadzanie ulg może wprowadzać tylko rada miejska. Na potwierdzenie pokazuje pismo z ubiegłego roku. W interpelacji radny Mateusz Walasek pytał prezydenta, kto podejmuje decyzję w sprawie wprowadzenia takiej ulgi. W imieniu Jerzego Kropiwnickiego odpowiadał jego ówczesny zastępca Jarosław Wojcieszek. W piśmie czytamy: "Jedynym dokumentem regulującym przepisy taryfowe, w tym ulgi i zwolnienia z opłat za przejazd środkami lokalnego transportu zbiorowego w Łodzi, jest uchwała Rady Miejskiej (...)". Przeczytać można również: "Tego rodzaju działań promocyjnych przewoźnik nie może prowadzić z własnej inicjatywy".

W tym roku prezydent twierdzi już jednak, że MPK może takie działania prowadzić, i zachęca łodzian do korzystania z promocji. - Nie wykluczam złożenia doniesienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Prezydent naraził budżet na straty bez zgody rady miejskiej. Powinniśmy wiedzieć, ile miasto na tym straci - mówi Kacprzak.

Choć radni prawdopodobnie poparliby taki wniosek, to uważają, że łamania prawa tolerować nie mogą. Szybkie podpisanie zmiany uchwały też nie wchodzi w grę. Przygotowanie nowego projektu zajęłoby około dwóch miesięcy.

Co jeśli ktoœ posiadający przy sobie dowód rejestracyjny zostanie złapany? - Zgodnie z prawem taka osoba powinna zostać ukarana opłatą dodatkową - mówi Kacprzak. - Wtedy taki podróżny powinien iść do zarządu dróg i powiedzieć, że został przez prezydenta wprowadzony w błąd. Za wszystkie kary powinien zapłacić Jerzy Kropiwnicki.

Marzena Korosteńska, rzeczniczka prezydenta: - Kierowcy posiadający dowody osobiste mogą jeździć podczas tygodnia mobilności za darmo - zapewnia. - Wszystko jest zgodne z prawem.

To dlaczego w ubiegłym roku według wiceprezydenta nie było zgodne z prawem? - Konsultowaliśmy się z prawnikami i innymi miastami jak Kraków czy Poznań i okazało się, że możemy wprowadzić taką promocję - tłumaczy Korosteńska. I zapewnia: - Kontrolerzy kontaktują się z zarządem dróg, który informuje ich o uldze. Na pewno nikt spełniający warunki tymczasowej promocji mandatu nie dostanie.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 19 września 2009


Darmowe przejazdy - do prokuratury

Bezpłatne przejazdy tramwajami i autobusami MPK dla kierowców na podstawie dowodu rejestracyjnego auta, które ogłosił z okazji Tygodnia Zrównoważonego Transportu prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki, są bezprawne - twierdzą radni Platformy Obywatelskiej. I na dowód pokazują pismo sprzed roku, w którym wiceprezydent Łodzi wyjaśnia, że MPK nie może prowadzić takich działań.

- Radny Mateusz Walasek już rok temu złożył interpelację, w której pytał o możliwość bezpłatnych przejazdów MPK dla kierowców na podstawie dowodu rejestracyjnego w Dzień bez Samochodu. Wiceprezydent Jarosław Wojcieszek odpowiedział mu wówczas, że MPK nie ma możliwości wprowadzenia takiej akcji, bowiem decyzja o ulgach i zwolnieniu z opłat należy do Rady Miejskiej - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi. - W tym roku natomiast prezydent Kropiwnicki wydaje komunikat o ulgach bez żadnej podstawy prawnej.

Według Kacprzaka, Kropiwnicki przekroczył swoje kompetencje i naraził na szkody finansowe budżet miasta. W poniedziałek tą sprawą ma się zająć komisja gospodarki mieszkaniowej i komunalnej, a przewodniczący Kacprzak chce zgłosić ją do prokuratury.

Express Ilustrowany, 19 września 2009


Komunikacyjna promocja z finałem w prokuraturze?

Prezydencki pomysł darmowych przejazdów tramwajami i autobusami miał przekonać właścicieli aut do podróżowania komunikacją miejską. Ale zdaniem łódzkich radnych, prezydent łamie tą promocją prawo. Dlaczego?

- Wszelkie zmiany dotyczące taryf przewozowych leżą w kompetencji radnych i muszą być regulowane uchwałami - mówi Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej.

Darmowe przejazdy miały być formą świętowania Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu. Ale..

- Prezydent nie może ot tak zwalniać kogoś z obowiązku kasowania biletu. Argumentacja, że to promocja MPK, niczego nie usprawiedliwia, bo nie MPK sprzedaje bilety, tylko miasto - mówi Tomasz Kacprzak.

Ustaliliśmy, że prezydent nie konsultował tej kontrowersyjnej decyzji z prawnikami z magistratu ani Zarządu Dróg i Transportu, który zajmuje się dystrybucją biletów. Zapytany wczoraj, czy nie nadużył kompetencji - zaprzeczył. - To działanie promocyjne, krótkotrwałe, niezmieniające taryf przewozowych - mówi prezydent. - Decyzję podjąłem po konsultacjach z prezesem MPK.

Radni zgodnie twierdzą, że prezydent nie miał podstaw prawnych do takiej decyzji. Dlatego Tomasz Kacprzak wysłał do prezydenta pismo z prośbą o wyjaśnienia. Zapyta też skarbnika miasta o skutki tej decyzji dla budżetu miasta.

- Skoro części mieszkańców pozwolono nie kasować biletów, na pewno stracimy część wpływów z ich sprzedaży. Mamy prawo wiedzieć, jaka to będzie kwota - mówi Kacprzak. - Poczekam na wyjaœnienia, ale nie wykluczam, że sprawa trafi do prokuratury i rzecznika dyscypliny finansów publicznych.

Decyzja prezydenta dziwi także profesora Krzysztofa Skotnickiego, prawnika konstytucjonalistę z Uniwersytetu Łódzkiego. - Taka decyzja leży w kompetencjach Rady Miejskiej- mówi Skotnicki. - Poza tym nosi to znamiona różnicowania sytuacji prawnej obywateli, bo stawia pewną grupę w pozycji uprzywilejowanej.

Sami kierowcy uznali pomysł za nietrafiony. - Niepunktualne i brudne tramwaje mają zastąpić auto? - zżyma się Janusz Marchiński. - Może emeryta to skusi, bo zaoszczędzi kilka złotych, mnie nie.

To nie koniec. Prezydent funduje tydzień darmowych przejazdów, ale nie mówi, że szykuje podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej. Wysłał już w tej sprawie pisma do związków zawodowych MPK z prośbą o opinię. Wymaga tego procedura. Dwa związki zaopiniowały pomysł negatywnie. Stwierdziły, że droższe bilety będą antypromocją przejazdów tramwajami i autobusami.

O tym, że władze planują podwyżkę cen biletów o 10 gr informowaliśmy przed wakacjami. Bez tego nie da się zrealizować zaplanowanych wpływów do budżetu ze sprzedaży biletów. W tym roku ma to być 139 mln zł. Radni podwyżce mówią "nie".

POLSKA Dziennik Łódzki, 17 września 2009


Zamieszanie z darmowymi przejazdami MPK

Od środy właściciele aut mieli mieć przez tydzień do 22 września (w ramach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu) prawo do bezpłatnej jazdy tramwajami i autobusami MPK na podstawie dowodu rejestracyjnego samochodu.

Tak przynajmniej oznajmił na konferencji prasowej prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki. Jednak Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi, uważa, że ta decyzja jest nielegalna, bo wszelkie zmiany taryf powinni zatwierdzić radni. Zapowiada, że sprawą może się zająć prokuratura.

- Bezpłatne przejazdy dla kierowców to pomysł dobry, ale wprowadzony w sposób bezprawny - mówi Tomasz Kacprzak. - Gdy w ubiegłym roku na czas budowy ŁTR radni chcieli wydłużyć na trzy miesiące czas ważności biletów jednorazowych, konieczne były konsultacje m.in. ze związkami zawodowymi w MPK. Tak niestety powinno być i w tym przypadku. Prezydent nie jest królem czy namiestnikiem, żeby wydawać dekrety. To przekroczenie uprawnień i narażenie miasta na straty finansowe. Kontrolerzy mają obowiązek wykonywać nadal swoje obowiązki i wystawiać mandaty, bo nie ma podstawy prawnej, by ich z tego zwolnić.

Kacprzak już zwrócił się do Kropiwnickiego o wyjaśnienia. Gdy je otrzyma, zamierza zawiadomić o sprawie prokuraturę.

- Bezpłatne przejazdy dla właścicieli pojazdów przez tydzień to nie zmiana taryf, a działania promocyjne. MPK wolno prowadzić taką działalność w ograniczonym czasie, a w tym przypadku jest to związane z ogólnoeuropejską akcją. Podobne decyzje podjęli merowie i prezydenci innych miast europejskich - mówi Jerzy Kropiwnicki.

Kacprzak zapowiedział, że radni na przyszłość przygotują projekt uchwały, zwalniającej kierowców podczas Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu od konieczności kasowania biletów.

Zamieszanie trwa, tymczasem kierowcy w zdecydowanej większości ani myślą o przesiadaniu się do autobusów czy tramwajów i korzystaniu z komunikacji miejskiej. Niemniej jednak w MPK zapewniają, że żaden z pasażerów posiadających dowód rejestracyjny samochodu nie zostanie ukarany mandatem.

- Nawet turysta z Pernambuco, który pokaże kontrolerowi dowód rejestracyjny, może podróżować darmo - mówi Bogumił Makowski z MPK.

Express Ilustrowany, 17 września 2009


Kropiwnicki broni prezesa MPO

Jerzy Kropiwnicki jak lew bronił w środę na sesji rady miejskiej Grzegorza Kaźmierczaka, prezesa MPO.

Na sesji radni wysłuchali informacji o sytuacji w Miejskim Przedsiębiorstwie Oczyszczania. Ta sprawa interesowała ich bardzo, bo od lipca prezes Kaźmierczak nie pracuje. Kiedy był na urlopie, prokuratura chciała postawić mu zarzuty w sprawie niegospodarności w spółce. Chodziło o handel surowcami wtórnymi, na którym miała zarabiać wyłoniona bez przetargu niewielka firma. Odbierała od MPO na przykład czystą folię, PET-y lub chemię gospodarczą i sprzedawała z kilkakrotnym zyskiem. Jest też badana sprawa kupna od gminy mieszkania przez prezesa MPO oraz wykorzystywania pracowników do remontu własnego domu.

Kaźmierczak nie stawił się na żądanie prokuratury. Prosto z urlopu poszedł na zwolnienie lekarskie. To właśnie wzbudziło wątpliwości radnych, czy prezes "nie uciekł w chorobę".

Na sesji rezydent zapewniał, że spółka MPO pracuje normalnie i że za prezesa Kaźmierczaka finanse MPO zostały uzdrowione. Nie chciał mówić o ewentualnych zarzutach, bo tych prokuratura nie zdołała jeszcze prezesowi postawić. Jeśli postawi, to prezydent się do nich odniesie.

- Jeśli prezes Kaźmierczak uważa się za osobę pomówioną, powinien przerwać urlop, zorganizować konferencję prasową i zapewnić, że wszystkie informacje są nieprawdziwe. Gdybym się znalazł w takiej sytuacji, dążyłbym do jak najszybszego wyjaśnienia sprawy - mówił na sesji Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej. Zwrócił uwagę, że kiedy w poprzedniej kadencji wiceprezydenci Włodzimierz Tomaszewski i Karol Chądzyński mieli zarzuty, a potem sprawę w sądzie, byli zawsze dostępni dla mediów, prokuratury [sprawa ostatecznie zakończyła się oczyszczeniem ich z zarzutów - przyp. red.].

Prezydent odpowiedział, że Tomaszewski i Chądzyński mają doświadczenie w działalności opozycyjnej i inną konstrukcję psychiczną niż Kaźmierczak, który jest człowiekiem wrażliwym i w sytuacji stresu zachorował na serce.

Kropiwnicki jeszcze kilka razy w czasie sesji zapewniał o uczciwości Kaźmierczaka.

Dlaczego prezydent bronił go jak lew? Bo Kaźmierczak należy do najbliższych współpracowników prezydenta. Jest wiceprezesem ZChN-u i sekretarzem generalnym Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego. To jego w ogólnopolskich telewizjach było widać za plecami prezydenta Łodzi podczas wieczorów wyborczych i wszelkich działań związanych z inicjatywą przywrócenia Święta Trzech Króli.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 10 września 2009


Radni Platformy żądają głowy prezesa MPO

Radni Platformy Obywatelskiej chcą od prezydenta Jerzego Kropiwnickiego konkretnych działań w sprawie Grzegorza Kaźmierczaka, prezesa MPO. W środę podczas sesji wezmą prezydenta Łodzi w krzyżowy ogień pytań.

- Prezes miejskiej spółki ma mieć postawione prokuratorskie zarzuty, a został przez prezydenta zawieszony w prawach pracowniczych, a nie zwolniony - mówi Tomasz Kacprzak z PO, szef Rady Miejskiej.

- Skoro prezes nie pracuje, to na jakiej podstawie pobiera wysokie wynagrodzenie? To nieuczciwe wobec łodzian, a sama wizja prokuratorskich zarzutów ciążących nad zarządem miejskiej spółki fatalnie wpływa na wizerunek Łodzi.

Kacprzak dodaje, że prezes Kaźmierczak dotychczas nie uznał za stosowne wytłumaczyć się przed łodzianami.

- Grzegorz Kaźmierczak w żaden sposób nie skomentował ciążących na nim podejrzeń, dlatego chcemy usłyszeć zdanie prezydenta w tej sprawie - tłumaczy szef Rady Miejskiej. - Oczekujemy konkretnych decyzji, czyli odwołania zarządu MPO.

Przypomnijmy, że Grzegorz Kaźmierczak, prezes MPO i bliski współpracownik prezydenta Łodzi, Urszula Trochanowska, wiceprezes firmy, i Jan Olk, wicedyrektor, nie stawili się, mimo kilku wezwań, do prokuratury. Kaźmierczak najpierw był na urlopie, później zachorował. Trafił do szpitala w Łasku z powodu kłopotów kardiologicznych, później na oddział rehabilitacyjny. Na zwolnieniu lekarskim jest także jego zastępczyni, dlatego nie stawia się w prokuraturze. W sierpniu na wniosek rady nadzorczej MPO zarząd został zawieszony w prawach pracowniczych, co oznacza, że prezes i jego zastępczyni nadal pobierają pensję, choć nie pracują.

Śledczy z Prokuratury Rejonowej Łódź-Bałuty prowadzą postępowanie w sprawie nieprawidłowości w MPO, dotyczących m.in. sprzedaży po zaniżonej cenie surowców wtórnych. Zarzuty usłyszał już Paweł J., przewodniczący rady nadzorczej spółki. Wciąż nie udało się ich przedstawić nikomu z zarządu firmy.

POLSKA Dziennik Łódzki, 8 września 2009


Hołd dla poległych

Łodzianie uczcili pamięć żołnierzy, którzy zginęli podczas II wojny światowej. - Dla weteranów i kombatantów tamte straszne czasy są ciągle żywe. Dla młodych osób to historia, o której muszą pamiętać - mówił Franciszek Matysik z wojewódzkiej rady kombatantów.

O godz. 12 przed pomnikiem Chwały Żołnierzy Armii Łódź przy ul. Północnej zebrało się kilkaset osób. Wokół niego stanęły poczty sztandarowe policji, straży miejskiej i łódzkich szkół. Jak co roku zebrali się kombatanci, harcerze, delegacje organizacji społecznych oraz łodzianie, którzy przyszli oddać hołd poległym żołnierzom.

Obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej rozpoczęły się modlitwami prowadzonymi przez przedstawicieli gminy żydowskiej, kościoła prawosławnego, rzymskokatolickiego i ewangelicko-augsburskiego.

Następnie zabrzmiał sygnał Wojska Polskiego "Słuchajcie wszyscy" oraz hymn Polski, podczas którego wciągnięto na maszt biało-czerwoną flagę. Była również zmiana warty honorowej.

- II wojna światowa była koszmarem dla wszystkich Polaków i łodzian. Dzisiaj żyjemy w kraju wolnym i niepodległym. Trzeba jednak o tę wolność dbać, pamiętać o tym, co wydarzyło się 70 lat temu, i o tych, co za naszą wolność oddali życie - mówił Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.

Prezydent Jerzy Kropiwnicki apelował do uczniów, aby walczyli o prawdę historyczną: - Dzisiaj doczekaliśmy się przedziwnych oświadczeń zza wschodniej granicy. To wam przypada obowiązek walczenia o prawdę. Musi być ona głoszona jasno i bezpośrednio. Gdy się z tego rezygnuje, budzą się potwory. Potwory, które skaczą nam do gardła.

Do młodzieży zwrócił się również Franciszek Matysik, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Kombatantów i Osób Represjonowanych: - Młode pokolenie powinno pamiętać, aby oddawać hołd osobom, które w tamtych czasach zginęły za kraj. W imieniu kombatantów życzę młodzieży, aby nigdy nie musiała walczyć o wolność.

Kompania Wojska Polskiego wystrzeliła salwę honorową. Na koniec pod pomnikiem przy dźwiękach werbli złożono wieńce i zapalono znicze.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 2 września 2009


Bilety MPK pod lupą Rady Miasta

Po informacji Polski Dziennika Łódzkiego o problemach z biletami MPK dla opiekunów osób niepełnosprawnych, przewodniczący Rady Miejskiej Tomasz Kacprzak przygotował interpelację do prezydenta Łodzi.

- To MPK jest odpowiedzialne za informacje o taryfach i przepisach, jakie pojawiają się na przystankach. Przecież za to spółka dostaje od miasta pieniądze. Skoro MPK nie wywiązuje się z tych zadań, to najwyższa pora zastanowić się, czy miasto powinno mu wypłacać pieniądze - podkreśla Kacprzak. - Niedobrze się dzieje, jeśli dwie miejskie instytucje nie czują się odpowiedzialne za zaistniałą sytuację i zrzucają winę na siebie. To niedopuszczalne. A wina leży tutaj po obu stronach.

Tomasz Kacprzak podkreśla, że jeśli na przystankach brakuje odpowiednich informacji, to pasażerowie są wprowadzani w błąd.

Przypomnijmy: w ubiegłym tygodniu do redakcji Polski Dziennika Łódzkiego zgłosiła się Czytelniczka Joanna Pawlak, której kontrolerzy wręczyli mandat za to, że podróżowała na legitymację niepełnosprawnego wujka.

Według przepisów rozwieszonych na przystankach, kobieta miała do tego prawo. Przepisy mówiły jasno, że opiekun osoby niepełnosprawnej w drodze po podopiecznego może jechać komunikacją miejską darmo. Niestety, kontrolerzy sięgnęli do szczegółowej wersji taryfikatora. Według niej pasażerka, aby jechać darmo, powinna zgłosić się do Zarzšdu Dróg i Transportu po specjalny bezpłatny bilet. Pani Joanna nie wiedziała o tym. Została ukarana 100-złotowym mandatem. Kontrolerzy nie chcieli słuchać wyjaśnień naszej Czytelniczki.

POLSKA Dziennik Łódzki, 1 września 2009


Knebel dla radnych? Prezydent Łodzi napisał list do Bartosza Domaszewicza z PO

Prezydent Łodzi przekroczył kompetencje? Tak twierdzi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej z Platformy Obywatelskiej, broniąc partyjnego kolegi Bartosza Domaszewicza. Burzę spowodował list prezydenta, dyscyplinujący Domaszewicza, który od lipca jest też... wicedyrektorem nowej hali sportowej.

Prezydent Łodzi poczuł się urażony wypowiedzią Bartosza Domaszewicza na konferencji PO, podczas której radny stanął w obronie Zbigniewa Brzozy, odwołanego dyrektora Teatru Nowego. W liście do radnego prezydent pisze, że nie życzy sobie "publicznego artykułowania insynuacji" pod swoim adresem i zaleca, by radny wziął się do pracy. "Nalegam aby częściej zajmował się Pan swoimi obowiązkami pracowniczymi, zwłaszcza w godzinach pracy".

- To próba nacisku i utrudniania mi wypełniania mandatu radnego - mówił Domaszewicz. - Jako radny mam prawo, a nawet obowiązek komentować ważne wydarzenia w mieście. A rozliczą mnie moi wyborcy.

Jerzy Kropiwnicki tłumaczył, że nie knebluje radnych, ani nie wywiera na nich presji.

- Nie dyscyplinowałem radnego tylko członka partii politycznej - mówił prezydent. - A wicedyrektor Areny powinien znaleźć czas na swoje polityczne wystąpienia poza godzinami pracy.

Tomasz Kacprzak bronił kolegi radnego, argumentując, że prezydent przekroczył kompetencje, bo Domaszewicz wypowiadał się jako radny.

- Pan prezydent powinien przeprosić, a nie próbować w ten sposób kneblować radnym usta - dodał Kacprzak.

Konwent Rady Miejskiej skierował właśnie do prezydenta list w tej sprawie, wyrażając oburzenie i podkreślając, że radni mają prawo do wyrażania swoich opinii.

POLSKA Dziennik Łódzki, 26 sierpnia 2009


Syn Dejmka żąda od prezydenta Kropiwnickiego wykreślenia imienia ojca z nazwy Teatru Nowego

Piotr Dejmek, syn reżysera, założyciela i byłego szefa Teatru Nowego w Łodzi - Kazimierza Dejmka - chce, by usunięto imię jego ojca z nazwy teatru. Protestuje w ten sposób przeciw usunięciu Zbigniewa Brzozy ze stanowiska dyrektora artystycznego "Nowego". Piotr Dejmek napisał w tej sprawie list otwarty do Jerzego Kropiwnickiego, bo - jak zaznacza - bezskutecznie ubiegał się o spotkanie z prezydentem.

"Zwracam się do Pana ze stanowczym życzeniem wykreślenia nazwiska mego Ojca Kazimierza Dejmka z nazwy Teatru Nowego w Łodzi. Obserwuję losy tej bliskiej mi emocjonalnie Sceny z oddali, z uwagi na mój stan zdrowia" - pisze w liście Piotr Dejmek. - "(...)Niezależnie od tego, co myślę o p. Brzozie (...) fakt, że już po roku jego artystycznego dyrektorowania, coś dobrego w Nowym zaczęło się dziać, jest wystarczającym powodem, by prosić go o to, by zechciał ten teatr prowadzić dalej, a nie wyrzucać w atmosferze prowincjonalnego skandalu". Na zakończenie Dejmek dodaje: "Decyzja Pana Prezydenta jest smutnym dowodem Pańskiej, Pańskich urzędników i Pańskich doradców niekompetencji w kwestiach związanych z prowadzeniem teatru (...). Po raz kolejny (po kompromitującym epizodzie dyrekcji Grzegorza Królikiewicza) szarga Pan zawodowy dorobek Kazimierza Dejmka, stąd stanowcza prośba wyrażona w pierwszym zdaniu mego listu".

Co na to prezydent Jerzy Kropiwnicki? Zarówno list, jak i zawartą w nim proœbę skomentował krótko za pośrednictwem swojego rzecznika, Kajusa Augustyniaka, który powiedział: - Uważamy to za kolejny niesmaczny happening.

Dyrektorowi naczelnemu Teatru Nowego, Januszowi Michalukowi, też nie podoba się reakcja Piotra Dejmka.

- To zły pomysł, podyktowany emocjami - uważa. - Poza tym pan prezydent nie może nic w tej sprawie zrobić, ponieważ to rada miejska nadaje imię teatrowi.

Nadawanie imion placówkom miejskim, m.in. teatrom, to rzeczywiście prawo rady miasta, nie prezydenta. Wniosek mogą złożyć radny lub prezydent, ale decyzja należy do radnych. Teatr Nowy zyskał Kazimierza Dejmka za patrona w obecnej kadencji samorządu. Tomasz Kacprzak, szef Rady Miasta Łodzi, uważa, że wniosku o zmianę patrona Teatru Nowego raczej nie będzie.

- Rozumiem oburzenie bliskich Kazimierza Dejmka, ale trzeba pamiętać, że nie byłoby Teatru Nowego, gdyby nie słynny reżyser - mówi Kacprzak. - Dlatego sprawę trzeba rozwiązać w taki sposób, by Teatr Nowy nadal miał słynnego patrona.

Podczas wtorkowej sesji Rady Miasta radni będą przepytywać prezydenta Łodzi w sprawie odwołania Zbigniewa Brzozy. Chcą poznać prawdziwe powody tej decyzji, bo zdaniem radnych merytorycznych nie ma.

- Teatr pod wodzą dyrektora Brzozy, według krytyków, odzyskiwał prestiż, zdobywał nagrody, a to nie są powody do zmiany na tym stanowisku - argumentuje Kacprzak.

Radni chcą też m.in. usłyszeć czy Łódź jest tak bogata, żeby wypłacać pensje dyrektorowi, który został odwołany, choć ma kontrakt do grudnia.

- Pytań jest wiele, a chciałbym przypomnieć, że to radni decydują o dotacjach dla teatru - dodaje Tomasz Kacprzak. - Dlatego mamy prawo znać plany prezydenta wobec tej placówki, by odpowiedzialnie gospodarować publicznymi pieniędzmi.

To nie koniec. Część radnych zamierza wprowadzić do statutu Teatru Nowego poprawkę, polegającą na tym, że prezydent nie będzie mógł decydować o odwołaniu jego dyrektora.

- Chcemy przygotować projekt uchwały w tej sprawie- wyjaśnia Agnieszka Nowak, radna z PO. - Niestety, myślę, że nie uda się przywrócić Zbigniewa Brzozy na stanowisko. Aczkolwiek jeśli okaże się, że referendum jest nieważne, a jego wynik jest nieprawomocny, może będzie to możliwe. Referendum to bowiem forma obrony praw pracownika, organizuje je związek zawodowy lub pracownicy, a nie pracodawca.

Co będzie z Teatrem Nowym? Przypomnijmy, że prezydent Kropiwnicki powołał na pełniącą obowiązki zastępcę dyrektora ds. artystycznych "Nowego" Mirosławę Marcheluk (w poniedziałek była dla nas niedostępna), która na razie nie mówi publicznie o swoich planach. Co robić, zastanawia się też Zbigniew Brzoza.

- Teoretycznie prezydent zwolnił mnie z obowiązku świadczenia pracy, ale przecież rozpocząłem próby spektakli, między innymi "Rękopisu znalezionego w Saragossie" i mam nadzieję, że będę mógł je kontynuować - mówi. - Poza tym zajmowałem się przygotowaniem monodramów tańca nowoczesnego, z udziałem tancerzy z całego świata, które miały być prezentowane na początku września. Nie wyobrażam sobie, by mogło się to nie odbyć. Zastanawiam się też, jak będzie wyglądała sprawa z programem edukacyjnym, który jest moim programem autorskim.

POLSKA Dziennik Łódzki, 25 sierpnia 2009


Łodzianie znowu dostaną po kieszeni

Władze Łodzi chcą podwyżek cen biletów, wody, ścieków, czynszów

Władza nie zważając na trudny, kryzysowy okres, chce sięgnąć do naszych kieszeni. Według planów prezydenta Kropiwnickiego i jego ekipy, od stycznia mają wzrosnąć czynsze, opłaty za wodę i ścieki oraz lokalne podatki. Wcześniej, bo już jesienią miałyby zdrożeć bilety komunikacji miejskiej. Takie wytyczne władze Łodzi zapisały w założeniach do przyszłorocznego budżetu. Radni stanowczo mówią: "nie".

Kontrowersje budzą zwłaszcza podwyżki cen biletów MPK. Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi i autor założeń do budżetu, twierdzi, że podwyżki o 5,2 procent były planowane już na ten rok. I dodaje, że radni zobowiązali się je poprzeć, więc najwyższy czas, by uchwalić wyższe ceny. Co to oznacza dla pasażerów? Od września bilety jednorazowe będą kosztować o 10 groszy więcej niż teraz. Radni wszystkich opcji protestują.

- Prezydent tworzy założenia budżetowe, nie informując o tym rady. A później usiłuje szantażem wymusić głosowanie "za" - mówi Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej. - Szantaż polega na argumentach: poprzecie podwyżki albo budżet się nie dopnie i trzeba będzie ciąć wydatki.

Od stycznia na pewno zdrożeje woda i ścieki oraz podatki lokalne. O ile? Dokładnie nie wiadomo, ale w założeniach do budżetu zapisano, że "o poziom inflacji", czyli o 2-3 proc.

POLSKA Dziennik Łódzki, 30 lipca 2009


Prezydent chce podwyżki cen biletów

Łodzianie będą musieli mocno trzymać się za kieszenie. Władze miasta szykują nam podwyżki cen biletów MPK. Do tego mają wzrosnąć czynsze, podatki od nieruchomości oraz opłaty za wodę i ścieki.

- Ceny biletów nie zmieniły się od dwóch lat, więc kiedyś trzeba to zrobić - mówi Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi. - Zresztą waloryzacja cen o 5,2 proc., czyli 10 gr, była wpisana do założeń budżetu na ten rok. Dlatego trzeba ją przeprowadzić. Jeśli nie teraz, to w 2010 r.

O podwyżkach cen biletów MPK nie chcą słyszeć łódzcy radni. I zapowiadają, że nie zgodzą się na podwyżki dopóki nie wzrośnie poziom usług oferowanych przez MPK. Klub radnych Lewicy idzie jeszcze dalej i proponuje... obniżkę cen biletów. - Dlaczego miasto chce szukać dochodów w portfelach najbiedniejszych łodzian? Bo MPK zanotowało straty? To żaden powód, bilety już są dla wielu łodzian za drogie - mówi Dariusz Joński, szef radnych lewicy.

Lewica przygotowała uchwałę, zakładającą obniżkę cen biletów jednorazowych o 20 groszy i najpopularniejszej migawki o 9 zł, czyli z 88 zł do 79 zł. Zdaniem opozycji, budżet "straci" w ten sposób 13 mln zł, co nie jest kwotą dużą. A migawki są w Łodzi jednymi z najdroższych. W Warszawie migawka na wszystkie linie kosztuje 78 zł, w Łodzi 10 zł drożej.

Na podwyżki nie zgadza się też PO. Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej, twierdzi, że reperowanie budżetu nie jest argumentem. - Siedem miesięcy czekamy na strategię rozwoju komunikacji, tam miały być zapisy o cenach biletów. Na jakiej podstawie ma być ta podwyżka? - mówi Kacprzak.

Co na to prezydent? - Czeka nas trudny rok, dochody będą niższe, musimy szukać pieniędzy. Jeśli rada się na to nie zgodzi, będziemy ciąć wydatki - zapowiada Tomaszewski.

POLSKA Dziennik Łódzki, 30 lipca 2009


Przewodniczący - ojcem, wiceprezydent - dziadkiem

Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi, został wczoraj ojcem. Urodził mu się syn - Piotr. Dziecko i żona Anna czują się dobrze. Dziadkiem został więc Mirosław Wieczorek, wiceprezydent Łodzi, który jest teściem przewodniczącego.

Express Ilustrowany, 28 lipca 2009


Prokurator przyjrzy się językowi Kropiwnickiego

Prokuratura Rejonowa Łódź-Śródmieście sprawdza, czy Jerzy Kropiwnicki znieważył strażnika miejskiego na służbie. Prezydent Łodzi miał do niego powiedzieć: - Gdzie masz, ch..., czapkę?!

Do incydentu doszło w poniedziałek podczas uroczystego otwarcia minizdrojów na ulicy Piotrkowskiej. Świadkiem zdarzenia był dziennikarz "Expressu Ilustrowanego". Według niego, Kropiwnicki po otwarciu minizdrojów był wściekły, bo publicznie skrytykował go jeden z mieszkańców. Prezydent miał podejść do niego z kubkiem wody i propozycją: - Napij się pan i idź sobie stąd. Łodzianin przyjął kubek i zawartością chlusnął wprost pod prezydenckie buty. Kropiwnicki po tym incydencie wypatrzył w okolicy strażnika miejskiego. Wtedy się zaczęło. Według "EI", doszło do takiej wymiany zdań: Kropiwnicki: - Do k..wy nędzy! Jak was potrzeba, to was nie ma!

Strażnik: - Ale panie prezydencie, jak tylko się dowiedziałem, to przybiegłem.

Kropiwnicki: - Gdzie masz ch... czapkę?! Trzeba się zastanowić, czy was nie rozwiązać, bo do niczego się nie nadajecie.

Prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, mówi, że wczoraj wszczęto postępowanie sprawdzające, które wyjaśni, czy prezydent Kropiwnicki dopuścił się przestępstwa znieważenia funkcjonariusza publicznego na służbie. - Odpowiedź na to pytanie poznamy najpóźniej za miesiąc - mówi prokurator Kopania. Dodaje, że ewentualne sankcje to grzywna lub nawet do roku pozbawienia wolności.

Konrad Marczak, strażnik, który został obrażony przez prezydenta, przyszedł we wtorek normalnie do pracy. Nie chciał komentować zajścia. Wiemy, że już w poniedziałek po uroczystości miał napisać notatkę służbową z tego zdarzenia. Napisał, że "został przez prezydenta zbesztany za brak regulaminowego stroju". Wczoraj, po medialnej burzy, szef straży miejskiej poprosił go o dokładniejsze informacje. Marczak pracuje w magistracie, pełni służbę w korytarzu, prowadzącym do gabinetu prezydenta. Jego obowiązkiem jest informowanie petentów, jak trafić do urzędników i chronienie władzy przed niepożądanymi gośćmi. Inni strażnicy stanęli murem po jego stronie. Oficjalnie żaden nie chciał się wypowiadać, ale kilku przyznało, że słyszało prezydenckie reprymendy lub było ich ofiarami.

- Pan prezydent nie przebiera w słowach, kiedy jest wściekły, ale takiego wybuchu nie słyszeliśmy. Zwykle dzieje się to w magistrackich korytarzach, kiedy nikt nie słyszy - mówią strażnicy.

We wtorek o słynnej rozmowie dyskutowała cała polityczna Łódź. - Wstyd, po prostu wstyd dla całego miasta - komentuje Tomasz Kacprzak (PO), szef Rady Miejskiej. - Nie sadzę, żeby straż ukarała prezydenta za przeklinanie w miejscu publicznym, bo jestem realistą. Liczę, że prezydent przeprosi strażnika i łodzian za zachowanie. W każdym razie ja przepraszam. Chciałbym, aby łodzianie byli dumni z prezydenta i nie musieli się za niego wstydzić.

O publikacji dyskutowała komisja ładu i porządku publicznego RM. Jerzy Balcerek (PiS) zaczął swoje wystąpienie nietypowo: - To prowokacja polityczna. Nie wiem, dlaczego mamy dyskutować nad takimi bzdurami. Potem stwierdził jednak, że jeśli wydarzenie miało miejsce, to zachowanie prezydenta jest "naganne".

Dariusz Joński (Lewica) dodał, że Łódź znów nie będzie schodziła z czołówek ogólnopolskich mediów, ale nie o taką reklamę przecież chodzi. - Siedzę na sesjach dość blisko prezydenta i niejednokrotnie słyszałem, w jaki sposób zwraca się do podwładnych - mówi Joński.

- Dlatego nie mam powodu wątpić, że prezydent mógł się w taki sposób zachować.

Jako "bardzo prawdopodobne" ocenił zachowanie prezydenta Krzysztof Piątkowski (PiS). - Byłem już świadkiem sytuacji, gdy pan prezydent zachowywał się podobnie, ale i tak jestem wstrząśnięty - mówił Piątkowski.

Stanowisko komisji jest jednoznaczne: "uważamy za konieczne, by prezydent niezwłocznie przeprosił publicznie strażnika i wszystkich łodzian za swoje zachowanie".

Sam Kropiwnicki w oficjalnym stanowisku, które rozesłał do mediów, przyznaje, że był zdenerwowany zachowaniem mężczyzny, który chciał zakłócić uroczystość i przeprasza za ostre słowa. Zaprzecza jednak, że nazwał strażnika "ch...".

POLSKA Dziennik Łódzki, 3 czerwca 2009


Wielka burza po k... i ch... prezydenta Kropiwnickiego do strażnika

Prokuratura Łódź Śródmieście sprawdzi, czy prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki znieważył strażnika miejskiego będącego na służbie, mówiąc do niego: "Do k... nędzy! Jak was potrzeba, to was nie ma! Gdzie masz ch... czapkę?!".

O przykrym incydencie napisaliśmy we wtorek w "Expressie Ilustrowanym". Głos w tej sprawie zabrali także łódzcy radni. Komisja ładu społeczno-prawnego przyjęła bez głosu sprzeciwu stanowisko, w którym wyraziła ubolewanie nad zachowaniem prezydenta Łodzi i wezwała go do publicznego przeproszenia znieważonego strażnika i mieszkańców. Sam prezydent Kropiwnicki w liście do redakcji przyznaje się do użycia wulgaryzmów i przeprasza za nie.

Burza po publikacji "Expressu"

Wypowiedź prezydenta Łodzi pod adresem strażnika podczas poniedziałkowej uroczystości otwarcia zdroju ulicznego w pasażu Schillera od samego rana poruszyła łodzian. Podały ją m.in. ogólnopolskie portale internetowe i stacje telewizyjne. A łodzianie przesyłali sobie SMS-y: "Cytat miesiąca: Gdzie masz ch... czapkę - Jerzy Kropiwnicki, Prezydent Miasta Łodzi. Podaj dalej". Powstał nawet internetowy komiks z prezydentem i jego czapką w roli głównej. Sprawa ta stała się też pierwszym punktem wczorajszego posiedzenia komisji ładu społeczno-prawnego Rady Miejskiej w Łodzi.

- Czy my nie mamy o czym rozmawiać?! Widać wyraŸnie, że to była prowokacja polityczna! - próbował zbagatelizować sprawę Jerzy Balcerek, radny Prawa i Sprawiedliwości.

Jednak jego głos był odosobniony.

- Poczułem się wstrząśnięty. Prezydent w swoim liście do redakcji nie wyklucza, że użył takich słów. Wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że tak było, bo sam słyszałem, gdy prezydent zachował się podobnie w innej sytuacji. Jeżeli prezydent nie przeprosi, to my - radni powinniśmy to zrobić - mówi Krzysztof Piątkowski, radny PiS. - Powinniśmy też rozpocząć dyskusję, do czego służy straż miejska.

- Tego typu wypowiedzi nigdy nie powinny mieć miejsca. Byłem zszokowany, gdy przeczytałem artykuł w "Expressie". Prokuratura powinna zająć się tą sprawą, a prezydent przeprosić za swoje zachowanie i oby takie słowa nigdy więcej nie padły - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej (Platforma Obywatelska).

- Liczę, że prezydent przeprosi nas, iż dopuścił się takiego czynu, że na oczach łodzian beształ bezczelnie funkcjonariusza straży miejskiej - mówi radna Patrycja Wójcik (PO).

- Wiemy dobrze, jakich słów używa prezydent, więc nie dziwi mnie to w żadnym przypadku. Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby powiedział więcej, niż to zostało napisane - mówi radny Dariusz Joński (SLD).

Prezydenta na posiedzeniu komisji skrytykował także senator Maciej Grubski.

- Wydarzyła się rzecz skandaliczna. Główny urzędnik w mieście używa wulgarnych słów w stosunku do innego urzędnika. A obrażony strażnik miejski niczym nie zasłużył na takie określenia. On od dłuższego czasu pracuje w urzędzie i nie słyszałem o nim złego słowa - mówi Grubski.

Radni komisji przyjęli stanowisko, w którym wyrażają ubolewanie nad zachowaniem prezydenta Łodzi i wezwali go do publicznego przeproszenia znieważonego strażnika i mieszkańców. Za głosowało 7 radnych, od głosu wstrzymał się jeden - Jerzy Balcerek, nikt nie był "przeciw".

Mobbing?

Prezydent Jerzy Kropiwnicki nie komentował zdarzenia. Do redakcji przysłał pismo wyjaśniające swoje zachowanie na poniedziałkowej uroczystości w pasażu. Sprawy nie chciała także komentować podległa bezpośrednio prezydentowi straż miejska, odsyłała do biura prasowego magistratu. Strażnik, który został obrażony, otrzymał polecenie napisania notatki służbowej dotyczącej zdarzenia. Jak twierdzą radni, jej pierwsza wersja nie została zaakceptowana przez magistrat i strażnik musiał pod nadzorem napisać drugą.

W środę w tej sprawie radni PO organizują konferencję pt. "Prezydencie oszczędź strażnika". Do sprawy chce też nawiązać kandydat do europarlamentu Marek Michalik (były zastępca Jerzego Kropiwnickiego, zdymisjonowany w grudniu ubiegłego roku) na konferencji pt. "Dlaczego nie warto obrażać pracowników, czyli prawo antymobbingowe w Unii Europejskiej". Obie konferencje odbędą się przy zdroju w pasażu Schillera, przy którym miała miejsce scysja prezydenta ze strażnikiem.

- Wdrożone zostały czynności sprawdzające, które doprowadzą do ustalenia, czy możemy mówić o możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia funkcjonariusza publicznego - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Może za to grozić kara grzywny lub pozbawienia wolności do roku.

Express Ilustrowany, 3 czerwca 2009


Gdzie masz czapkę ch...? - ciąg dalszy

Nie ustają komentarze po wystąpieniu prezydenta Jerzego Kropiwnickiego, który publicznie znieważył strażnika miejskiego słowami: - Gdzie masz ch... czapkę?

Incydent wydarzył się w poniedziałek podczas uroczystego odsłonięcia zdroju ulicznego w Pasażu Schillera. Jerzego Kropiwnickiego zdenerwował łodzianin, który zarzucił mu zbyt częste kontakty z Żydami i zaniedbywanie miasta. Prezydent wyładował złość na Bogu ducha winnym strażniku miejskim. - Do k... nędzy! Jak was potrzeba, to was nie ma - krzyczał Kropiwnicki. Przestraszony funkcjonariusz próbował tłumaczyć się, przepraszać, na co prezydent zareagował: - Gdzie masz ch... czapkę?

- Prezydent po raz pierwszy pokazał publicznie swoje prawdziwe oblicze - komentował wczoraj Dariusz Joński, szef opozycji w radzie miejskiej, zwołując konferencję w tym samym miejscu, gdzie doszło do incydentu. Radny dodaje, że często widzi i słyszy na sesjach, jak prezydent obraża swoich współpracowników (opozycja siedzi w sali obrad najbliżej prezydenta i jego zastępców). - Takie zachowanie prezydenta jest dość powszechne i znane. Być może jest to skutek uboczny zagranicznych podróży i zmęczenia? - mówił Joński.

Iwona Bartosik, radna Lewicy dodała, że sama była świadkiem, jak podczas sesji prezydent szturchnął łokciem swojego zastępcę Włodzimierza Tomaszewskiego tak, że ten o mało co nie spadł z krzesła.

Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej uważa, że prezydent powinien przeprosić i jak najszybciej sprawę zakończyć. - To nie buduje wizerunku miasta i szacunku dla władz. Najlepsze są czytelne sytuacje - twierdzi Kacprzak.

Jerzego Kropiwnickiego wziął w obronę Marek Czekalski, były prezydent Łodzi. Wczoraj, podczas otwarcia wystawy "Tam nasz początek" w Muzeum Tradycji Niepodległościowych, powiedział, że zachowanie Kropiwnickiego było spowodowane antysemickim atakiem. Jego zdaniem to nie prezydent powinien być ścigany przez prokuraturę, bo działał w afekcie, lecz ów obywatel.

Nie wiadomo, czy zbesztany strażnik miejski napisał już notatkę służbową z zajścia, bo straż miejska nie udziela na ten temat informacji. - Sprawa trafiła do prokuratury, więc do jej rozstrzygnięcia nie będziemy nic komentować - powiedział Radosław Kluska, rzecznik straży miejskiej.

Zbesztanego strażnika nie ma od wczoraj na stałym posterunku w urzędzie. Podobno ma dwa dni wolnego wynikające z grafiku.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 3 czerwca 2009


Pół miliarda na lotnisko

Za trzy lata łódzki port lotniczy im. Reymonta ma obsługiwać trzy razy więcej pasażerów niż obecnie, czyli 1,5 mln rocznie i zostanie połączony z dworcem Łódź Kaliska bocznicą kolejową, po której będzie jeździł szynobus.

Władze miasta chcą wydać na ten cel ponad 500 mln zł. Radni na dzisiejszej (środa) sesji mają przyjąć wieloletni program rozbudowy lotniska.

- W ciągu dwóch lat za 153 mln zł zostanie wybudowany terminal nr 3, za 20 mln zł - przebudowany stary pas startowy, za 25 mln zł powstanie baza paliw - wylicza Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi.

Kolejne 235 mln zł ma zostać wydane w latach 2011 - 2012, m.in. na szynobus.

Aby uzyskać pieniądze na rozbudowę lotniska, magistrat planuje wyemitować obligacje na sumę 400 mln zł, pozyskać 77 mln zł dotacji unijnych oraz 33 mln zł od ministerstwa infrastruktury.

Express Ilustrowany, 15 kwietnia 2009


O zdrową żywność w podstawówkach

Co zrobić, aby w szkolnych sklepikach nie sprzedawano niezdrowej żywności?

- Jako radni nie możemy wprowadzać zakazów handlowych, nie możemy też określać, w jakich sklepach jakie produkty mogą być sprzedawane. Tego typu uchwałę przyjęli radni jednego z miast na Œląsku i wkrótce została uchylona przez wojewodę śląskiego - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miasta w Łodzi. - Możemy jedynie apelować, by w sklepikach sprzedawano zdrową żywność. Dlatego samorządowcy wystąpią do dyrektorów szkół o szerzenie wiedzy na temat zdrowej żywności: owoców, soków, jogurtów, kanapek itp. Chodzi o to, aby produkty te wyparły m.in. chipsy i barwione napoje gazowane.

POLSKA Dziennik Łódzki, 15 kwietnia 2009


Rada Miejska od kuchni

Kilkuset łodzian obejrzało w sobotę siedzibę Rady Miejskiej. W dniu otwartym można było przemówić z mównicy w dużej sali obrad, obejrzeć sale, w których pracują komisje radnych, zapoznać się z systemem głosowania, poczuć się jak przewodniczący rady, siadając za stołem prezydialnym albo w fotelu w jego gabinecie.

- Nie spodziewałem się takiego zainteresowania. Myślałem, że w okresie przedświątecznym ludzie pójdą na zakupy, zajmą się porządkami. Tymczasem ok. 100 osób czekało pod drzwiami już na kilkanaście minut przed otwarciem - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący RM.

- Nie wiedziałam, że istnieje tajemne przejście, którym można wyjść z sali obrad. Albo o pomieszczeniu, do którego radni wymykają się na papierosa. To ciekawe zobaczyć, gdzie rada działa - mówi Sylwia Adamczewska, która z Januszem Wdzięczakiem zwiedzała salony miejskiej władzy.

Express Ilustrowany, 6 kwietnia 2009


Wybieramy Ikony Łodzi

Ulica Piotrkowska i szkoła filmowa typują: szef łódzkiego samorządu i producent filmowy.

Trwa plebiscyt Ikony Łodzi. Chcemy sprawdzić, z czym teraz kojarzy się Łódź jej mieszkańcom i Polakom? Liczymy, że odpowiedź otrzymamy od Czytelników. O typy prosimy także znane osoby.

Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej:

Dla wszystkich łodzian i przyjezdnych najbardziej rozpoznawalnym miejscem jest ulica Piotrkowska. Kiedyś była ulicą handlową, a dziś kojarzy się głównie z rozrywką. Nasza Piotrkowska oferuje lepszą rozrywkę niż krakowski rynek. Warszawiacy nam jej zazdroszczą, bo w stolicy nie ma miejsca, gdzie byłby klub koło klubu. Jest kilka kultowych miejsc: pub Łódź-Kaliska, Lizard King, Irish Pub. Po Piotrkowskiej można spacerować, zwiedzać ją. Pójść na plac Wolności, obejrzeć "Dętkę", usiąść na Ławeczce Tuwima, obejrzeć pomnik Łodzian Przełomu Tysiącleci. Piotrkowska zawsze i niezmiennie kojarzy się z Łodzią i to się nie zmieni. Łódź bez Piotrkowskiej nie miałaby swojego charakteru.

Piotr Dzięcioł, producent filmowy, właściciel Opus Filmu:

Dla mnie Ikoną Łodzi jest z Szkoła Filmowa. To symbol świetności przemysłu filmowego, którego zaplecze osobowe kształciło się właśnie na łódzkiej uczelni. Ale mam nadzieję, że także przyszłość łódzkiego filmu rysuje się w jasnych barwach. Są konkretne działania - Łódź jest miastem, w którym powstał pierwszy w Polsce fundusz filmowy, a wkrótce zacznie działalność Łódzka Komisja Filmowa, która ma ściągać do Łodzi produkcje filmowe z Polski i ze świata. A do tego dodałbym jeszcze ikonkę, czyli Ediego. Może to niekoniecznie jest najlepsze skojarzenie, ale Edi to jednak łodziak z krwi i kości.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 6 kwietnia 2009


Łodzianie wizytowali radę miejską

Dzień otwarty w radzie miejskiej przyciągnął wielu łodzian, którzy chcieli zobaczyć, jak pracują radni i gdzie powstają przepisy prawa lokalnego.

W rolę przewodników wcielili się radni wszystkich klubów i pracownicy biura rady miejskiej. Mieszkańcy zwiedzali dużą i małą salę obrad, pokoje, w których spotykają się komisje, i gabinet przewodniczącego rady miejskiej. Po tym ostatnim oprowadzał Tomasz Kacprzak, szef samorządu. Szczególne zainteresowanie wzbudzał sztandar miasta przechowywany w specjalnej gablocie i puchary z zawodów piłkarskich. W marcu nasi radni zdobyli mistrzostwo Polski podczas spotkania samorządowców piłkarzy w Gorzowie Wielkopolskim.

Łodzianie otrzymywali specjalnie wydaną ulotkę informującą o pracach rady i ciekawostkach. - Chciałem zobaczyć, jak wygląda rada miejska, i przy okazji pouczyć się do trzeciego etapu konkursu wiedzy o samorządzie terytorialnym, w którym startuję - mówił Michał Wilczek, uczeń Gimnazjum nr 15.

W dużej sali obrad, gdzie są sesje plenarne, gospodarze zaprezentowali elektroniczny system głosowania, którego radni używają od wrzeœnia. Marcin Bugajski przeprowadził próbne głosowanie z udziałem grupy zwiedzających. Na pytanie: "Czy Łódź jest najpiękniejszym miastem na świecie?", odpowiedziano jednogłośnie przez wciśnięcie guzików, że tak. A wynik pojawił się od razu na elektronicznej tablicy. Najwięcej chętnych było do sfotografowania się na "tronie" prezydenta, na którym w zwykłym dniu nikt nie ośmiela się usiąść. Miejsca za stołem prezydialnym, z których widać całą salę, były ciągle zajęte, ale z mównicy miały odwagę przemawiać tylko dzieci. W pewnym momencie tylu małych mówców wykrzykiwało "halo", że trzeba było im odebrać głos, wyłączając mikrofony. Najmłodsi wyraźnie uznali, że sala obrad to świetne miejsce do ganiania się w kółko i chowania z zakamarkach za kotarą. - Bardzo tu wesoło - uznał pięcioletni Alan.

Wrażenie robiła też mała sala obrad z niewątpliwie największym w Łodzi stołem i dużą mapą przedstawiającą historię miasta. - To bardzo fajna rzecz - przekonywał Marcin Bugajski. - Pokazuje, w jakich latach Łódź z małej mieściny stawała się wielkim miastem. Na przykład moje osiedle przyłączono do Łodzi w 1946 r. A tu lista wszystkich burmistrzów i prezydentów od 1470 r. i obraz, jak Łódź otrzymywała prawa miejskie. Tu naprawdę czuje się historię - mówił.

- Nie wiedziałam, że Łódź miała tylu burmistrzów i prezydentów - dziwiła się młoda uczestniczka wycieczki.

Dzień otwarty był okazją do spotkania z radnymi i poradzenia się w swoich własnych sprawach. Skorzystało z tego wiele osób, które przynosiły dokumenty i "na stronie" rozmawiały z radnymi ze swoich okręgów.

Obradom rady miejskiej każdy łodzianin może przysłuchiwać się zawsze, ale w dzień sesji miejsce dla publiczności jest na galerii.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 6 kwietnia 2009


Radni zapraszają do zwiedzania

W sobotę łódzcy radni organizaują Drzwi Otwarte w Radzie Miejskiej.

Od godz. 10 do 14 można będzie zwiedzać miejsca, w których pracują radni: duża i mała sala obrad, sele komisji rady miejskiej oraz gabinet przewodniczącego.

- Nowością jest system elektronicznego głosowania, którego nie było w zeszłym roku. Chcemy pokazać, jak funkcjonuje. Ponadto taki dzień traktujemy jako dyżur radnego. Będziemy rozmawiać z łodzianami o tym, co chcieliby zmienić w mieście. Będzie się można nas poradzić.- mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.

To już drugie drzwi otwarte, które organizują łódzcy radni wzorem drzwi otwartych w polskim parlamencie. W zaszłym roku przyszło na nie ok. 500 osób zainteresowanych tym, gdzie i jak powstają lokalne akty prawne, które przekładają się na jakość życia mieszkańców miasta. Mogli posiedzieć w ławach radnych, a nawet przemawiać z mównicy. W sobotę po budynku będą oprowadzać łódzcy radni.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 3 kwietnia 2009


Rewitalizacja w Łodzi to malowanie

Po raz pierwszy miłośnicy zabytków zostali zaproszeni przez władze miasta na dyskusję o przyszłości Łodzi

Debata "Spotkanie dla Łodzi" przyciągnęła wczoraj do dużej sali obrad w magistracie tłumy łodzian. Dyskusję otworzyli wystąpieniami Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, i Włodzimierz Tomaszewski, pełnomocnik prezydenta ds. rewitalizacji.

Pierwszy pochwalił się, że radni przeznaczyli w tym roku na remonty zabytków 1,5 mln zł więcej, niż to było w projekcie budżetu. Drugi tłumaczył, że urzędnicy nie mają możliwości ani instrumentów do ratowania XIX-wiecznego dziedzictwa pofabrycznego. Jego zdaniem odpowiedzialność za nie spoczywa na innych, m.in. na Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków.

- Bzdura. Obowiązek opieki nad zabytkiem spoczywa na jego właścicielu - komentował oburzony Wojciech Szygendowski, wojewódzki konserwator zabytków.

Później głos zabrali Patrycja Wojtaszczyk i Wiktor Marzec z ruchu Szacunek dla Łodzi, współorganizatora debaty. - Zarówno pan przewodniczący, jak i prezydent pokazali w swoich prezentacjach obiekty, których już nie ma. To najlepiej świadczy o tym, jak dbamy o zabytki - wytknęła Wojtaszczyk. Skrytykowała też brak strategii rozwoju miasta. - Mam wrażenie, że są tylko wizualizacje, a nie wizje.

- Wyjątkowość Łodzi to nie tylko unikalna w skali Polski i Europy gęsta i piękna XIX-wieczna zabudowa oraz regularna siatka ulic. Nasza wyjątkowość polega również na tym, że tego wszystkiego nie doceniamy - uważa Marzec.

W dyskusji głos zabrało kilkanaście osób. Mówiły o konieczności udziału mieszkańców Łodzi w tworzeniu wizji miasta, o potrzebach tworzenia przemyślanej sieci komunikacyjnej oraz o działaniach, które ożywią zaniedbane centrum miasta.

Niemal wszyscy podkreślali, że to, co się w Łodzi nazywa rewitalizacją, nie ma z nią nic wspólnego. - Odmalowanie kilku fasad to jeszcze nie rewitalizacja - tłumaczyła Wojcieszczyk.

Wiele gorzkich słów Kacprzak i Tomaszewski usłyszeli od Jakuba Polewskiego, który również działa w ruchu "Szacunek dla Łodzi". - Rewitalizacji w Łodzi nie ma. Mamy za to propagandę promocyjną reklamującą walory miasta. Każdy, kto tu przyjedzie, widzi syf w centrum- grzmiał.

Polewski pokazał też zabytkową fabrykę i willę Karola Scheiblera, którą miasto przeznaczyło do wyburzenia z powodu poszerzenia ul. Wólczańskiej. - Jak możemy mówić o wpisywaniu czegokolwiek na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jeśli zaraz tego nie będzie, bo nie ma planu, który dałby ochronę zabytkom? - pytał. - Zgierz wydał na remonty kilku drewnianych domów tyle, co Łódź przekazuje na renowacje zabytków przez cały rok. Na zakupów terenów na Brusie wydajemy 73 mln zł, a na zabytki kilka - wytykał radnym i prezydentowi.

Z kolei Jarosław Ogrodowski ze stowarzyszenia Fabrykancka przypomniał deklaracje prezydenta z 2003 roku, czyli z początku jego pierwszej kadencji. - Mówił wtedy, jak bardzo niedocenionym walorem Łodzi jest XIX-wieczne dziedzictwo. Mówił, że nie może zabraknąć determinacji w szukaniu środków do przywrócenia im blasku - przypominał. Następnie pokazywał zniszczone zabytki - co zaprzecza deklaracji Jerzego Kropiwnickiego sprzed sześciu lat.

- To spotkanie traktuję jako wstęp do dyskusji o rewitalizacji. Będą jeszcze okazje do spotkań - zadeklarował przewodniczący Kacprzak.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 27 marca 2009


Mieszkaniowa strategia powstanie do końca czerwca

Na wczorajszej sesji radni przyjęli uchwałę nakazującą prezydentowi miasta opracować "Strategię budownictwa i polityki mieszkaniowej w Łodzi na lata 2009 - 2012 z perspektywą do 2020 roku". Prezydent Jerzy Kropiwnicki musi przedstawić ją radnym do końca czerwca.

- Musimy wiedzieć, gdzie są tereny pod budownictwo wielorodzinne, a gdzie pod rezydencje. W jaki sposób będzie realizowane budownictwo komunalne, a jak rozwijać się ma Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Należy też zastanowić się nad prywatyzacją administracji nieruchomościami - mówi radny Tomasz Kacprzak, autor projektu uchwały.

Uchwała została podjęta bez głosu sprzeciwu.

Express Ilustrowany, 26 marca 2009


Po co nam mieszkaniowa strategia miasta?

Radni Platformy Obywatelskiej krytykują politykę mieszkaniową miasta. Twierdzą, że nowych mieszkań buduje się za mało, istniejących się nie remontuje i są źle zarządzane. Panaceum na te bolączki ma być wieloletnia strategia mieszkaniowa Łodzi.

- Nie będzie to martwy dokument, ale bardzo potrzebna strategia, by uporządkować jakoś mieszkaniowy chaos w Łodzi - broni pomysłu Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej.

Platformie chodzi o wymuszenie na władzach Łodzi konkretów: ile mieszkań, gdzie i w jakim czasie chcą wybudować, jak zamierzają zadbać o istniejące zasoby komunalne, wreszcie na jakich zasadach i komu gmina będzie sprzedawać mieszkania. Prywatyzacja zasobów komunalnych, zdaniem Kacprzaka, to świetne rozwiązanie, ale trzeba je uporządkować.

- Nie wiadomo komu mieszkanie miasto sprzeda i dlaczego w tym, nie w innym punkcie Łodzi - argumentuje Kacprzak.

Strategia proponowana przez PO niczego nie wniesie, bo polityka mieszkaniowa miasta już opiera się na dwóch filarach: prywatyzacji istniejących zasobów i budowaniu nowych bloków na Olechowie. Trzecim jest trwająca rewitalizacja zabytkowych kamienic w centrum Łodzi, teraz trwają prace przy ul. Sienkiewicza. Priorytetem pozostaje sprzedaż mieszkań komunalnych, bo Łódź nadal jest największym kamienicznikiem w kraju - ma około 70 tys. lokali.

POLSKA Dziennik Łódzki, 25 marca 2009


Platforma broni komendanta?

Odwołanie Jarosława Wołoszyńskiego, komendanta miejskiego policji w Łodzi, zaczyna być sprawą polityczną. Prominentny polityk Platformy Obywatelskiej powiedział nam, że komendant jest "sympatykiem PO". Wołoszyński zaprzecza, ale w jego obronę zaangażowali się senator PO Maciej Grubski i szef rady miejskiej Tomasz Kacprzak, także z PO.

- Wysłałem pismo do ministrów Adama Rapackiego i Grzegorza Schetyny, ale z polityką nie ma to nic wspólnego - mówi Tomasz Kacprzak. - Komendant dobrze sprawował swoją funkcję, odbudował nadszarpnięty wizerunek łódzkiej policji. Nie rozumiem powodów jego odwołania.

Senator Grubski też odpiera zarzuty o upolitycznieniu obrony Wołoszyńskiego. - Komendant ma tyle wspólnego z Platformą, że dobrze współpracuje z łódzkim samorządem, ale ze wszystkimi partiami - mówi Grubski.

Na razie Grubski radzi Wołoszyńskiemu, by po odwołaniu odszedł na emeryturę, bo zyska w ten sposób sławę odwołanego za dobre wyniki.

Pogłoski o związkach Wołoszyńskiego z PO mogą mieć podstawy. Z naszych informacji wynika, że komendant miał dostać polityczne poparcie na stanowisko szefa wojewódzkiego policji po wygraniu wyborów prezydenckich w Łodzi w 2006 r. przez Krzysztofa Kwiatkowskiego. Kwiatkowski był wtedy wiceprezydentem Zgierza, a Wołoszyński wcześniej szefował tamtejszej policji.

Kwiatkowski, dziś senator PO i wiceminister sprawiedliwości, stanowczo temu zaprzecza.

Senator i szef Rady Miasta bronią komendanta policji. Pomoc w utrzymaniu stanowiska oferują Wołoszyńskiemu związki zawodowe. Zbigniew Jagiełło, szef NSZZ Policjantów w Łódzkiem, zapewnia, że komendantów już bronili i to z sukcesami.

POLSKA Dziennik Łódzki, 20 marca 2009


Senator i szef Rady Miasta bronią komendanta policji

W obronie miejskiego komendanta policji Jarosława Wołoszyńskiego, który ma zostać odwołany, stanęli senator Maciej Grubski i Tomasz Kacprzak, szef Rady Miasta w Łodzi (obaj z PO). O wyjaśnienie powodów odwołania szefa KMP zwrócili się wczoraj do wiceministra spraw wewnętrznych Adama Rapackiego.

Senator Grubski zaznacza, że działania, efektywność i jakość pracy Wołoszyńskiego są bardzo wysoko oceniane przez łodzian i parlamentarzystów. Zarzuty pod jego adresem uważa za absurdalne. Wspomina też o nagonce, którą miał rzekomo prowadzić wobec szefa KMP Marek Działoszyński, komendant wojewódzki policji.

- Dziwi mnie ta sytuacja - przyznaje Tomasz Kacprzak. - Pan Wołoszyński jest dobrym komendantem, który właściwie kieruje KMP i współpracuje z samorządem. Zapowiedź jego odwołania jest zaskakująca i niezrozumiała.

Magdalena Zielińska, rzecznik KWP w Łodzi, powiedziała nam, że komendant Działoszyński nie będzie komentował obu wystąpień.

Komendant miejski ma być odwołany m.in. z tego powodu, że kierowcy muszą zbyt długo czekać na przybycie policji na miejsce kolizji lub wypadku. Wołoszyński powiedział nam, że przed miesiącem przedłożył w KWP projekt poprawy tej sytuacji, ale nie spotkał się on z żadnym odzewem. Dlaczego?

- Pan Wołoszyński przedstawił taką koncepcję, ale nie z własnej inicjatywy, lecz na polecenie komendanta wojewódzkiego - twierdzi Magdalena Zielińska. - Ponadto okazało się, że ta koncepcja już dwa lata temu była wprowadzona w życie i wtedy komendant miejski twierdził, że jest zła i trzeba ją zmienić.

POLSKA Dziennik Łódzki, 19 marca 2009


W odpowiedzi Bartoszewskiemu

Przewodniczący łódzkiej Rady Miejskiej Tomasz Kacprzak z PO podziękował wczoraj prof. Władysławowi Bartoszewskiemu za zainteresowanie sprawami Łodzi. W liście adresowanym do profesora, T. Kacprzak zapewnił w imieniu własnym i wszystkich radnych, że nigdy nie było "dyskusji ani nawet zamysłu", by sierpniowe obchody 65. rocznicy likwidacji łódzkiego getta miały się nie odbyć. To odpowiedź na list profesora Bartoszewskiego, skierowany w poniedziałek do prezydenta i radnych, by podczas uchwalania budżetu wzięli pod uwagę, że obchody rocznicowe są bardzo ważne dla tożsamości Łodzi i jej oblicza nie tylko wśród przedstawicieli diaspory żydowskiej. Miasto zaplanowało na te obchody kwotę około 15 mln złotych.

POLSKA Dziennik Łódzki, 18 marca 2009


Budżet jest dla łodzian

-Budżet nie ma barw politycznych, zatem wszelkie spory, jakie się wokół niego toczyły, nie były polityczne, ale merytoryczne. Główna linia sporu związana jest z tym, co powinno być priorytetem przy wydawaniu pieniędzy z miejskiej kasy - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi.

Krzysztof Karbowiak: Jest szansa, że nareszcie doczekamy się uchwalenia budżetu Łodzi na ten rok. Co tak naprawdę oznacza to dla mieszkańców? Obecnie bardziej kojarzy się im z kłótniami radnych z prezydentem...

- Budżet miasta jest najważniejszą uchwałą, jaką w danym roku podejmuje Rada Miejska. Są w niej zapisane wszystkie dochody i wydatki miasta. To jest ważne, bowiem dotyczy nas wszystkich. W budżecie jest ile przeznaczamy na budownictwo komunalne, czyli na remonty łódzkich kamienic, na remonty szkół i przedszkoli, sport, komunikację miejską, i bezpieczeństwo. Zatem są tu wszystkie sprawy związane z codziennym życiem łodzian. To także pieniądze na nowe drogi, na wodociągi czy kanalizację. Budżet nie ma barw politycznych, zatem wszelkie spory, jakie się wokół niego toczyły, nie były polityczne, ale merytoryczne. Główna linia sporu związana jest z tym, co powinno być priorytetem przy wydawaniu pieniędzy z miejskiej kasy. Stąd pytania, czy wydać więcej na bezpieczeństwo czy edukację, remonty dróg i szkół, czy na nowe boiska. Mam nadzieję, że na środowej sesji uda nam się osiągnąć porozumienie i Łódź będzie miała dobry budżet. Dobry przede wszystkim dla mieszkańców.

Przy kwestiach związanych z bezpieczeństwem wolicie wydać więcej na remonty komisariatów, nowe samochody dla policji czy to, by łodzianie czuli się bezpieczniej, widząc więcej patroli na ulicach?

- W ciągu ostatnich kadencji Rada Miejska kilkakrotnie zwiększała wydatki na bezpieczeństwo, choćby znaleźliśmy kilkaset tysięcy złotych na dodatkowe patrole policji na łodzkich osiedlach. Dzięki nam jest więcej funkcjonariuszy straży miejskiej, która również ma patrole osiedlowe. To chcemy kontynuować. Chcemy też rozbudować monitoring w całym mieście oraz doposażyć policję.

Prezydent zachwalał projekt budżetu, że jest dobry dla mieszkańców, bo jest w nim więcej niż w minionych latach wydatków na inwestycje, na przykład drogowe. Radni z kolei zgłosili dużo poprawek. Rozumiem, że wszystko z myślą o mieszkańcach?

- Poprawki dotyczą bezpieczeństwa, rewitalizacji, rozwoju atrakcyjności naszego miasta i turystyki. Radni chcą, by więcej pieniędzy było na remonty kamienic komunalnych. Te poprawki będą dyskutowane na sesji budżetowej. Być może część z nich prezydent przyjmie jako swoje autopoprawki, ale i tak ostateczną decyzję o kształcie budżetu podejmą radni.

Jednym z wątków kłótni radnych z prezydentem o budżet były zapisane w nim pieniądze na remont placu Dąbrowskiego. Budżetu jeszcze nie ma, a remont już się rozpoczął. Dlaczego tak się stało?

- Radni w uchwale 21 stycznia apelowali do prezydenta o wstrzymanie tej inwestycji i dialog w tej sprawie. Pojawiły się pomysły, by przy okazji remontu placu pod jego płytą wybudować podziemny parking. Niedobrze się stało, że prezydent przyspieszył z tą inwestycją. Tym bardziej, że nie wiadomo, czy ostatecznie znajdą się na nią pieniądze w budżecie.

Gdyby rada nie uchwaliła budżetu, to zatwierdziłaby go Regionalna Izba Obrachunkowa. To z kolei, według wielu radnych, by oznaczało, że na przykład nie byłoby pieniędzy na remonty chodników na osiedlach. Czy mieszkańcy mogą już być spokojni, że nie połamią sobie nóg i na niezbędne prace pieniądze się znajdą?

-Sesja jest zaplanowana na 18 marca, ale później mamy trzynaście dni do końca miesiąca, żeby budżet przyjąć. Wierzę, że radnym uda się to zrobić i myślę, że łodzianie mogą spać spokojnie. Budżet będzie przyjęty. Mam taką nadzieję.

Echo Miasta, 16 marca 2009


Budżety uchwalono wszędzie, tylko nie w Łodzi

Łódź doczekała się "prestiżu" jedynego miasta wojewódzkiego w Polsce, które nie ma jeszcze budżetu na 2009r. Wszystkiemu winna wojna "na górze". Sesję zwołano co prawda na 25 marca, ale jeśli radni Platformy Obywatelskiej nie dojdą do porozumienia z prezydentem Jerzym Kropiwnickim, budżet uchwali Regionalna Izba Obrachunkowa. Tyle że RIO wydatki okroi do poziomu dochodów.

- To byłaby kompromitacja dla miasta i nas wszystkich - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej z PO. - Czekamy na zaproszenie do rozmów i myślę, że dojdziemy do porozumienia z prezydentem.

Ten refren powtarzany jest od stycznia, kiedy postawiony pod ścianą Kropiwnicki wycofał projekt spod obrad, bo nie zaakceptował go klub PO. Projektowi zarzucano m.in. zbyt daleko posunięte cięcia w sferze bezpieczeństwa i wydatków remontowych. Prezydent rzucił się w wir zagranicznych podróży, jego prawa ręka Włodzimierz Tomaszewski bawił na zaległym urlopie i w ten sposób cały luty zmarnowano.

Nie wiadomo, jakie są intencje klubu PO, bo mimo zapowiedzi chęci dojścia do porozumienia mówi się, że budżet to tylko przykrywka do walki o kolejne stołki. Z kolei Jerzy Kropiwnicki, nieprzyzwyczajony do tego, że ktoś mu coś dyktuje, podobno jest gotów oddać budżet w ręce RIO. Izba okroi projekt, ale nie wyrzuci z niego pieniędzy na sfinansowanie obchodów 60. rocznicy likwidacji Litzmannstadt Getto. A te obchody to oczko w głowie prezydenta.

Spośród ośmiu wielkich miast budżety mają już wszystkie. Budżety Warszawy, Gdańska, Poznania, Katowic, a także Szczecina i Wrocławia oraz ośmiu mniejszych miast wojewódzkich uchwalono jeszcze w grudniu. Ostatni budżet, jaki uchwalono, to krakowski - 16 stycznia. Łódź także budżet mogła mieć w styczniu, ale prezydent Jerzy Kropiwnicki wycofał projekt, bo zbuntował się klub PO. "Nie" prezydenckiemu projektowi powiedzieli też radni Lewicy, zatem Kropiwnicki wolał projekt wycofać niż ryzykować serię poprawek klubu PO, których w budżecie nie chce, łącznie z aurą politycznej porażki, którą zyskałby po takiej akcji.

Jak będzie w Łodzi? Przez luty nie zrobiono nic. Sesję budżetową ustalono na 25 marca, ale nadal trwa spór ambicjonalny. Dla Kropiwnickiego zaproszenie PO do negocjacji byłoby przyznaniem się do porażki, zatem czeka na PO. W magistracie huczy od plotek, że prezydent chciał zmiękczyć radnych przez partyjną górę, ale plan spalił na panewce. Mówi się także, że zwlekał, bo nie zna budżetu, a jego główny architekt, czyli wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski był wówczas na pięciotygodniowym urlopie, dlatego nie było komu wyciągnąć ręki do PO. W tłumaczeniach pojawiło się także słowo klucz, czyli "kryzys". Skoro jest, a większość inwestycji szacowano na podstawie kursu euro, który wciąż rośnie, to może warto poczekać. Tyle że kurs euro w żaden sposób nie przeszkodził w ustaleniu rekordowych budżetów we Wrocławiu, Poznaniu czy Szczecinie.

Gdyby Jerzy Kropiwnicki nie dogadał się z PO do końca marca, budżet miasta ustali Regionalna Izba Obrachunkowa. Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej z PO i jeden z głównych negocjatorów, uważa, że taki scenariusz Łodzi na dobre nie wyjdzie i dodaje, że jego klub do tego nie dopuści i liczy na porozumienie.

Finał może jednak nie być tak optymistyczny jak chce Kacprzak, bo Platforma dużo u łodzian zyskała, idąc na budżetową wojnę z prezydentem. I to mimo że w tle konfliktu wciąż pojawiają się informacje, że wcale nie idzie im o budżet, ale o nowe stołki dla PO, choćby posadę drugiego wiceprezydenta. Budżetowa wojna jest zatem dobrym sposobem na zyskanie elektoratu i pokazanie pazura, także w kontekście przyszłorocznych wyborów samorządowych. PO chce je wygrać, a twarda postawa wobec Kropiwnickiego może jej tylko pomóc, zaszkodzi natomiast, gdy pójdą z nim ręka w rękę.

Z drugiej strony prezydent Kropiwnicki podobno jest gotów na scenariusz z budżetem konstruowanym przez RIO. Gdyby nie doszło do porozumienia, RIO będzie miała cały kwiecień na sformułowanie dokumentu, jednak wydatki zetnie aż do poziomu dochodów.

- RIO uchwala budżet, ale przecież nie trzyma na nim ręki przez cały rok - tłumaczy jeden z urzędników ratusza. - Rada może wprowadzać w nim zmiany, może dać zgodę na zaciągnięcie dużego kredytu, byleby jego spłata nie rozpoczęła się w czasie, gdy obowiązuje budżet ustanowiony przez RIO. A prezydent Kropiwnicki ma z RIO bardzo dobre relacje. Poza tym może przecież mieć pewność, że Izba nie okroi finansów na obchody rocznicy likwidacji getta, a wydaje się, że to dla niego jest najważniejsze.

POLSKA Dziennik Łódzki, 11 marca 2009


Budżet ma być w marcu, ale brak pomysłów na Brus

Władze Łodzi nie interesują się Brusem albo nie mają pomysłu na zagospodarowanie terenu po dawnym poligonie - wynika z wczorajszej dyskusji na sesji Rady Miejskiej. Dyskusję poprzedziła prezentacja wyników badań naukowców Uniwersytetu Łódzkiego na temat potrzeb rekreacyjnych łodzian. Na tej podstawie radni mieli zacząć zastanawiać się, jak zagospodarować 145 hektarów Brusa.

Okazało się, że temat interesuje zaledwie kilka osób, większość radnych podczas rozpatrywania tego punktu wyszła z sali. Ci, którzy zabierali głos, także nie chcieli rozmawiać o Brusie.

- To z powodu ograniczeń czasowych wystąpień - uważa radny Dariusz Joński, który zabiegał o wprowadzenie punktu o Brusie i rekreacji do porządku obrad. - Każdy chciał odnieść się do wyników badań i na Brus nie starczało już czasu.

Przewodniczący Rady Miejskiej Tomasz Kacprzak uważa, że dzięki prezentacji badań potrzeb rekreacyjnych mieszkańców miasta radnym łatwiej będzie pracować w komisjach.

- Wiemy, w jakim kierunku powinniśmy działać - twierdzi Kacprzak. - Będziemy teraz analizować realność różnych zgłaszanych pomysłów.

Małe zainteresowanie Brusem zaskoczyło także Jolantę Jakóbczyk-Gryszkiewicz z Uniwersytetu Łódzkiego, która prowadziła badania.

- Z naszego opracowania wynika, że potrzebny jest wielki kompleks rekreacyjny i rozrywkowy, myślałam, że radni więcej czasu temu poświęcą - mówi rozczarowana.

Wypowiedzi radnych na temat Brusa ograniczyły się do stwierdzenia, czego na Brusie być nie powinno, czyli toru Formuły 1 i pola golfowego.

- Może zbudujemy tunel aerodynamiczny do ćwiczeń skoków spadochronowych na sucho - ironizował radny Mateusz Walasek. - W Polsce pięć razy więcej ludzi skacze ze spadochronem niż gra w golfa.

Więcej efektów przyniosła odbywająca się w przerwie sesji dyskusja o przyszłości budżetu. Radnym wszystkich klubów udało się doprowadzić do spotkania z prezydentem.

- Nasza rozmowa dotyczyła terminu sesji budżetowej między 18 a 25 marca - wyjaśniał prezydent Jerzy Kropiwnicki.

- Ustaliliśmy, że będzie to ostatnia środa marca - potwierdza przewodniczący rady Tomasz Kacprzak. - Do tego czasu komisja finansów powinna zaopiniować autopoprawki prezydenta.

Te deklaracje to ogromny postęp. Od kilku tygodni radni nie pracują nad budżetem, bo w połowie stycznia prezydent wycofał go z obrad. A każde ugrupowanie chciałoby przeforsować jeszcze swoje poprawki. Jeżeli radni nie zdążą przyjąć budżetu do końca marca, wówczas narzuci go Regionalna Izba Obrachunkowa.

Także w przerwie sesji prezydent zaprezentował kolejny łódzki film promocyjny, tym razem adresowany do niemieckojęzycznych odbiorców. Zrealizowany w konwencji musicalu klip oparty jest na popularnej w Niemczech w latach 60. piosence "Theo, jedźmy do Łodzi". Piosenka nadal jest bardzo popularna w krajach niemieckojęzycznych. Klip promujący Łódź prezentowany będzie podczas targów turystycznych w Berlinie w połowie marca.

POLSKA Dziennik Łódzki, 5 marca 2009


Budżet rzutem na taśmę

Uff, Łódź jednak będzie miała budżet na 2009 r. W środę radni i prezydent zgodzili się w sprawie terminu sesji budżetowej. Zaplanowano ją na 25 marca. Radni Lewicy znowu kłócili się z prezydentem

Budżet musi być przyjęty do 31 marca. Mimo że samorząd pracuje nad nim od listopada, nie udało się go przyjąć. Najpierw radni PO chcieli porozmawiać z prezydentem, ale do spotkania nie doszło. Potem prezydent Jerzy Kropiwnicki postanowił wstrzymać się z uchwałą, bo złoty leciał w dół, co burzyło przyjęte założenia budżetowe. Kropiwnicki kazał skarbnikowi miasta przygotować autopoprawkę.

Wczoraj w przerwie sesji radni zaprosili prezydenta na konwent. W zaciszu gabinetu przewodniczącego rady miejskiej Tomasza Kacprzaka ustalono, że sesja budżetowa odbędzie się 25 marca.

Wczorajszą sesję przerywały kłótnie pomiędzy klubem Lewicy a prezydentem. Chodziło o list, który napisali radni opozycji do Kropiwnickiego. Znalazło się w nim stwierdzenie: "Czas już, żeby Pan się przyznał, że nie lubi miasta, że nudzi Pana rola prezydenta, że ma Pan po prostu dość. Wierzymy, że jako człowiek honoru będzie Pan wiedział, co zrobić" (w liście chodziło o częste podróże zagraniczne prezydenta). Prezydent i jego zaplecze uznali, że radni chcą, by prezydent opuścił miasto na zawsze. Najpierw przyjaciele Kropiwnickiego Marian Papis i Karol Chądzyński przypuścili szturm na radnego Jarosława Bergera (w przeszłości milicjanta i policjanta). - Mamy w swoim mieście kieszonkowego Putina. Jest nim były funkcjonariusz milicji, który chce z miasta wyrzucić ludzi o innych poglądach - mówili.

Głos zabrał sam Kropiwnicki. Przypomniał, jak w latach 80. funkcjonariusze MO z udawaną troską nakłaniali go wyjazdu do USA, kusili karierą naukową. - Z żalem muszę powiedzieć, że to, co robi radny Berger, powoduje moje wzburzenie. W wolnej Polsce słyszę to, co słyszałem w Polsce zniewolonej. A sprawa wyjazdów zagranicznych to zagrywka PR, która jest wynikiem "parcia na szkło" przez niektórych polityków. Kilka lat temu młodzieżówce lewicy udało się stworzyć pewnego rodzaju standard. Wtedy rozpoczęły się rządy ciemnoty w sferze psychicznej. Im nie chciało się uczyć języków obcych.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 5 marca 2009


Kiedy będzie gotowy budżet?

Radni zaprosili prezydenta Jerzego Kropiwnickiego na konwent. Ma zadeklarować, czy będzie gotowy z budżetem.

Radni pracują nad nim od listopada, ale nadal nie został przyjęty. A musi zostać uchwalony do 31 marca. Najpierw radni PO mieli zastrzeżenia, teraz prezydent Jerzy Kropiwnicki postanowił wstrzymać się z uchwałą. Powodem jest kryzys i zmieniające się kursy walut, przez co projekt budżetu częściowo nie przystaje już do nowej rzeczywistości. Kropiwnicki kazał skarbnikowi miasta przygotować autopoprawkę.

Radni wszystkich klubów chcą się dowiedzieć, kiedy będą mogli sfinalizować prace nad najważniejszą w Łodzi uchwałą. - Prezydent namawiał radnych do cierpliwości. Jesteśmy bardzo cierpliwi, ale chcemy wiedzieć, kiedy prezydent będzie gotowy do dyskusji - mówi Tomasz Kacprzak, szef łódzkiego samorządu.

Spotkanie zaplanowano na środę. Prezydent zaproszenie przyjął. Radni zapytają go, czy będzie gotowy z budżetem na planowaną sesję 18 marca czy na nadzwyczajną - 25 marca.

Jeśli radni nie zdążą uchwalić budżetu do 31 marca, wówczas uchwali go Regionalna Izba Obrachunkowa.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 3 marca 2009


Budżetowy plan B

Łódź wciąż nie ma budżetu, prezydent prosi o cierpliwość, a radni chcą realizować plan B. Radni Platformy Obywatelskiej skarżą się, że od połowy stycznia, kiedy to projekt budżetu został wycofany z sesji, prezydent nie podjął z klubami radnych zapowiadanych rozmów o finansach miasta.

- Usłyszeliśmy, że Rada Miejska powinna przyjąć budżet i dopiero później dyskutować o szczegółach poprawek - przypomina radny Jan Mędrzak (PO). - Na takie rozwiązanie nie mogliśmy się zgodzić.

Teraz radni Platformy chcą pozostałym klubom zaproponować porozumienie ponad podziałami, czyli plan B.

- Wtedy będzie można zwołać specjalną sesję budżetową - uważa Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej. - Przecież teraz rada jest dysponentem projektu budżetu.

Wysokość kredytu także miałaby zależeć od kursu złotego. Tymczasem propozycja radnych PO podoba się Lewicy.

- Razem moglibyśmy dojść do porozumienia i uchwalić bardzo dobry budżet - uważa radny Dariusz Joński.

Inaczej sprawę widzi PiS.

- Budżet uchwalimy wspólnie, ale wspólnie z prezydentem - zastrzega Sławomir Worach. - On jest konstruktorem i wykonawcą budżetu.

Radni PO rozmowy z pozostałymi klubami zapowiadają na najbliższą środę, kiedy to odbędzie się spotkanie poprzedzające marcową sesję RM.

Prezydent natomiast prosi o cierpliwość.

- Codziennie zmieniają się kursy walut - wyjaśnia prezydent Jerzy Kropiwnicki. - Zależy mi, żeby utrzymać rozmiar inwestycji współfinansowanych przez UE, ale kalkulacja części finansowanych przez miasto zależna jest od aktualnego kursu złotego.

Prezydent dodaje, że od tych kalkulacji zależy planowanie innych pozycji budżetu Łodzi. Poza tym prezydent chciałby, żeby miasto zaciągnęło kredyt.

- Jestem gotów na podjęcie bardzo odważnych decyzji, pytanie, czy Rada Miejska też będzie gotowa - zapowiada Jerzy Kropiwnicki. - Miasto sześć lat pracowało na wysoką wiarygodność kredytową, czas zamienić wiarygodność na kredyt.

POLSKA Dziennik Łódzki, 21 lutego 2009


Prezydent Łodzi zaciąga kredyt

Miasto zaciągnie kredyt, by móc wykorzystać obiecane pieniądze z funduszy unijnych. - To odważna decyzja, ale jestem gotowy do jej podjęcia - zapowiedział Jerzy Kropiwnicki.

Z funduszy unijnych mamy obiecane potężne pieniądze, ale jest problem: beneficjant nigdy nie dostaje 100 proc. kwoty. Musi mieć jakiś wkład własny (zwykle jest to 25 proc.). Sprawa się komplikuje, gdy z dnia na dzień słabnie złotówka. I chociaż w budżecie były pieniądze na ten cel, to stopniały, bo kurs złotego osłabił się w stosunku do euro. Miasto może albo zrezygnować z inwestycji, a tym samym z tysięcy euro płynących z UE, albo musi się zadłużyć.


Prezydentowi zależy na tym, aby utrzymać wszystkie inwestycyjne zaplanowane w budżecie na 2009 r. i "skonsumować" obiecane z UE pieniądze. Stąd pomysł wzięcia kredytu. - Inaczej się planuje inwestycje przy kursie euro 3,50 zł, a inaczej przy 4,80 zł. Przez sześć lat pracowaliśmy, by mieć wysoką ocenę wiarygodności kredytowej, przyszedł czas skorzystania z tego - mówi prezydent.

Łódź ma wysoką ocenę wiarygodności kredytowej, a to pozwala negocjować z bankami korzystne warunki kredytów. Miasto ma także nieduże zadłużenie w prowizorium budżetowym: zaledwie 4,9 proc. Najmniej ze wszystkich dużych miast (dla porównania Wrocław ma deficyt 29 proc., a Poznań 24 proc.).

Na razie Łódź nie ma jeszcze budżetu na 2009 r. To nieciekawa sytuacja. Rada miejska musi go przyjąć do 31 marca. I o mało, a przyjęłaby go na sesji 14 stycznia. Ale klub radnych PO czuł potrzebę porozmawiania jeszcze z prezydentem o wydatkach.

Wczoraj klub radnych PO zorganizował konferencję, by poskarżyć się, że czasu zostało coraz mniej, a prezydent nie chce się z nimi spotkać i rozmawiać o ich propozycjach zmian w budżecie (chcą m.in. budować domy komunalne, rewitalizować śródmieście).

- Dziwię się, że prezydent nie podejmuje rozmów z radnymi - mówił oburzony Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.

Co na to Jerzy Kropiwnicki? - Teraz ja proszę o cierpliwość. Poleciłem wstrzymać się z rozmowami politycznymi o budżecie, aż sytuacja się ustabilizuje. Kiedy mamy codziennie inne relacje między złotym a walutami, musimy podjąć poważne decyzje - powiedział i wyraził nadzieję, że w połowie marca uda się przedłożyć radzie budżet.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 21 lutego 2009


Ruszą budżet?

Być może w tym tygodniu dojdzie do spotkania radnych Platformy Obywatelskiej z prezydentem Jerzym Kropiwnickim w sprawie budżetu. Najwyższa pora, bo Rada Miejska ma czas do 31 marca na uchwalenie budżetu.

Na kiedy zaplanowano spotkanie? Konkretnego terminu nie ma, ale pewnie ani dziś, ani jutro. Dziś od rana radni mają posiedzenia komisji, a wieczorem nadzwyczajną sesję w sprawie Fali. Jutro - sesja z rozdzielnika. W obie będzie zaangażowany też prezydent, więc zabraknie czasu na negocjacje budżetowe. Najbardziej prawdopodobnym terminem wydaje się czwartek lub piątek.

- Czekamy na zaproszenie od pana prezydenta, jesteśmy gotowi do rozmów - mówi Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej.

Radni Platformy chcą rozmawiać o tegorocznym budżecie od 14 stycznia, czyli od dnia kiedy prezydent Kropiwnicki wycofał uchwałę budżetową z sesji Rady Miejskiej. Wycofał, bo okazało się, że PO jej nie poprze, a przy sprzeciwie radnych Lewicy oznaczałoby to odrzucenie planu miejskich wydatków i dochodów w formie zaproponowanej przez prezydenta. Od tego czasu negocjacje nie ruszyły.

Platforma przedstawiła swoje propozycje. Chodzi m.in. o zwiększenie wydatków na remonty miejskich kamienic, ochronę zabytków, remonty szkół. Teraz PO sugeruje ponowne przeanalizowanie wydatków i cięcie niepotrzebnych. Jakich? Choćby budowy amfiteatru na placu Dąbrowskiego czy modernizacji bulwaru Narutowicza. Przekonuje, że te inwestycje mogą poczekać, ale remonty dróg - nie.

Budżetu Łodzi jak nie było, tak nie ma Jeśli do 31 marca rada nie uchwali budżetu, zrobi to Regionalna Izba Obrachunkowa. Co może oznaczać drastyczne cięcia po stronie inwestycji współfinansowanych przez UE, bo na te miasto zaciąga kredyty. A RIO jest zwolennikiem budżetów zrównoważonych.

POLSKA Dziennik Łódzki, 17 lutego 2009


Radni na basenie i pod basenem

W poniedziałek łódzcy radni praktycznie przygotowywali się do wtorkowej nadzwyczajnej sesji rady miejskiej poświęconej wyłącznie aquaparkowi. Zwiedzili Falę. Bardzo dokładnie: zajrzeli nawet pod niecki basenów.

Spośród 43 radnych tylko 11 wybrało się wczoraj na wycieczkę do aquaparku. Niektórzy po raz pierwszy zobaczyli obiekt, który jest przedmiotem dyskusji na sesjach od co najmniej trzech miesięcy.

- Fajne miejsce na spędzenie wolnego czasu - mówił Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej (PO). - Teraz mają być niższe ceny biletów i obiekt będzie dostępny dla wszystkich łodzian niezależnie od zasobności portfela.

Zdaniem przewodniczącego trzeba dokończyć inwestycję, m.in. budowę zjeżdżalni, i wzorem Krakowa co dwa lata dokładać w Fali nową atrakcję.

- Jestem zauroczona. Niektórzy łodzianie w ogóle nie wiedzą, co mają - powiedziała w saunach Iwona Bartosik, radna Lewicy.

Najbardziej sceptycznie nastawiony do Fali radny Jarosław Berger nie miał wątpliwości: - Ten obiekt trzeba ratować dla łodzian. Trzeba zmienić strategię marketingową i cenową. Potrzebny jest mądry menedżer. Żaden polityk nie powinien tu być zatrudniony. Ale zanim podejmiemy decyzję, na co wydać 80 mln zł, musimy wiedzieć, dlaczego przez rok nic się tutaj dobrego nie działo. Dlaczego łodzianie nie wiedzieli, że mają tak piękny obiekt.

Skąd się radnemu Bergerowi wzięło 80 mln zł, skoro prezydent Jerzy Kropiwnicki wynegocjował ze Słoweńcami, że za 100 proc. udziałów zapłaci 17,7 mln zł?

Bo miasto będzie musiało zapłacić znacznie więcej. Do 17,7 mln zł dojdą spłaty długów wobec ZUS, Dalkii, ŁZE, ZWiK, spłata wykonawców i kredyty w wysokości około 57 mln zł.

Podczas wycieczki radni weszli też pod baseny. Byli zaskoczeni, że pod ziemią jest niemal taka sama powierzchnia jak na górze.

Niecki basenów nie stoją na fundamentach, tylko wiszą na podciągach. Wszystkie baseny pracują, a specjalne podkładki amortyzują drgania. Na komputerach sterujących dozowaniem chemii i ciśnieniem w dyszach migają diody. Pokazują, które urządzenia są włączone i czy pracują prawidłowo.

Dziś na nadzwyczajnej sesji radni mają wysłuchać informacji o kosztach budowy Fali i przyjąć stanowisko zlecające firmie zewnętrznej dokonanie wyceny majątku spółki.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 17 lutego 2009


Prezydenta Łodzi brak, budżetu też

Łódź nadal nie ma budżetu na ten rok, ale prezydent Jerzy Kropiwnicki ma ważniejsze sprawy niż finanse miasta. Wczoraj wyjechał na trzy dni do Brukseli na obrady Komitetu Regionów, a poniedziałek i wtorek spędził w... Dobieszkowie na zorganizowanej przez siebie konferencji "Łódź przyszłości".

Budżet uchwala, co prawda, Rada Miejska, ale projekt miejskich dochodów i wydatków przygotowuje prezydent miasta. A dokładnie - jego służby. Prezydent Kropiwnicki i jego pierwszy zastępca Włodzimierz Tomaszewski od października zapowiadali, jaki to doskonały budżet będzie miała Łódź w tym roku. Dochody na poziomie rekordowym, bo prawie 3 mld zł, wiele nowych inwestycji, doskonałe oceny naszych finansów wystawione przez agencje ratingowe. Ta "doskonała" uchwała budżetowa pojawiła się na sesji Rady Miejskiej 14 stycznia. Tyle że nie doszło nawet do dyskusji, bo prezydent niespodziewanie... wycofał budżet z obrad. Dlaczego? Bo radni Platformy Obywatelskiej zapowiedzieli, że tak przygotowanego budżetu nie poprą, a przy sprzeciwie Lewicy wiadomo było, że uchwała nie przejdzie.

Mijały kolejne dni i tygodnie, radni czekali na zaproszenie do stołu negocjacyjnego, ale na próżno. Krzysztof Mączkowski, skarbnik miasta, i Grzegorz Słodki, szef wydziału budżetu, w poniedziałek zasugerowali radnym, że trzeba już budżet uchwalić. Platforma powiedziała: tak, ale najpierw chcemy rozmawiać z prezydentem. Rozmowy mogłyby się zacząć w poniedziałek, ale nie wiadomo, czy do nich dojdzie, bo Jerzy Kropiwnicki jest w Brukseli.

- Miasto nie stanęło w miejscu ani nie zostało sparaliżowane, bo do czasu uchwalenia budżetu obowiązuje prowizorium, czyli projekt - mówi Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej. - Ale im dłużej będziemy zwlekać, tym gorzej. Jesteśmy gotowi do rozmów, czekamy na gest ze strony prezydenta.

Można, co prawda się posługiwać przygotowanym projektem miejskich dochodów i wydatków, ale niesie to ze sobą pewne ograniczenia. Bez aktualnego budżetu nie można zaczynać nowych inwestycji, czyli takich, które nie były wpisane do Wieloletniego Programu Inwestycyjnego. Nie można robić zakupów, czyli kupno terenów na Brusie czy wykupienie 83 proc. udziałów w aquaparku Fala, będą figurować tylko na papierze.

Te wydatki nie były zaplanowane w projekcie budżetu, zatem pieniędzy wydać nie można. Czego jeszcze nie wolno? Ogłaszać przetargów choćby na budowę czy remonty dróg, o ile nie figurowały wcześniej w WPI. Radni chcą, by na placu Dąbrowskiego powstał wielopoziomowy parking. Nawet gdyby znalazł się chętny inwestor, który chciałby wspólnie z miastem sfinansować takie przedsięwzięcie - nic z tego. Musi czekać, aż będzie budżet. Cierpią także instytucje kultury utrzymywane przez miasto, bo póki nie ma budżetu, dostają ledwie 1/12 rocznej dotacji. To uniemożliwia im jakiekolwiek plany inwestycyjne.

Sprawą zaniepokoił się także rabin Symcha Keller, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi. Wspólnie z miastem gmina ma organizować obchody 65. rocznicy likwidacji łódzkiego getta. W liście przesłanym do prezydium Rady Miejskiej, rabin Keller prosi o możliwie rychłą decyzję, bo obchody są co prawda w sierpniu, ale wymagają zaproszenia wielu ważnych gości, zapewnienia im noclegów, pobytu. A takich spraw nie załatwia się w ostatniej chwili.

- Odpowiedziałem na ten list, radni są gotowi dyskutować nad budżetem, ale to prezydent musi wyjść z inicjatywą - mówi Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej. - Od styczniowej sesji, kiedy prezydent wycofał budżet, nikt z nami nie rozmawiał. Nie dostaliśmy też żadnych proponowanych zmian w planie wydatków.

Radni Platformy, którzy zmusili prezydenta do wycofania budżetu ze styczniowej sesji, zapowiadają, że nie ustąpią. Liczą także, że jednak w poniedziałek prezydent znajdzie czas, by się z nimi spotkać i choć zacząć rozmowy.

Co będzie, jeśli prezydent nie dogada się z Radą Miejską? Wówczas budżet uchwali Regionalna Izba Obrachunkowa. Tyle że będzie to oznaczało drastyczne cięcia w wydatkach, bo RIO uchwala budżet zrównoważony. To oznacza, że planowane dochody muszą się równoważyć z wydatkami. W praktyce może to oznaczać wycięcie wielu inwestycji unijnych, bo te najpierw musi sfinansować gmina, czyli zaciągnąć kredyty. Radni obawiają się, że prezydencka gra na zwłokę może mieć taki finał. A wtedy winni będą właśnie radni, nie prezydent.

- Jerzy Kropiwnicki kończy rządy w Łodzi, więc jest mu to obojętne. Natomiast my możemy zapłacić za nie swoje winy - twierdzą radni.

*** Czego chce PO? ***

Radni Platformy Obywatelskiej mają konkretne postulaty budżetowe.

Chcą zwiększenia wydatków miasta na bezpieczeństwo, czyli policję, budownictwo komunalne i remonty miejskich kamienic, ochronę zabytków (m.in. 1,5 mln zł z przeznaczeniem na remont kaplicy grobowej Scheiblera) oraz dokładnych terminów uchwalenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego Łodzi. Dodatkowo PO chce ograniczenia, jeśli nie cięć, zbędnych wydatków m.in.: na pomniki, amfiteatr na placu Dąbrowskiego, modernizację placu Wolności, zagraniczne wyjazdy prezydenta i jego urzędników oraz zmniejszenia puli wydatków przeznaczonych na obchody 65. rocznicy likwidacji łódzkiego getta. Platforma zapowiada, że nie ustąpi, bo skoro ma współodpowiadać za miasto, to chce mieć wpływ na decyzje finansowe.

POLSKA Dziennik Łódzki, 12 lutego 2009


"Fala" za kredyt w polskim banku?

We wtorek wieczorem łódzka Rada Miejska spotka się na nadzwyczajnej sesji, by zdecydować o wykupie od słoweńskiego Makro5 83 proc. akcji spółki Aqupark Fala. Partner miasta zgodził się sprzedać udziały za 17,7 mln zł.

Wniosek o nadzwyczajne posiedzenie złożyli radni Lewicy, którym pomysł wykupu akcji się nie podoba. Także na życzenie opozycji w poniedziałek radni "zwiedzą" aquapark.

- Zgodnie z prawem na zwołanie nadzwyczajnej sesji mam tydzień od dnia wpłynięcia wniosku - mówi Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej. - Spotkamy się we wtorek wieczorem, bo wcześniej są ważne komisje rady, których przełożyć na inny termin nie można.

Po co nadzwyczajna sesja, skoro o wykupie Fali radni mieli dyskutować w środę? Zdaniem Lewicy, która wnioskowała o nadzwyczajną sesję, sprawa wykupu akcji aquaparku od słoweńskiej firmy Makro 5 jest tak ważna, że wymaga specjalnego traktowania. Do tego stopnia specjalnego, że opozycja chciała organizować sesję na... Fali.

- Chyba na leżakach... - kpił wczoraj Mateusz Walasek, radny PO. - Naprawdę radni nie mogą zamieniać obrad w cyrk.

Dlaczego sesja miała być na Fali? Zdaniem radnego Dariusza Jońskiego, nie wszyscy widzieli aquapark, więc nie wiedzą, o czym mówią. Pomysł upadł, ale radni będą mogli w poniedziałek "zwiedzić" obiekt. Obecność nie jest obowiązkowa, przyjdą ci, którzy będą chcieli, a "zwiedzających" oprowadzi Sławomir Antos, dyrektor generalny aquaparku.

Prezydent Łodzi porozumiał się ze Słoweńcami w sprawie odkupu 83 proc. akcji spółki za 17,7 mln zł. Ale miasto przejmie też długi Fali, szacowane na 60 mln zł. Dlatego Lewica chce ponownej wyceny inwestycji na terenie Fali, bo uważa, że Słoweńcy koszty zawyżyli. Jeśli tak, to cena odkupu akcji powinna być niższa, jak twierdzi Lewica. Opozycja złożyła też doniesienie do CBŚ, które sprawdza, czy słoweński partner miasta nie naraził spółki na straty przez niewłaściwe zarządzanie.

Czy radni zgodzą się na wykupienie Fali? Przekonamy się we wtorek.

POLSKA Dziennik Łódzki, 12 lutego 2009


Wspólne juwenalia dla trzech uczelni

Po raz pierwszy w historii miasta łódzkie uczelnie zorganizują w tym roku wspólne juwenalia. Od 21 do 30 maja razem bawić się mają studenci Uniwersytetu Łódzkiego, Politechniki Łódzkiej i Uniwersytetu Medycznego.

- Wspólne juwenalia są pierwszym krokiem do współpracy uczelni i promocji Łodzi jako ośrodka akademickiego - mówi prof. dr hab. Paweł Maślanka, prorektor ds. studenckich UŁ.

Wczoraj w magistracie przedstawiciele uczelni, samorządów studenckich oraz przewodniczący Rady Miejskiej Tomasz Kacprzak podpisali porozumienie o organizacji wspólnych juwenaliów. Uczelnie chcą, by miasto na ten cel przeznaczyło 200 tys. zł.

Podczas imprezy wystąpić mają teatry, młodzieżowe zespoły muzyczne, kabarety.

Zagrają m.in. T.Love, Coma i Kult. Studenci UM będą prowadzić kursy pierwszej pomocy. Do Łodzi przyjedzie także w tym czasie 120 studentów z Hiszpanii i Portugalii, którzy będą się bawić razem z łódzkimi żakami.

Express Ilustrowany, 11 lutego 2009


Co zrobić z Brusem

Dyskusja o zagospodarowaniu kupionego przez miasto poligonu na Brusie znajdzie się w porządku obrad najbliższej, 18 lutego, sesji łódzkiej Rady Miejskiej. Punktem wyjścia ma być prezentacja wyników badań profesora Stanisława Liszewskiego z Uniwersytetu Łódzkiego, dotyczących oczekiwań i potrzeb rekreacyjnych łodzian.

- Poznałem te badania podczas prezentacji uniwersyteckiej - informuje radny Dariusz Joński. - Dlatego zaproponowałem, żeby przedstawić je całej Radzie Miejskiej.

Wystąpienie profesora Liszewskiego ma być punktem wyjścia do szerszej dyskusji o przyszłości Brusa.

- Na pewno radni, a mam nadzieję, że także prezydent i jego urzędnicy, włączą się w dyskusję - spodziewa się Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej. - Przecież kupując ten teren, wiedzieliśmy, że trzeba będzie znaleźć dla niego jak najlepsze przeznaczenie.

Kacprzak nie spodziewa się, aby dyskusja o Brusie zakończyła się podczas jednej sesji. Chciałby także, aby swoje propozycje przedstawił prezydent.

POLSKA Dziennik Łódzki, 4 lutego 2009


Fala jest Łodzi potrzebna

Rozmowa z Tomaszem Kacprzakiem, przewodniczącym łódzkiej Rady Miejskiej

Jutro przedstawiciele miasta będą rozmawiać z pozostałymi udziałowcami aquaparku Fala o odkupieniu udziałów. Czego powinniśmy się spodziewać?

Tomasz Kacprzak: - Myślę, że powinny paść już pewne konkrety. Prezydent będzie pewnie negocjował wartość tych udziałów, które chce kupić miasto. Ale do tego potrzeba więcej informacji o zobowiązaniach spółki.

Radni zobowiązali prezydenta do zakupu udziałów w Fali, ale ile miasto jest w stanie zapłacić?

To powinna być kwota nie wyższa niż cena nominalna akcji. Pamiętajmy, że te udziały są obciążone, żeby pozbyć się zadłużenia, trzeba je będzie spłacić. Firma Makro 5 jest w zbyt złej sytuacji finansowej, więc w jej interesie jest pozbycie się Fali, żeby jak najmniej stracić.

Musimy się liczyć z ewentualnością ogłoszenia upadłości Fali.

Upadłość ogłasza sąd, na wniosek zarządu lub wierzycieli. Wtedy funkcję zarządu przejmuje syndyk. Aquapark może dalej funkcjonować, o ile dla syndyka jest to opłacalne. W pierwszej kolejności musi on spłacić wierzycieli. Dlatego nie jest to rozwiązanie dobre ani dla miasta, ani dla Makro 5, bo słoweńska firma jest wierzycielem, ale jest też udziałowcem. Jako udziałowiec przez syndyka zaspokajana jest na końcu, sprzedając udziały miastu miałaby pieniądze szybciej.

Jak szybko?

Gdyby miasto kupowało udziały w Fali za 20 mln złotych, to w ciągu dwóch lat. A postępowanie syndyka to jest długotrwały proces, nawet kilkuletni. Pieniądze można by odzyskać przy założeniu, że sprzedałby sam aquapark, ale także tereny wokół niego.

Skoro Fala przynosi straty, to może Łódź nie powinna jej kupować?

Fala jest Łodzi potrzebna. Powinna lepiej wkomponować się w kompleks rekreacyjny na Zdrowiu. Trzeba ją dokończyć i uatrakcyjnić. Pewnie potrzebny będzie dobry menedżer.

POLSKA Dziennik Łódzki, 29 stycznia 2009


Fala budżetowej dotacji nie dostała, ale miasto ją przejmie

Aquapark Fala nie dostanie dotacji z miejskiej kasy, przynajmniej na razie. Ale rada miejska przyjęła stanowisko, by prezydent Łodzi rozpoczął negocjacje z partnerem ze Słowenii w sprawie odkupienia udziałów i przejęcia Fali przez miasto. Prezydent Łodzi, z oporami, ale zgodził się ze stanowiskiem radnych.

Czym skutkuje taka decyzja? Według radnych jest korzystna, bo miasto wreszcie będzie miało kontrolę nad spółką, co pozwoli na wymianę zarządu, a w efekcie - ratowanie upadającego aquaparku. Prezydent Jerzy Kropiwnicki był innego zdania. Przekonywał radnych, że trzeba dofinansować spółkę, by nie upadła, a dopiero wtedy zacząć negocjacje w sprawie wykupienia udziałów przez miasto. Agnieszka Graszka, zastępca dyrektora wydziału gospodarowania majątkiem magistratu, przestrzegła radnych, że bez 3,9 mln zł z miejskiej kasy Fala zostanie zamknięta. Według zarządu aquaparku taki scenariusz jest możliwy i to już po szkolnych feriach zimowych. Dlaczego? Bo spółka ma długi m.in. wobec zakładu energetycznego i wodociągów, które grożą odcięciem dostaw.

Wczorajsza awantura o Falę zaczęła się rano, podczas głosowania nad porządkiem obrad sesji. Okazało się, że radni Platformy Obywatelskiej, jako jedyni, znali wyniki kontroli finansów Fali, jaką przeprowadziła w spółce zewnętrzna firma. Radni PiS zażądali wglądu w dokument i poprosili o... dwie godziny przerwy. Z dokumentem w tym samym czasie zapoznawali się także radni Lewicy.

- Mieliśmy za mało czasu, by dokładnie przestudiować wyniki kontroli, ale już nasuwa się jeden wniosek: ze Słoweńcami trzeba się jak najszybciej rozstać - mówił Dariusz Joński, szef klubu radnych Lewicy. - Składamy też wniosek do CBŚ w Warszawie, by sprawdziła zarządzenie spółką. Naszym zdaniem dochodziło tam do poważnych nieprawidłowości.

Platforma Obywatelska potwierdziła, że Fala ma ogromne kłopoty, a dotacja z miejskiej kasy nie uratuje sytuacji. Jedynie przedłuży żywotność spółki, bo pozwoli na spłacenie najpilniejszych zobowiązań.

- Dlatego przygotowaliśmy projekt uchwały, w którym apelujemy do prezydenta, by wykupił pakiet kontrolny albo wszystkie udziały od Słoweńców - mówił Tomasz Kacprzak, szef rady miasta. - Miasto dokończy inwestycję, wprowadzi do spółki nowy zarząd i powoli wyciągnie aquapark z tarapatów.

Dyskusja była burzliwa. Platforma obstawała przy swoim. Lewica wnioskowała o ponowną wycenę gruntów, jakie miasto wniosło aportem do spółki, a następnie o odsprzedanie udziałów gminy za kwotę wynikającą z ponownej wyceny. Pomysł przepadł w głosowaniu.

Prezydent Kropiwnicki generalnie zgadzał się ze stanowiskiem PO, ale miał kilka uwag. Przestrzegł radnych, że czekanie na upadłość Fali jest niekorzystne dla miasta.

- Jako wspólnik nie możemy brać udziału w transakcjach, prowadzonych przez syndyka. Będziemy biernie patrzeć, jak majątek spółki jest sprzedawany - mówił prezydent Łodzi.

Przekonywał też radnych, że lepszym rozwiązaniem jest wykupienie wszystkich udziałów albo konsekwentnie - pozbycie się ich. Ale namawiał radnych, by przekazali Fali 3,9 mln zł właśnie po to, by miasto mogło spokojnie przystąpić do negocjacji ze Słoweńcami, a Fala nadal działała.

- Jeśli kupimy udziały, bierzemy na siebie duże zobowiązania finansowe, bo trzeba będzie spłacić długi - dodał prezydent. - Ale jesteśmy to winni łodzianom, Fala została zbudowana dla mieszkańców. Przecież mogliśmy ten teren korzystnie sprzedać i nie myśleć o aquaparku.

Ostatecznie rada miejska przegłosowała pomysł PO. Zobowiązała prezydenta do negocjacji ze Słoweńcami w sprawie odkupienia udziałów. Ci pisemnie wyrazili zgodę na takie rozwiązanie. Jeśli transakcja zakończy się do przyszłego roku, sprzedadzą akcje po cenie nominalnej, czyli za około 20 mln zł. Jednocześnie radni odrzucili projekt dofinansowania spółki z miejskiej kasy. Czy rzeczywiście spowoduje to zamknięcie Fali po feriach? Nie wiadomo, przekonamy się wkrótce.

POLSKA Dziennik Łódzki, 22 stycznia 2009


Prezydent jest za, a radni przeciw dotacji Fali

Sytuacja aquaparku Fala wydaje się być patowa. Spółka tonie w długach, a radni już raz odrzucili pomysł władz Łodzi, by dokapitalizować aquapark kwotą 3,9 mln złotych. Dziś radni mają ponownie zająć się tym projektem, ale stanowisko większości się nie zmieniło. Nadal są przeciwni dotacji z miejskiej kasy dla spółki.

- Komisja finansów nie opiniowała projektu uchwały w tej sprawie, bo chcemy mieć czas na zapoznanie się z wynikami kontroli finansów spółki - mówi Iwona Bartosik, radna Lewicy. - Dokument jest dość obszerny, więc nie da się go przeanalizować w ciągu kwadransa.

Okazuje się, że kondycję finansową aquaparku, na koniec listopada ubiegłego roku, badała zewnętrza firma. Z dość pobieżnych analiz wynika, że firma jest na skraju bankructwa i tak naprawdę dotacja z miejskiej kasy znacząco sytuacji nie poprawi. Istnieje niebezpieczeństwo, że za kilka miesięcy Słoweńcy znów wyciągną rękę do miasta.

- Nie jestem ekonomistą, dlatego nie chcę się wypowiadać na temat tej ekspertyzy. Chcemy powołać własnych fachowców, niech ocenią finanse aquaparku i dopiero wtedy zdecydujemy: dofinansować albo nie - mówi Bartosz Domaszewicz, radny PO.

Czy dziś projekt uchwały o dofinansowaniu spółki nie trafi do porządku obrad? Nie wiadomo, bo radni mają wiele pytań, więc dyskusja byłaby świetną okazją, by je zadać i uzyskać na nie odpowiedź. Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, uważa, że najpierw trzeba podjąć konkretną decyzję o dalszych losach spółki. Chodzi o odkupienie przez miasto albo pakietu większościowego udziałów, albo sprzedanie całości Słoweńcom.

- W projekcie uchwały, jaki dostaliśmy, nie ma jasnych zapisów co robimy dalej: odkupujemy pakiet większościowy czy sprzedajemy swoje akcje - mówi Kacprzak. - Moim zdaniem od tego trzeba zacząć. A dopiero później możemy dawać pieniądze z miejskiej kasy albo ich nie dawać.

W jednym rada miejska jest zgodna: spółka od początku była źle zarządzana, stąd wzięły się jej kłopoty. Podstawowy błąd, jaki popełniono, to windowanie cen biletów do niebotycznych rozmiarów i wprowadzenie tylko trzygodzinnych wejściówek. To skutecznie odstraszyło łodzian od wizyt w aquaparku. Ceny biletów, pod naciskiem mediów i pustek na pływalniach, zmieniono, ale nadal za godzinę pobytu w aquaparku płaci się 18 - 22 zł (dni powszednie i weekendy), dodatkowe 20 zł trzeba jeszcze zapłacić za saunę. Dla porównania najdroższe (weekendowe i wieczorne) bilety godzinne do Wodnego Raju kosztują 10 zł. W Nowej Gdyni z kolei za godzinę pływania płaci się 15 zł, a sauna jest gratis. Czy można się dziwić, że Fala świeci pustkami i przynosi straty, a pozostałe obiekty pękają w szwach?

Radni PO i Lewicy są zgodni: Fala nie dostanie dotacji z miejskiej kasy, dopóki nie przedstawi wiarygodnego programu naprawczego. PiS co prawda poparł pomysł wsparcia aquaparku, ale został przegłosowany. Co się stanie z Falą bez 3,9 mln zł? Ogłosi upadłość? Trudno na to pytanie odpowiedzieć, póki co, takie pogłoski brzmią jak szantaż ze strony szefów aquaparku.

- Uważam, że spółka potrzebuje tylko dobrego zarządu, czyli ludzi, którzy wdrożą program naprawczy i wyciągną firmę z długów. A później zwyczajnie interes rozkręcą - mówi Tomasz Kacprzak.

A co się stanie, jeśli miasto wpłaci jednak na konto spółki 3,9 mln zł? Radny Domaszewicz uważa, że przy obecnym sposobie zarządzania nic to nie da. Fala spłaci tylko najpilniejsze długi, dokończy inwestycję.

- Za jakiś czas znów będziemy mieli podobną uchwałę - prorokuje radny PO.

Zatem może należałoby rozważyć i trzeci scenariusz, którego zwolennikiem jest Platforma. Chodzi o odkupienie pakietu większościowego akcji od partnera ze Słowenii, który deklaruje, że jeśli transakcja dojdzie do skutku do przyszłego roku, wówczas sprzeda udziały po cenie nominalnej.

- Nie wiem, o jakiej kwocie rozmawiamy, potrzebna jest profesjonalna wycena, ale tylko w ten sposób miasto miałoby kontrolę nad spółką - uważa Bartosz Domaszewicz.

Iwona Bartosik, jedyna radna z Lewicy, uważa, że najpierw trzeba spółkę dokapitalizować, a później decydować o wykupieniu udziałów.

- Zobowiązuje nas do tego umowa, poza tym odwracając się od aquaparku w chwili kryzysu, tracimy wiarygodność wobec innych prywatnych inwestorów, którzy chcieliby zawiązać z nami spółkę - mówi Bartosik. - Jeśli damy pieniądze, to nie stracimy, bo odkupując akcje zapłacimy mniej.

Problem z aquaparkiem, budowanym w partnerstwie z kapitałem prywatnym, ma też Wrocław. Miasto pozbyło się partnera ze spółki, argumentem "za" takim rozwiązaniem były m.in. opóźnienia w budowie. Sprawa znalazła finał w sądzie. Inwestor chce odszkodowania, bo zgodnie z umową miał zarządzać aquaparkiem przez 28 lat. Wrocław skarży inwestora o odszkodowanie za opóźnienia w budowie i wynikając stąd straty.

POLSKA Dziennik Łódzki, 21 stycznia 2009


Będą ulice znanych aktorów i dyrygenta?

Władze miasta chcą, by w Łodzi powstały nowe ulice - Jana Machulskiego, Leona Niemczyka i Henryka Debicha. Ulice zmarłych aktorów związanych z naszym miastem miałyby być zlokalizowane obok Muzeum Kinematografii i nieopodal "Filmówki", a ul. Debicha obok Radia Łódź. Radni są przeciwni.

Ulica Jana Machulskiego miałaby biec bezpośrednio przy muzeum, między ul. Targową a parkiem Żródliska. Teraz jest to pl. Zwycięstwa i taki adres noszą zlokalizowane tam muzeum, firmy, restauracja (w projekcie uchwały napisano nieprawdę, że to ulica "bez nazwy").

Imieniem Leona Niemczyka miałby zostać nazwany krótki odcinek ul. Wodnej - od al. Piłsudskiego do przyszłej ulicy Machulskiego (obok parku Żródliska).

Trzecia propozycja władz miasta to przemianowanie fragmentu ul. Krzywickiego na Henryka Debicha (chodzi o odcinek obok Radia Łódź).

Te propozycje prezydenta mają przyjąć na środowej sesji łódzcy radni. Ale wygląda na to, że nie zrobią tego.

Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, jest przeciwny nazywaniu ulic i zmienianiu nazw istniejących. - Żałuję, że projekty w ogóle powstały. Mam nadzieję, że zostaną odrzucone przez radę miejską - mówi i przypomina, że radnych obowiązuje moratorium, które sami sobie narzucili rok temu. Na jego podstawie nie wolno wcześniej niż rok po śmierci godnej osoby nazywać ulicę jej nazwiskiem. A Jan Machulski zmarł 20 listopada 2008 r. Od tego dnia Kacprzak forsuje własny pomysł: by pociąg kursujący na trasie Łódź-Warszawa nazywał się "Jan Machulski" i - jak zapewnia - jest to już załatwione.

Dariusz Joński, szef opozycji w radzie miejskiej, będzie domagał się jutro zwołania konwentu. Chce, żeby w wąskim gronie w zaciszu gabinetu ustalić, by nie szastać nazwiskiem Jana Machulskiego. - Raz ma być nazwany pociąg, raz sala obrad, raz ulica. Nie podejmujemy decyzji ad hoc. Potrzebna nam chwila rozwagi i szacunku dla zmarłego - uważa Joński.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 21 stycznia 2009


Uczciliśmy pamięć poległych

- Nie potrafię przebaczyć, to wciąż zbyt żywa rana - przyznał w czasie wczorajszych uroczystości związanych z 64. rocznicą spalenia więźniów Radogoszcza i zakończenia niemieckiej okupacji Łodzi, Jan Wypijewski, były więzień hitlerowskiego obozu.

Obchody upamiętniające rocznicę odbyły się przy Pomniku Mauzoleum znajdującym się na terenie Muzeum Tradycji Niepodległościowych na Radogoszczu. W tym miejscu, 64 lata temu, w przeddzień wyzwolenia Łodzi, Niemcy w bestialski sposób zamordowali blisko 1,5 tys. osób.

Na uroczystości pojawili się m.in. przedstawiciele rady miejskiej, Sejmu, Senatu oraz weterani i byli więźniowie.

Wciąż mam obraz dopalających się zwłok - nie krył wzruszenia Jan Wypijewski, więziony na Radogoszczu od 4 sierpnia 1944 roku. - Nie ma takiego psychologa czy duszpasterza, który pomógłby mi o tym zapomnieć.

Zapomnieć nie potrafią też łodzianie, którzy licznie zjawili się wczoraj na placu przy Pomniku Mauzoleum. W hołdzie ofiarom tamtych dni odczytano apel poległych, wystrzelono salwę honorową i złożono kwiaty.

- Przychodzimy tu co roku i będziemy przychodzić nadal - mówił Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej. - Dla nas, dla pokolenia trzydziestolatków, pamięć o tamtych czasach jest niezwykle ważna.

Przez więzienie w Radogoszczu przeszło około 40 tys. osób. W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku hitlerowcy rozpoczęli mordowanie więźniów. Gdy napotkali na opór, podpalili budynek. Z masakry ocalało jedynie 30 osób.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 20 stycznia 2009


Obchody bis

Drugi dzień z rzędu na terenie mauzoleum na Radogoszczu obchodzono wczoraj 64. rocznicę spalenia więźniów Radogoszcza i zakończenia hitlerowskiej okupacji Łodzi. Wczorajsze obchody zorganizował przewodniczący łódzkiej Rady Miejskiej Tomasz Kacprzak, niedzielnym patronował prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki. Kropiwnicki oraz część kombatantów uważa, że nie należy świętować 19 stycznia, bo tego dnia weszły do Łodzi oddziały radzieckie.

- Złym zwyczajem jest podwójne obchodzenie świąt i rocznic narodowych - mówił wczoraj Tomasz Kacprzak. - Te daty powinny nas łączyć, a nie dzielić, w imię szacunku dla ludzi, którzy walczyli o wolną Polskę.

Wśród zaproszonych na wczorajszą uroczystość był Jan Wypijewski - były więzień Radogoszcza, jeden z około 30 ocalałych spośród 1500 więźniów. Wszyscy zginęli po podpaleniu więzienia przez wycofujące się oddziały.

Express Ilustrowany, 20 stycznia 2009


Łodzianie uczcili rocznicę wyzwolenia, modląc się za ofiary

Apel poległych, salwa honorowa oddana przez wojsko, składanie kwiatów pod monumentem upamiętniającym ofiary hitlerowskiego więzienia na Radogoszczu. Tak wyglądały obchody 64. rocznicy wyzwolenia Łodzi spod okupacji niemieckiej. Radzieccy żołnierze weszli do miasta 19 stycznia 1945 r.

Wczoraj oficjele, kombatanci, żołnierze i uczniowie upamiętniali tragedię, która rozegrała się w nocy z 17 na 18 stycznia. Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej i organizator obchodów, przypomniał, że wówczas Niemcy, opuszczając Łódź, podpalili więzienie. Zginęło ok. 1500 osób. Płonących ludzi dosięgały kule strażników. Uratowało się tylko 30 więźniów.

Po modlitwie za ofiary, prowadzonej przez biskupa Adama Lepę, doszło do najbardziej przejmującego momentu uroczystości. Pobyt w więzieniu na Radogoszczu wspominał Jan Wypijewski, jeden z trzydziestu, którzy przeżyli styczniową noc 1945 r.

- Przez lata nie znalazł się taki psycholog, który pomógłby uleczyć we mnie obrazy i swąd spalonych ciał. Podawanego na obiad w więzieniu kapuśniaku nienawidzę do dzisiaj - mówił Wypijewski. A zwracając się do młodzieży przypomniał, że "wybaczać nie znaczy zapomnieć".

- Zresztą żaden z nas nie ma prawa, aby wybaczyć w imieniu tych, którzy tutaj zginęli podczas okupacji - zakończył więzień Radogoszcza. Jan Wypijewski pojawia się na każdej rocznicy związanej z tym miejscem.

Historycy oceniają, że przez więzienie na Radogoszczu przeszło ok. 40 tys. osób, a przeciętnie w dzisiejszym miejscu pamięci przebywało od 500 do 1000 więźniów. Większość z nich Niemcy osadzili za złamanie okupacyjnego prawa. Do Radogoszcza trafiali m.in. uciekinierzy z przymusowych robót w III Rzeszy, Polacy szmuglujący żywność, zajmujący się nielegalnym ubojem.

Niemcy podpalili więzienie, bo osadzeni stawili opór, gdy strażnicy zaczęli strzelać w salach budynku.

POLSKA Dziennik Łódzki, 20 stycznia 2009


Podzielone obchody zakończenia okupacji hitlerowskiej

W Muzeum Tradycji Niepodległościowych na Radogoszczu uczczono wczoraj 64. rocznicę zagłady 2 tysięcy więźniów tamtejszego obozu przez niemieckich okupantów.

W uroczystości, zorganizowanej pod patronatem prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego, wzięli udział przedstawiciele organizacji kombatanckich, wojska, policji, straży miejskiej oraz uczniowie łódzkich szkół.

Dziś w tym samym miejscu odbędzie się uroczystość z okazji rocznicy zakończenia okupacji hitlerowskiej. Organizuje ją Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi.

W ubiegłych latach obchody odbywały się 19 stycznia. W tym roku prezydent Jerzy Kropiwnicki postanowił zorganizować uroczystość dzień wcześniej - w rocznicę zagłady więźniów Radogoszcza - bo z taką prośbą, jak tłumaczył jego rzecznik Kajus Augustyniak, zwróciło się do niego Porozumienie Kombatantów i Organizacji Niepodległościowych. Podczas wczorajszych obchodów prezydent dodał, że 19 stycznia, dzień wejścia Sowietów do Łodzi, można by obchodzić jedynie jako dzień narodowej żałoby.

Dla Lecha Knapczyńskiego, łódzkiego taksówkarza, to fałszowanie historii. - Nie można udawać, że nie było wyzwolenia Łodzi - mówi.

Express Ilustrowany, 19 stycznia 2009


Ulica, tablica, pociąg im. Machula

Co do tego, że Jana Machulskiego, zmarłego niedawno aktora i wykładowcę łódzkiej filmówki, należy uhonorować, zgodni są chyba wszyscy. Jednak już pojawiają się rozbieżności, co do tego, jak i gdzie to zrobić.

Najbliższe realizacji jest nadanie imienia aktora pociągowi, kursującemu między Łodzią a Warszawą.

- Pociąg otrzyma imię, gdy tylko zakończymy remont odcinka między Skierniewicami a Warszawą, czyli jesienią tego roku - zapowiada Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi.

- Powinien nazywać się "Machul", bo tak nazywali go studenci - zauważa Elżbieta Czarnecka, szefowa Stowarzyszenia Miłośników Off Kultury Smok.

Ryszard Bonisławski i Towarzystwo Przyjaciół Łodzi marzy o upamiętnieniu miejsc związanych ze znanymi łodzianami tablicami montowanymi na ścianach kamienic.

- Jestem w trakcie sporządzania listy nazwisk i związanych z nimi miejsc - opowiada Ryszard Bonisławski, znawca miasta. - Chcielibyśmy, aby pierwsze z nich zawisły w połowie maja, na Œwięto Łodzi.

Nie ma już co prawda kamienicy przy ul. Młynarskiej 99, w której urodził się Jan Machulski, ale można postawić na tym miejscu specjalny słup.

Większy problem jest z nazwaniem imieniem Machulskiego łódzkiej ulicy. Wojciech Dyakowski, dyrektor wydziału geodezji urzędu miasta, zaproponował uliczkę, przy której znajduje się Muzeum Kinematografii, na ulicę Jana Machulskiego.

- To blisko szkoły filmowej. Muzeum obecnie znajduje się pod adresem plac Zwycięstwa 1, ale plac został podzielony na dwie części aleją Piłsudskiego - argumentuje dyrektor Dyakowski.

Innego zdania jest Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, pod której obrady projekt trafi w środę, 21 stycznia. - Projekt ten jest sprzeczny z wcześniejszymi postanowieniami rady, by nie zmieniać nazw ulic i że ulicę można nazwać nazwiskiem znanej osobistości rok po jej śmierci.

Przewodniczący Kacprzak proponuje poczekać i nazwać ulicą Machulskiego przedłużenie ul. Targowej na terenie EC1, gdzie ma powstać nowe kulturalne centrum miasta.

Tylko dlaczego to wszystko takie łódzkie, polskie nawet...

POLSKA Dziennik Łódzki, 16 stycznia 2009


Prezydent przegrał, Łódź bez budżetu

Takiego scenariusza nikt nie przewidział. Radni Platformy Obywatelskiej zmusili wczoraj prezydenta Łodzi do wycofania z obrad projektu budżetu. To pierwszy taki przypadek w historii odnowionego samorządu.

Wczoraj rada miejska miała zdecydować o kształcie tegorocznego budżetu miasta. Zapowiadały się burzliwe obrady, bo zarówno Lewica, jak i Platforma Obywatelska miały wiele uwag do prezydenckiego projektu. Wszyscy się spodziewali targów i swarów, ale było prawie pewne, że budżet jednak zostanie uchwalony. Tymczasem nie doszło nawet do prezentacji projektu, bo Jerzy Kropiwnicki poprosił o przerwę i zaprosił radnych PO do negocjacji ostatniej szansy. Skończyły się fiaskiem, Platforma się nie "ugięła", więc prezydentowi pozostało jedyne honorowe wyjście: wycofać projekt z obrad.

O co poszło? Platforma chciała nie tylko wpisania swoich poprawek do planu wydatków, ale też konkretnych przesunięć pieniędzy między zadaniami. Według PO, w tym roku należy zwiększyć wydatki m.in. na budownictwo komunalne, rewitalizację zabytków, remonty szkół i przedszkoli, Centrum Informacji Turystycznej i policję. Radni PO chcieli także spójnej polityki promocyjnej miasta oraz realnych terminów ukończenia prac nad planami zagospodarowania przestrzennego Łodzi. Prezydent pewnie poszedłby na wiele ustępstw, ale na przeszkodzie stanęła... Fala.

Okazało się, że wczoraj, tuż po uchwaleniu budżetu, do porządku obrad ponownie miała być wprowadzona uchwała o dofinansowaniu aquaparku kwotą 3,9 mln zł. Szefowie Fali grożą upadłością, a radni już raz wyrazili swoje zdanie w tej sprawie: nie zgodzili się na dotację z miejskiej kasy dla zadłużonej po uszy spółki. Platforma i tym razem powiedziała nie, mimo mglistej obietnicy ze strony władz miasta, że te w perspektywie wykupią od Słoweńców pakiet większościowy akcji. Ostre negocjacje trwały prawie godzinę, ale nie przyniosły rezultatu. O dziwo, tego samego zdania byli wczoraj także radni PiS.

Nie ma co ukrywać, prezydent Łodzi poniósł wczoraj bolesną porażkę. Ucierpiał nie tylko prestiż Jerzego Kropiwnickiego, ale też zachwiał się mit prezydenta Łodzi - mistrza politycznych szachów. Dotychczas zawsze osiągał porozumienie z radnymi, bez względu na opcję polityczną. Trzeba też przyznać, że wycofanie budżetu z obrad było dla prezydenta jedynym, honorowym wyjściem. W ten sposób nie dopuścił do klasycznej pyskówki i "zdemolowania" budżetu poprawkami radnych.

Platforma na pewno zyskała. Pokazała, że skoro ma firmować poczynania prezydenta, to chce mieć realny wpływ na miejskie finanse. Pytanie tylko, czy radnym PO wystarczy tej odwagi, by negocjacje doprowadzić do końca. Bo gra o wpływy dopiero się zaczyna, budżet uchwalić trzeba, pytanie: czy będzie to budżet prezydenta, czy budżet wspólny: prezydenta i PO?

Początek sesji nie sugerował takiego zakończenia. Wiadomo było, że przeciw budżetowi będzie Lewica, poprze go PiS. Platforma Obywatelska zarządziła dyscyplinę obecności na sesji (stawili się wszyscy) i głosowania pod rygorem wykluczenia z partii. Mateusz Walasek, szef klubu radnych PO, poinformował rano prezydenta Łodzi o swoim stanowisku. Wydawało się, że ten przyjął to obojętnie, ale w chwili gdy miała się zacząć prezentacja projektu budżetu, wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski poprosił o przerwę.

- Pan prezydent zaprosił nas na rozmowę, kultura nakazuje zaproszenie przyjąć - rzucił Mateusz Walasek i opuścił salę obrad.

Za prezydentem i wiceprezydentem Tomaszewskim wyszli Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej z PO i Jan Mędrzak, szef PO w Łodzi. Przerwa miała trwać kwadrans, ale przeciągnęła się do 45 minut. Radni Lewicy i PiS, którzy pozostali na sali, zastanawiali się, jakich argumentów użyje prezydent, by Platformę przekonać. W kuluarach zadawano także pytanie "czy Platformie wystarczy odwagi, by się nie ugiąć?".

Emocje rosły z minuty na minutę, wreszcie na salę obrad wszedł prezydent. Za nim Jan Mędrzak, wiceprezydent Tomaszewski, pochód zamykali Tomasz Kacprzak i Mateusz Walasek. Szef rady wznowił obrady. Kiedy o głos poprosił prezydent, na sali zapadła cisza.

- Wycofuję projekt budżetu z obrad - powiedział Jerzy Kropiwnicki. - Nie zostały zakończone uzgodnienia polityczne dotyczące najważniejszej uchwały, jaką przyjmuje rada miejska.

Prezydent nie chciał odpowiadać na pytania dotyczące szczegółów spotkania z szefami PO. Powtarzał, że nie było woli politycznej, by uzgodnić szczegóły budżetu, a obie strony potrzebują więcej czasu.

- W historii odnowionego samorządu nie było przypadku, żeby prezydent wycofał własny budżet z obrad - przypomniała Iwona Bartosik z Lewicy.

Dariusz Joński, szef radnych Lewicy, nazwał zachowanie PO nieodpowiedzialnym.

- Miasto musi mieć budżet - zaczął. - Zamiast merytorycznej dyskusji nad uchwałą mamy polityczne demonstracje. Jeśli Platforma chce rządzić, niech będzie odpowiedzialna.

Sławomir Worach, szef klubu radnych PiS, uznał postawę prezydenta za słuszną. W sytuacji, gdy nie mógł liczyć na poparcie projektu ani nie doszedł do porozumienia w sprawie poprawek, musi poczekać.

- Rozmawiałem z prezydentem, zapewnił mnie, że potrzebne są polityczne ustalenia dotyczšce budżetu - mówił Worach. - Poprosiłem o mój udział w tych negocjacjach, prezydent się zgodził.

Podczas tajnej narady szefów Platformy z prezydentem dyskusja nad budżetem była krótka. PO chciała mieć realny wpływ na wydatki miasta, zatem nie zgodziła się na dopisanie swoich priorytetów do budżetu. Napisać można wszystko, ale radni chcieli, by prezydent wskazał konkretne kwoty na realizację konkretnych przedsięwzięć. Co prawda część poprawek PO prezydent przyjął, ale to nie wystarczyło, by osiągnąć porozumienie i w efekcie przyjąć budżet. Udało nam się ustalić, że prezydent Kropiwnicki niby się na coś zgadzał, ale jednocześnie stawiał warunek, że swoich wydatków nie ruszy. Drugim powodem oporu Platformy była Fala. Projekt dofinansowania miał wrócić na sesję, radni się nie zgodzili. Stanowisko PO w tej sprawie poparł PiS. Argumentował, że radni zdecydowali, by Fali nie pomagać, więc należy to uszanować. A jeśli jest nowy projekt, to trzeba go rozpatrywać zgodnie z procedurami, czyli zacząć od komisji, a nie "wrzucać" w ostatniej chwili na sesję.

Kiedy projekt budżetu wróci na sesję? Nie wiadomo. Prezydent wczoraj wieczorem odleciał do Wiednia, na spotkanie w sprawie rocznicy likwidacji getta. Zatem negocjacje ruszą od poniedziałku.

POLSKA Dziennik Łódzki, 15 stycznia 2009


Miasto kupi 150 hektarów na Brusie

Miasto kupi od wojska tereny na Brusie - zdecydowali jednogłośnie łódzcy radni.

Obyło się prawie bez dyskusji, bo wszyscy radni uważali, że kupno 150 hektarów ziemi to duża okazja.

Chodzi o tereny po dawnym poligonie wojskowym w obrębie ulic Krańcowej, Biegunowej i Lontowej. Jedynie Anna Lucińska, radna PiS i przewodnicząca komisji ochrony środowiska zastrzegała, by nie powstał tam obiekt o wielkiej kubaturze. Wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski zapewniał, że teren będzie służył rekreacji i wypoczynkowi.

Ziemię sprzedaje Wojskowa Agencja Mieszkaniowa. Wielki teren wyceniono na 73 mln zł, ale spłatę rozłożono na korzystne raty. Do 1 lutego miasto musi zapłacić 25 mln zł, w 2010 r. wyłoży 35 mln zł, a w 2011 r. resztę.

38 radnych opowiedziało się za kupnem, nikt nie był przeciw i nikt się nie wstrzymał od głosu.

- Bardzo dobrze, że kupimy ziemię na Brusie. To piękny teren i będzie służył łodzianom - cieszył się, wychodząc z sesji Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej i dodał: - Zaraz po feriach i uchwaleniu budżetu musimy zacząć dyskusję, co powinno powstać na Brusie. Do dyskusji trzeba koniecznie włączyć mieszkańców.

Dotychczas pomysłów na zagospodarowanie Brusa było sporo: od miejsca na plenerowe koncerty, poprzez zoo-safari (filia ciasnego zoo przy ul. Konstantynowskiej), pole golfowe, po centrum sportowe, podobne jak w Spale.

Kacprzakowi najbardziej podobało by się centrum sportowe i zoo-safari.

Kupno terenów i plany zagospodarowania tego obszaru wymuszą remont ulicy Konstantynowskiej i linii tramwajowej wzdłuż tej ulicy, by w przyszłości można było łatwo dojechać do nowych terenów rekreacyjnych.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 15 stycznia 2009


Grunt utopiony w Fali

Wszystko wskazuje, że właśnie spełnia się czarny, najgorszy dla Łodzi scenariusz, o którym pisaliśmy prawie rok temu. Jeśli Fala zbankrutuje, syndyk masy upadłościowej przejmie - by spłacić jej wierzycieli - i sam aquapark za 80 mln zł, i ziemię pod nim i wokół niego, wartą dziś... nawet 300 milionów złotych. To grunt, który nasze hojne miasto wniosło do spółki, wyceniając go kilka lat temu na... 4 miliony złotych! Wczoraj pisaliśmy, że grunt może być wart 30 milionów zł, ale zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, eksperta rynku nieruchomości, metr może być wart od 2 do 3 tys. zł, co przy 10 hektarach daje kwotę od 200 do 300 mln.

Już na początku ubiegłego roku urzędnik magistracki powiedział nam: "Na razie - za 2007 rok - Aquapark wyszedł na plus, dzięki wahaniom kursowym między walutą kredytu (euro) a spłaty kredytu (złoty). Ale na bieżącej eksploatacji i ten, i przyszły rok mogą zakończyć się dla tej spółki na minusie".

I tak się stało, skoro ostatnio firma wyciągnęła rękę do Łodzi po wsparcie. Jeśli go nie dostanie i upadnie, albo jeśli Łódź nie odzyska za około 20 mln zł - co proponuje radny Tomasz Kacprzak - pełnego wpływu na tę spółkę, to miasto na własne życzenie zapłaci swoim byłym, wartym dziś około 300 mln zł majątkiem za długi aquaparku.

Dlaczego aż 300 mln?

- W tym punkcie miasta metr kwadratowy nie może być wart mniej niż słynna działka Philipsa - ocenia Tomasz Błeszyński, analityk rynku nieruchomości. - Teren na Zdrowiu jest przecież w pełni uzbrojony, gotowy do inwestycji. Nic tylko wchodzić i stawiać hotel czy biurowiec.

Wynika z tego, że już dziś obiekty Aquaparku Łódzkiego Fala, zbudowane na kredyt, a wyceniane na 20 mln euro (70-80 mln zł), za których budowę odpowiadali Słoweńcy, warte są kilkakrotnie mniej niż ziemia wniesiona przez Łódź do tej spółki. A przecież miasto ma w niej tylko 17-proc. udział. Przepisy mówią - i tak też ułożono umowę spółki Aquapark - że w razie jej rozwiązania lub ogłoszenia upadłości najpierw spłacani są wierzyciele, a dopiero z reszty - wspólnicy. Co może syndyk zrobić z tą ziemią? Może ją sprzedać. Albo spłacić nią wierzycieli upadłej spółki. W tym prawdopodobnie... samych Słoweńców, banki, a także ewentualnych wykonawców obiektów Fali (przy czym najważniejszym wykonawcą jest Makro 5 - własność Marjana Habjana , szefa rady nadzorczej aquaparku). Gdyby tę byłą miejską ziemię przejął inwestor, mógłby na niej postawić np. hotel Hilton, zapowiadany od dawna przez Słoweńców. Z naszych informacji wynika, że plany tego hotelu powstawały ZANIM jeszcze ukończono aquapark, czyli w połowie 2007 roku.

Władze aquaparku ujawniły kilkanaście miesięcy temu, że nowy hotel miałby bezpośrednie połšczenie z aquaparkiem, a goście hotelowi będą z tych basenów korzystać. Gdyby nabywca ziemi od syndyka podtrzymał te plany, mogłoby to oznaczać, w skrajnym przypadku, zmianę aquaparku w wewnętrzny, zamknięty obiekt hotelowy.

Możliwy jest też inny wariant - w którym syndyk podzieliłby teren aquaparku i część sprzedał pod hotel czy biurowiec po cenach rynkowych.

POLSKA Dziennik Łódzki, 14 stycznia 2009


Czy miasto zechce wykupić Falę?

Stało się - potwierdzają się wszystkie nasze informacje i obawy z ubiegłego roku o wątłych podstawach finansowych łódzkiego aquaparku. W urzędzie miasta już krąży pogłoska o tym, że jeśli Fala szybko nie dostanie od Łodzi 4 mln zł, to do końca stycznia upadnie.

Informacja ta nie wyszła na pewno od służb obsługujących Falę. Kto więc przyniósł ją do urzędu? I w jakim celu?

- Na pewno nie my - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej. - Platforma Obywatelska uważa, że Łódź nie powinna dawać ani złotówki na interes, nad którym nie ma pełnej kontroli.

Co oznacza brak pełnej kontroli nad Falą? Dziś miasto w spółce będącej właścicielem aquaparku ma zaledwie 17-procentowy udział. Resztę posiada słoweński inwestor - Makro 5, spółka założona przez Słoweńca Marjana Habjana. I to on ma w praktyce decydujący głos w sprawach dotyczących aquaparku, bo Łódź praktycznie straciła - zgodnie z umową - jakąkolwiek nad nim kontrolę.

W praktyce to Słoweńcy decydują obecnie o cenach biletów, polityce inwestycyjnej i kredytowej itd., choć przecież miasto wniosło do spółki grunt - 10 hektarów na Zdrowiu. Dawniej teren ten wart był 4 mln złotych, podczas gdy dziś nawet 8-10 razy więcej.

O prawdopodobnym braku należytej dbałości o miejski majątek przy okazji zawiązywania spółki ze Słoweńcami jako pierwsi szeroko napisaliśmy wiosną 2008 r. Przewidywaliśmy, że najpóźniej w 2009 roku Falę czekają ogromne kłopoty, a jeśli w ich efekcie upadnie, miasto straci cenną ziemię, wniesioną aportem do spółki.

- Łódź mogłaby pomóc Fali tylko w jednym przypadku - przewiduje radny PO Tomasz Kacprzak. - Gdybyśmy odkupili od Słoweńców tyle udziałów, by mieć absolutną kontrolę nad spółką - właścicielem aquaparku. Inaczej nie powinniśmy na ratowanie tego przedsięwzięcia dawać ani grosza.

Bez poparcia PO miasto Fali nie pomoże. Zdaniem wielu radnych wykup udziałów do 51 proc. kapitału spółki kosztowałby miasto do 20 mln zł i pozwoliłby Łodzi wprowadzić własne zasady zarządzania zespołem basenów, a to oznaczałoby dużo niższe ceny biletów.

Pod koniec zeszłego tygodnia baseny były prawie puste. Według informacji, podawanych wcześniej przez spółkę, w pierwszym okresie funkcjonowania basenów odwiedzało je po tysiąc gości dziennie. Według naszych obliczeń, żeby taki kompleks mógł się samofinansować i bezproblemowo spłacić zaciągnięte kredyty (których zabezpieczeniem jest majątek spółki), frekwencja powinna być kilkakrotnie wyższa.

POLSKA Dziennik Łódzki, 13 stycznia 2009


Koalicjanci listy piszą

- Mamy otwarty konflikt między prezydentem Jerzym Kropiwnickim a przewodniczącym rady miejskiej Tomaszem Kacprzakiem. Lewica nie będzie w tym uczestniczyć - oświadczył Dariusz Joński, szef klubu radnych Lewicy.

Konflikt rozpoczął się w zeszłym tygodniu od konferencji prasowej Tomasza Kacprzaka. Zarzucił prezydentowi, że nie przygotował "Strategii rozwoju, modernizacji i poprawy atrakcyjności zbiorowej komunikacji miejskiej oraz transportu drogowego w Łodzi na lata 2009-2016". Dokument ten miał być gotowy do 31 grudnia 2008 r. Do tego obligowała prezydenta uchwała rady miejskiej.

Jerzy Kropiwnicki napisał list do przewodniczącego. Oświadczył, że najbardziej kompetentną osobą do przygotowania strategii dotyczącej komunikacji jest Jarosław Wojcieszek, wiceprezydent Łodzi, który należy do PO. On pełni nadzór nad drogami i transportem. "Rodzi się więc uzasadnione podejrzenie, że chce pan mnie wciągnąć w jakieś wewnętrzne rozgrywki polityczne Platformy Obywatelskiej" - podejrzewał prezydent przewodniczącego.

Z kolei Kacprzak w liście do prezydenta napisał, że nie zgadza się "ze spiskową teorią dziejów" i że będzie pilnował wykonania uchwał.

Potem list do Kacprzaka napisał jego partyjny kolega wiceprezydent Jarosław Wojcieszek. Zapewnił prezydenta, że strategia jest już gotowa, ale trwają konsultacje. Kiedy się zakończą, przekaże mu dokument.

W kolejnym liście prezydent oświadczył Kacprzakowi, że "odmawia udziału w intrydze".

Tomasz Kacprzak stoi na swoim stanowisku: - Będę nadal domagał się wykonywania uchwał rady miejskiej - powiedział.

- Szkoda tylko, że przewodniczący nie domaga się, by prezydent realizował uchwały przygotowane przez nasz klub, np. uchwały o wprowadzeniu do przedszkoli pielęgniarek, która też nie została zrealizowana - zauważa Dariusz Joński.

Lewica domaga się, by koalicjanci doszli do porozumienia. - Wszystko to przypomina bajkę o Pawle i Gawle. Dzisiaj koalicja bawi się Łodzią, a Łódź traci w rankingach. Nie będziemy wchodzili w konflikty, będziemy stali po środku - mówi Krzysztof Makowski, szef SLD w Łódzkim.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 13 stycznia 2009


Tomasz Kacprzak kontra Jerzy Kropiwnicki: o co tu właściwie chodzi?

Zaiskrzyło na linii prezydent Łodzi - szef Rady Miejskiej. Poszło o interpelację, jaką napisał Tomasz Kacprzak w sprawie nierealizowania przez prezydenta uchwały rady. Urażony Jerzy Kropiwnicki potraktował sprawę politycznie, ba, zasugerował nawet wciąganie go w intrygi. O co tu chodzi?

Kacprzak pytał o uchwałę nakazującą prezydentowi opracowanie strategii rozwoju komunikacji miejskiej. Dokument miał być gotowy do końca 2008 r., ale go nie ma. Prezydent Kropiwnicki poczuł się pytaniem urażony i odesłał szefa rady do... kolegów partyjnych, czyli Jana Mędrzaka z MPK i wiceprezydenta Jarosława Wojcieszka, który odpowiada m.in. za komunikację miejską. Zasugerował też, że Kacprzak próbuje w ten sposób wikłać go w konflikty wewnątrz Platformy Obywatelskiej. Szef rady odpowiedział, że pilnowanie realizacji uchwał jest jego obowiązkiem. Prezydent w kolejnym piśmie poszedł dalej. Napisał, że odmawia udziału w intrydze szefa rady, mającej polegać na wymuszeniu na prezydencie, by ten ukarał Mędrzaka i Wojcieszka.

Strategia komunikacyjna to niejedyna uchwała - apel czy zobowiązanie dla prezydenta, które nie jest realizowane. Nadal nie ma m.in. strategii rozwoju Zoo, nie wiadomo co z trenerami osiedlowymi czy pielęgniarkami w przedszkolach. Dlaczego uchwały nie są gotowe? Zawiniła, jak to w Łodzi, zapewne opieszałość urzędników. Przecież to nie prezydent opracowuje strategie czy plany, ale jego pracownicy. Sam je tylko zatwierdza.

Może prezydent upolitycznia konflikt, by odwrócić uwagę od tego, że jego podwładni źle pracują? A może chodzi o zbliżającą się sesję budżetową i pokaz siły? Wiadomo, że PO ma 69 poprawek do projektu budżetu, swoje dorzuci PiS i Lewica. Nie jest też tajemnicą, że dla Jerzego Kropiwnickiego uchwalenie "jego" budżetu jest sprawą prestiżową. Dlatego radnych trochę straszy. Tyle że ci się chyba nie boją. W Platformie coraz głośniej słychać o zerwaniu koalicji z prezydentem.

POLSKA Dziennik Łódzki, 12 stycznia 2009


Psa wyprowadzi tylko dorosły

Radni w Łódzkiem zastanawiają się nad obowiązkowym chipowaniem wszystkich czworonogów. Radni z Piotrkowa i Sieradza gotowi są, wzorem samorządowców ze Słupska i Gdańska, wprowadzić zakaz wyprowadzania psów przez osoby nieletnie.

Pomysł podoba się wielu łodzianom. Kibicuje mu Beata Krawczyk, która rok temu podczas spaceru w parku została zaatakowana przez psa. - Szły z nim dwie dziewczynki. Kiedy pies zaatakował, uciekły. Ugryzł mnie, a potem pobiegł za nimi. Zgłosiłam się do lekarza, ale na policję już nie. Kogo miałabym ścigać? Dwie małe dziewczynki? Czy kudłatego kundla, który się na mnie rzucił? - rozkłada bezradnie ręce kobieta.

Sieradzki radny Mirosław Owczarek lubi psy, jest właścicielem labradora. Nie ma wątpliwości: - Niepełnoletni pod żadnym pozorem nie powinni wychodzić z psami, które mogą komuś wyrządzić krzywdę. Dziecka nigdy taki pies nie uzna za pana. Dla niego będzie to najsilniejszy osobnik w rodzinie - mówi.

Piotrkowski radny Jan Dziemdziora wielokrotnie był świadkiem sytuacji, w której opiekun nie mógł zapanować nad psem. - Część rozwiązań radnych ze Słupska i Gdańska dałoby się zaadaptować na piotrkowski grunt - mówi Dziemdziora.

W Łodzi także wciąż nierozwiązany pozostaje problem psów biegających bez dostatecznej opieki. Za prawem surowym dla właścicieli jest też Agnieszka Rutkowska, prezes zarządu łódzkiego oddziału Straży dla Zwierząt. - Psem powinny się opiekować osoby odpowiedzialne, więc nie wiek powinien być kryterium a dojrzałość - mówi Rutkowska. - Lokalne prawo powinno iść w stronę egzekwowania odpowiedzialności za psa.

Krzysztof Piątkowski, radny PiS, zapowiada, że na jednym z najbliższych posiedzeń komisji bezpieczeństwa problem zostanie poruszony. - Trudno zmusić właściciela do odpowiedzialnej opieki nad czworonogiem, ale powinniśmy. Pytanie jak. Czy tak jak w Słupsku powinniśmy wprowadzić zakaz wyprowadzania psów przez osoby niepełnoletnie?

Zdaniem radnego Witolda Skrzydlewskiego, słupski pomysł jest chybiony. - Skłońmy raczej właścicieli do odpowiedzialności i opieki choćby przez obowiązkowe oznakowanie psiaków.

Zatem łódzcy radni zmienią prawo? Tomasz Kacprzak, szef Rady Miejskiej, uważa, że mnożenie przepisów, które nie będą respektowane, nie ma sensu. - Możemy uchwałą rady zmusić właścicieli do wyprowadzania psów przez dorosłych - mówi Kacprzak. - Ale jak to egzekwować? Przecież straż miejska nie będzie biegać za każdym psem. Dlatego jestem za rozsądną akcją edukacyjną.

POLSKA Dziennik Łódzki, 9 stycznia 2009


Wagi dla tirów zamiast pomników

Burzliwie zapowiada się najbliższa sesja rady miejskiej, tematem obrad będzie tegoroczny budżet Łodzi. Prezydent uważa, że jest on doskonały, ale radni mają wiele uwag. Dotyczą przede wszystkim pozycji "wydatki".

Przygotowany przez służby prezydenckie budżet miasta zakłada dochody na poziomie ponad 2,7 mld zł. Wydatki mają wynieść 2,9 mld, z czego aż 30 proc. zostanie przeznaczone na inwestycje. Zdaniem Włodzimierza Tomaszewskiego, wiceprezydenta Łodzi, rosnące wydatki na inwestycje oznaczają, że Łódź się rozwija i dobrze lokuje pieniądze.

Radni mają inne zdanie. Sama Platforma Obywatelska przygotowała aż 69 poprawek i liczy, że zostaną uwzględnione. Czego dotyczą? Bezpieczeństwa - wydatków na policję i system monitoringu w centrum. W tym roku na kupno sprzętu zarezerwowano tylko 1,7 mln zł. Według PO, jest to co najmniej o 1,5 mln za mało. Monitoringu w ogóle nie będzie, bo w wydatkach jest tylko 500 tys. zł.

- Nie rozumiem, policja bardzo pomysł chwali, mieliśmy obiecane pieniądze i nic - mówi Sebastian Tylman.

Platforma Obywatelska krytykuje duże wydatki na promocję miasta. Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej, tłumaczy, że nie wiadomo, ile i na co pójdzie, bo nie ma strategii promocyjnej Łodzi. Zastanawia się też nad 3 mln zł na obchody 65. rocznicy likwidacji łódzkiego getta.

- Dlaczego miasto ma finansować budowę pomnika ofiar komunizmu, a nadal nieskończony jest pomnik Armii "Łódź" - wylicza dalej Kacprzak. - Te pieniądze można by wydać na kupno wag dla tirów. To byłaby rozsądna inwestycja, bo oszczędzalibyśmy wyremontowane ulice i ograniczylibyśmy ruch tirów w mieście.

Krzysztof Piątkowski z PiS zapowiada, że będzie się upierał przy dwóch poprawkach, choć zaznacza, że jego klub ma ich więcej. Chodzi o dodatki dla nauczycieli za wychowawstwo i fundusz na renowację zabytków niebędących własnością miasta. W pierwszym przypadku Piątkowski twierdzi, że wystarczyłoby 4,5 mln zł, by każdy nauczyciel wychowawca miał dodatek 200 zł.

- Teraz wynosi on 100 złotych, ale upieram się, że to mało - mówi Piątkowski. - Natomiast na zabytki przeznaczamy do podziału ledwie cztery miliony, więc będę wnioskował, by dopisać jeszcze półtora, ze wskazaniem, że to kwota na remont kaplicy Scheiblera.

Lewica chce walczyć o wzrost wydatków na pomoc społeczną, oświatę i sport. Zapowiada też batalię o komunikację miejską, bo zdaniem Dariusza Jońskiego MPK dostaje z miasta za dużo w porównaniu z poziomem usług.

- Odrębna sprawa to wydatki na podróże prezydenta i jego urzędników. Zarezerwowana kwota jest za duża i nie ma uzasadnienia - mówi Joński.

Radni liczą, że prezydent poprawki przyjmie. Wątpliwe, bo prezydent uważa budżet za świetny. Zatem zapowiada się bitwa, jeśli nie wojna. Sesja budżetowa - 14 stycznia.

POLSKA Dziennik Łódzki, 8 stycznia 2009


Zoo-safari lub pole golfowe na Brusie?

Miasto chce kupić od wojska tereny na Brusie po dawnym poligonie. Co tam powstanie? Pomysły są różne: zoo-safari, lunapark, centrum przygotowań olimpijskich, pole golfowe.

Chodzi o prawie 150 ha obrębie ulic Krańcowej, Biegunowej i Lontowej. Decyzję o kupnie terenów od Wojskowej Agencji Mieszkaniowej radni podejmą w środę na sesji. Małoprawdopodobne, by zagłosowali przeciw.

Teren wyceniono na 73 mln zł, ale spłatę rozłożono na raty. Jeśli radni podejmą decyzję o nabyciu gruntów, to do 1 lutego miasto musi zapłacić 25 mln zł (kolejne transze w 2010 r. i 2011 r.)

Decyzja radnych będzie dotyczyć tylko kupna. Przeznaczenie terenu będzie dyskutowane później. Dotychczas pomysłów na zagospodarowanie Brusa było sporo: od miejsca na plenerowe koncerty, poprzez zoo-safari (filia ciasnego zoo przy ul. Konstantynowskiej), po centrum sportowe podobne jak w Spale.

- Ja jestem jak najbardziej za. To będą zielone tereny służące łodzianom do wypoczynku, rekreacji, rozrywki. Na pewno nie powstaną tam budynki mieszkalne, ani zakłady - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej.

Jednak pomysł nie wszystkim się podoba, do radnych i do mediów piszą już mieszkańcy, którzy są przeciwni kupieniu Brusa. Wolą, by 73 mln zł przeznaczyć na remont kamienic, kaplicy Scheiblera i Piotrkowskiej.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 8 stycznia 2009


Łódź bez strategii komunikacyjnej?

Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej, zarzuca prezydentowi Łodzi niewykonywanie uchwał rady miejskiej. Chodzi o strategię rozwoju komunikacji miasta w latach 2009-2016, która miała być gotowa do końca ubiegłego roku.

- Czekałem kilka dni z nadzieją, że dokument dostanę i przekażę go do dyskusji radnym - mówi Tomasz Kacprzak. - Niestety, strategii nie ma, nie mam też informacji, czy dokument powstaje, czy już jest. Dlatego składam interpelację do prezydenta w tej sprawie z prośbą o wyjaśnienia.

Uchwałę zobowiązującą prezydenta do opracowania strategii rozwoju, modernizacji i uatrakcyjnienia komunikacji miejskiej radni podjęli 10 września. Zobowiązali prezydenta do przedstawienia propozycji, które później miały być przedmiotem dyskusji i ewentualnych poprawek w radzie miejskiej. Podejmując uchwałę, radni argumentowali, że Łódź czekają poważne inwestycje m.in. rewitalizacja okolic EC1 i Dworca Fabrycznego, co wiąże się z komunikacyjną rewolucją. Poza tym łodzianie nie są zadowoleni z miejskich tramwajów i autobusów, więc należy działać tak, by sytuację poprawić.

- Widocznie prezydent ma ważniejsze sprawy niż realizowanie uchwał radnych w ważnych dla mieszkańców sprawach - dodaje z przekąsem Kacprzak.

Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta Łodzi, zapewnił wczoraj, że strategia jest gotowa i wkrótce trafi na biurko szefa rady miejskiej.

- Czasu na jej przygotowanie było mało, biorąc pod uwagę lata, jakie obejmuje, stąd zwłoka - dodaje Augustyniak.

POLSKA Dziennik Łódzki, 7 stycznia 2009


Co nas czeka na najbliższej sesji budżetowej?

W najbliższą środę radni przyjmą budżet Łodzi na 2009 r. Czy zapowiada się burzliwa sesja? Nie. Raczej pracowita. Kluby radnych planują wprowadzić ponad sto poprawek do najważniejszej w roku uchwały.

Klub radnych Lewicy zamierza powalczyć o podwyższenie wynagrodzeń dla nauczycieli, pracowników pomocy społecznej, dofinansowania domów dziecka i domów pomocy społecznej. - Chcemy też, by były dodatkowe pieniądze na remonty szkół - mówi Dariusz Joński, szef klubu radnych. Radni na pewno poruszą temat kiepsko działającej komunikacji miejskiej. Już wiadomo, że lewica będzie domagać się: * Zwiększenia budżetu z 3 do 3,5 mln zł na promocję przez sport. * Zabrania 400 tys. zł przeznaczonych na remont pl. Wolności i przekazania na modernizację willi Kindermana. * Wyremontowania ważnych ulic w centrum m.in. Żeromskiego, Zielonej, Kopernika (w budżecie zapisano pieniądze na remonty ulic na peryferiach Łodzi).

Platforma Obywatelska ma już gotową listę ok. 70 poprawek do budżetu. Planuje pozyskać dodatkowe pieniądze na poprawę bezpieczeństwa w mieście, "orliki", trenerów osiedlowych. Zamierza także walczyć z handlem pudełkowym, wywożąc sprzedawców wraz z ich towarem na legalne targowiska, dlatego chce, by miasto kupiło za 80 tys. zł samochód dostawczy do transportowania "staczy".

Radni PO zastanawiają się, czy 28 mln zł na promocję miasta to nie za duża kwota, zwłaszcza że Łódź nie ma strategii promocji. - Nie wiadomo, czy mamy promować Łódź jako miasto kultury, czy akademickie, czy nowych technologii - mówi Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej. Prezydent Jerzy Kropiwnicki na pewno będzie bronił tej kwoty, przekonujšc, że pieniądze niezbędne są na wielkie obchody 65. rocznicy likwidacji getta. Uroczystości zaplanowano na przełom sierpnia i września, a zaproszonych jest wielu gości, w tym głowy państw.

Już wiadomo, że klub radnych PO zaproponuje następujące poprawki: * Więcej pieniędzy na policję. Prezydent planuje przeznaczyć 3,2 mln zł, radni chcieliby zwiększyć pulę o 1 mln zł. Zamierzają kupić sprzęt dla funkcjonariuszy oraz sfinansować za te pieniądze patrole. * Kupienie za pieniądze miejskiej wagi do ważenia TIR-ów. Przy wjazdach do miasta TIR-y byłyby ważone, a przeciążone auta musiałby płacić karę. Wpływy do budżetu z tego tytułu szacuje się na 1,5 mln zł. * Zwiększenie puli z 4 do 5 mln zł na remont zabytków nienależących do miasta. * Wyremontowanie motodromu przy ul. Parkowej (ok. 500 tys. zł). * Zarezerwowanie 4,8 mln zł na budowę 16 boisk "orlik" (teraz jest ich w Łodzi 12) oraz 400 tys. zł na wynagrodzenia dla trenerów osiedlowych.

Radni klubu PiS na razie nie chcą wyjawić, jakie zmiany zaproponują do budżetu. - Prowadzimy rozmowy z prezydentem na temat zmian. Mamy nadzieję, że prezydent uzna nasze propozycje i wprowadzi je jako autopoprawki do budżetu - mówi Sławomir Worach, szef klubu radnych PiS. Negocjacje dotyczą pieniędzy na komunikację miejską, edukację i pomoc społeczną.

Gazeta Wyborcza - Łódź, 7 stycznia 2009


Pechowy postój prezesa MPO

Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej, złożył do prezydenta Łodzi interpelację w sprawie Grzegorza Kaźmierczaka, prezesa MPO. Chodzi o konsekwencje, jakie poniósł szef spółki za wjazd i postój na Piotrkowskiej.

O sprawie pisaliśmy 20 grudnia. Prezes MPO wieczorem wjechał na Piotrkowską, parkował na niej około kwadransa, co zostało uwiecznione na filmie przez GPO. Od sierpnia, decyzją prezydenta, obowiązuje zakaz wjazdu i postoju na Pietrynie. Pytaliśmy prezydenta Łodzi, czy wyciągnie konsekwencje wobec Kaźmierczaka, usłyszeliśmy, że czeka na raport straży miejskiej w tej sprawie.

Kacprzak uważa tłumaczenie szefa MPO, jakoby wjechał na Pietrynę służbowo, za naganne. Twierdzi też, że zachowanie szefa spółki godzi w dobre imię MPO.

Prezydent ma dwa tygodnie na odpowiedź.

POLSKA Dziennik Łódzki, 2 stycznia 2009


Moje "Archiwum prasowe" z roku 2008

Moje "Archiwum prasowe" z roku 2007

Moje "Archiwum prasowe" z lat 2004 - 2006

Moje "Archiwum prasowe" z lat 1996 - 2000

Strona główna: http://www.kacprzak.platforma.org/